23 marca 2016

Obyś cudze dzieci uczył!!!



W dzisiejszych czasach głośne i publiczne wyznanie: „jestem nauczycielem” jest co najmniej równoznaczne z przyznaniem się do tego, że mam hemoroidy, polipy i zastanawiam się nad zmianą płci.


Gdy tylko padną znamienne słowa: „jestem nauczycielem” znajomi dzielą się automatycznie na dwie grupy:

  1. Tych, którzy ubolewają, nad tym, jak to mamy ciężko, jak mało zarabiamy, jaka niewdzięczna jest młodzież (jak powiem, że pracuję w gimnazjum, przewracają oczami, jak dodam, że w gimnazjum z „trudną młodzieżą”, oferują modlitwy).

  2. Albo na tych, którzy, nie bójmy się tego słowa, nie szczędzą nam inwektyw w postaci: darmozjadów, nieuków, lamusów, lewusów, ogólnie rzecz biorąc, nieudaczników życiowych, którym w życiu nie wyszło, więc gnębią bohu ducha winne, cudowne istotki, będąc przy tym najbardziej roszczeniowa grupa społeczna.

Szczerze powiem, nie lubię ani jednej, ani drugiej grupy. Bo po pierwsze nie czuję się, jak bohaterka opowiadania Żeromskiego. Nie jestem i nigdy nie byłam, a już na pewno nigdy nie zostanę Stasią Bozowską, czyli tytułową „Siłaczką”. Nie uważam się za cierpiętnicę, która ma do wykonania misję ratującą świat i młodzież przed totalną degrengoladą.

Wkurwia mnie (tak, celowo użyłam tego słowa), gdy mi w kółko powtarzają, jak to mamy zajebiście: ferie, wakacje, długie weekendy i inne zalety pracy w tym zawodzie. Zawsze, za każdym razem odpowiadam: „też mogłeś(-aś) zostać nauczycielem”.  Nikt nikomu nie bronił, nie trzeba mieć ojca w partii, ani matki, która poszczyci się chłopskim czy robotniczym rodowodem, by zostać nauczycielem!!!

Wybrałam ten zawód świadomie, nikt mnie nie zmuszał, nie zmusiła mnie również sytuacja życiowa, nie wybrałam go z lenistwa czy braku laku. Chciałam być nauczycielem i naprawdę dobrze mi z tym. Nie potrzebuję litości!!! Nie potrzebuję ironicznych spojrzeń pełnych pokpiwania i żałości. Nie chcę słyszeć, że mam lajtową robotę. Nie chce i już!!!

Jakoś nigdy nie mówię urzędnikom, że mają zajebista prace, bo cały dzień siedzą na dupie, klienta przyjmą, jeśli chcą i cały dzień piją kawę. Nie mówię też pani z mięsnego, że ma fantastyczną fuchę, bo cały dzień może jeść parówki i zagryzać boczkiem. Nie mówię kierowcy TIR-a, że zajebiście się ustawił, jeździ po Europie, słucha muzy (albo e-book’ów), a na drodze wszystko mu wolno.

Lubię to, co robię i wiem, że robię to dobrze. Nigdy nie będę cierpiętnicą ani frajerem. Życiowym nieudacznikiem, frustratem, darmozjadem, typem roszczeniowym.

A dzięki poprzednim dwóm paniom minister (celowe użycie małej litery!!!) zawód nauczyciela zmieszany został z błotem, opluty, zaszczuty.  Nauczyciel sprowadzony został do roli opiekuna i maszynki do produkowania punktów na sprawdzianach, testach czy egzaminach. Rola wychowawcy już się nie liczy, zresztą nie ma na to czasu. Papierologia, która zalała szkoły, przeszła już granice absurdu.

Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomą anglistką, która żaliła się (nie ma tu za grosz sarkazmu!!!), że nie ma czasu przygotować się do lekcji tak, jakby chciała, ponieważ w kółko tylko analizy, sprawozdania, protokoły, raporty. Papier przyjmie wszystko, prawda?

Parafrazując słowa Adama Miauczyńskiego, boli mnie, gdy tworzę kolejne papiery, widząc oczami myśli padające lasy. Sprawozdanie – dąb pada. Raport – lipa. Protokoły – świerki, jak zimowe kwiaty. Analiza – jak maszty upadają sosny. Plany – to modrzew, klon – ewaluacja, opinie – i buk się korzeniem nakrywa. A z każdym precz dodatkiem ich żywicą krwawię.*

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy, dosłownie wszyscy zaglądają nam w kieszenie, analizują nasze konta bankowe, rozliczają PIT-y i przeliczają naszą pracę na godziny. A przecież za godzinę nie bierzemy wcale więcej niż lekarz, stolarz czy hydraulik.

Wiem, że tak, jak różni są lekarze czy specjaliści, tak samo różni są nauczyciele – są dobrzy, z powołania, których uczniowie kochają, ale są też nauczyciele, którzy starojapońską klątwę: „obyś cudze dzieci uczył (wychowywał)” wzięli sobie, aż nadto do serca.

Czy florystka, która nienawidzi kwiatów, ułoży gