26 października 2016

Dobre wychowanie bywa przekleństwem


 
http://comicvine.gamespot.com/

Jestem bardzo wdzięczna moim kochanym rodzicom, że tak dobrze mnie wychowali. Ba, śmiem nawet twierdzić, że zbyt dobrze. Całe życie wpajali mi szacunek do: pracy, pieniędzy (tu okazała się cholernie opornym studentem, ponieważ te dziady, pieniądze nijak nie chcą się mnie trzymać, więc nie wiem, jak to jest je szanować, ponieważ ich nie mam). Ale przede wszystkim nauczyli mnie szacunku do drugiego człowieka, zwłaszcza starszego.

Swoją drogą lubię patrzeć na starszych ludzi, zastanawiać nad tym, jak wyglądało ich życia, konsekwencją, jakich wydarzeń, smutków, uśmiechów są ich zmarszczki, jaki ciężar wspomnień niosą na swoich przygarbionych plecach. Fascynują mnie starzy ludzie, ich historie.

Do niedawna nie miałam wątpliwości: przepuścić w drzwiach, ustąpić miejsca, pogadać w przychodni. Zawsze przepuszczałam, ustępowałam, pogadałam. Będąc przy tym uśmiechniętą od ucha do ucha. No, cóż taka już jestem, bezinteresownie dobra, a może po prostu dobrze wychowana ;)

Jednak życie bardzo szybko i bardzo brutalnie weryfikuje nasze podejście do wielu rzeczy.

Musicie wiedzieć, że jako nauczycielka uwielbiam opowiadać, będąc polonistką opowiadam i gadam cały czas, dlatego też dziś opowiem Wam dwie poglądowa, aczkolwiek autentyczne, historie z mego życia (podobno ulubiona część lekcji każdego ucznia).


SYTUACJA 1:

Późne popołudnie, za 10 minut mam umówioną wizytę u lekarza, wsiadam więc pośpiesznie do winy. Gdy drzwi się zamykały, kątem oka ujrzałam na horyzoncie babinkę taką, w białym bereciku, która powolnym truchtem (oksymoron?) podąża w stronę windy. Niewiele myśląc przytrzymałam drzwi, babcia wsiada. Wymieniamy uprzejme uśmiechy, ja szczęśliwa, że mogłam tuż przed zachodem słońca zrobić dobry uczynek.

- Które piętro? Ach… to tak, jak ja. – grzecznie rozmawiam z tą uroczą staruszką – Tak, też do okulisty, tyle, że jeszcze muszę zajść do rejestracji.

Wówczas następuje jakieś boskie uzdrowienie, cud dzieje się na mych oczach i nikt prócz mnie go nie widzi, jak opowiem, nie uwierzą. Boże, co robić – myślę gorączkowo – Przecież ta jeszcze do niedawna wiekowa babcia przypomina teraz  Popeye’a, który przedawkował szpinak. W te, do tej pory wiotkie, ciało wstępuje nowy duch, samego młodego Pudziana. Kobieta napina mięśnie, napręża muskułu, niczym Peter Buckley przed swoją ostatnią walką. Plecy, dotąd przygarbione, prostują się, lekko pochylając się do przodu, jednak nie od ciężaru życia. Ta babcia, która ledwo dodreptała do windy, teraz jest zwarta i gotowa. Oczom własnym nie wierzę „nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!” – krzyknął Mickiewicz. I ja mu ufam, starzec ze swoim szkiełkiem i okiem niech się teraz wstydzi, dziad jeden!!!

Obie czekamy i ja już wiem, że ten wyścig przegram z kretesem. Dźwięk dzwonka, jak start na Służewcu, otwiera się maszyna losująca. Ruszamy. I ta babulka, 150 cm, 48 kg żywej wagi, nagle zajmuje całą szerokość korytarza. Lawiruję, by móc ją wyprzedzić. Próby kończą się totalnym fiaskiem!!! Może to lata doświadczenia, może ta magia, ale babcia przewiduje mój każdy krok i zawsze jest kilka sekund przede mną. Mój marsz, zmienia się w tzw. świński trucht, pot leje mi się po dupie, gdy jej nawet czapka nie drgnie – docieramy do okienka. Ja wkurwiona, że kolejny raz dałam się podejść i złapać na te uprzejme gatki-szmatki, ona szczęśliwa i uśmiechnięta zadaje 4 875 659 pytań!!!

Ale nic, nadal jestem dobrym człowiekiem i oazą spokoju. Wdech – wydech. Jadę dalej!!!


SYTUACJA 2:

Tuż przed wejściem do banku. Jeszcze 15 minut i otworzą bank. Cierpliwie czekam. Strzelam jeszcze fotkę na instagrama pięknej, polskiej jesieni. Mam czas. Slow life i delektuję się ostatnimi promieniami jesiennego słońca. Jestem pierwsza, szybko załatwię ten przelew i uciekam do pracy. Osz kurwa, jak ja się myliłam!!!

Tym razem życie zaskoczyło mnie niczym selfie Wolińskiego, które budzi miliony followersów. Bo babcie były dwie!!! W tym jedna o kuli, nosz, kurwacka, nie mogę, tak z samego rana. Boże, cóż takiego uczyniłam, że wystawiasz mnie na takie próby. Od dziś mówcie do mnie Katarzyna „Hiob” Osiecka!!!

Przeanalizowawszy tę sytuację, wiem, że nawet jakbym pozbyła się tych wszystkich skrupułów i wlazła pierwsza, i nie przepuściła tych staruszek w drzwiach – nie zasnę, wyrzuty mojego czystego, jak łza, sumienia nie dadzą mi spokojnie spać.

Nerwowo patrzę na zegarek, choć wiem, że to nic nie zmieni. Absolutnie nic!!! Godzina 08:59, jeszcze minuta i drzwi banku, a zarazem mojej kolejnej porażki, staną przed nami otworem. Niby jesteśmy tylko trzy, ale ja oczami wyobraźni widzę te dantejskie sceny spod drzwi Lidla, gdy rzucono crocs’y. I ja już wiem, że po raz kolejny przegram, że nie dam rady, że puszczę je, że spóźnię się do pracy i szlag trafi moje slow life!!! I wkurwię się tak, że lwia zmarszczka, mimo licznych zabiegów kosmetycznych znowu pojawi się między brwiami, jak dwie czerwone pręgi dobrego wychowania, jak ten pasek na wzorowym świadectwie!!!

Dramatyzm sytuacji podkręca czerwone migające światło, w które tępo wgapiam się, czekają Bóg wie na co!!! Może jeszcze przed zielonym pojawi się pomarańczowe, w celu obwieszczenia zbliżającej się katastrofy. Ale nie od razu zielone, wali po gałach, jak raca na stadionie Legii. Podchodzę więc do tych drzwi, biorę oddech, łapie klamkę i już wiem, co zrobię… Otwieram drzwi, lekko odsuwam się na bok i przepuszczam te przemiłe panie, w tym jedną o kulach. Wypuszczam powietrze, tylko tak, jakoś subtelnie, bezgłośnie, by nie poczuły oddechu śmierci na swych starczych karkach. I obserwuję, i patrzę z niedowierzaniem, jak kule, które przed chwilą zmiażdżyły mi serce, pędzą obok swej właścicielki, radośnie podskakują, nie tykając ziemi.

Możecie mi wierzyć, mam łzy w oczach, łzy wściekłości i bezradności. Tylko ta nadzieja, że może mnie ktoś kiedyś przepuści – trzyma mnie przy życiu. Widzę oczami wyobraźni ten prehistoryczny teledysk Vangelis „Chariots of Fire”. Filmowa wręcz scena ma miejsce na naszej ełckiej ziemi w jednym z oddziałów popularnego banku. Gdybym tylko odważyła się wyjąć telefon i uwiecznić wspaniałość tej sceny. Mój wkład w historię kina amatorskiego nagrodzono by deszcze nagród i nawet już widzę siebie, idącą odebrać nagrodę z ręki Marcina Mellera!!!

Gdy one tak suną do tej kasy, celu ich wyprawy, ja sobie marzę i obserwuję te sarkastyczno-uprzejme uśmiechy pełne kurtuazji i nienawiści. Panie lotem błyskawicy mijają kasę nr 1 i kasę nr 2, podążając do jedynego czynnego okienka, nr 3. Nic nie dzieje się bez przyczyny, w końcu trzy w Biblii ma potężne znaczenie, cała rasa ludzka wywodzi się od trzech synów Noe; Jezus według tradycji nauczał przez trzy lata; zmartwychwstanie dokonało się po trzech dniach od śmierci Zbawiciela; Bóg jest w trzech Osobach. Czy może być wyraźniejszy znak, ja się pytam???

A ja łykam te swoje łzy bezradności, chwaląc siebie za ten ogromny altruizm i ogólnie pojętą dobroć. W tym momencie moim oczom ukazuje się widok niezwykły. W stylu: archaniołowie w otoczeniu aniołów zstępują na chmurze miłosierdzia na ziemski padół. Nagle na zapleczu robi się ruch, zza drzwi wychodzi kolejna kasjerka. Lekko skinęła na mnie głową, delikatnie, aczkolwiek stanowczo, powtórzyłam jej gest. Podeszłyśmy do pierwszej kasy. I tylko kątem oka ujrzałam, iż te dwie starsze damy próbowały zaprotestować, głośno wyrazić swój sprzeciw, w końcu one weszły pierwsze. Mam nadzieję tylko, że to wyraz mojej twarzy, skutecznie zniechęcił je do podjęcia próby odbicia mi kasjerki.

- Wpłata?
- Tak.
- Proszę pokwitować. Do widzenia!!!


Całe 17 sekund!!! I moje slow life wróciło na właściwe tory!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...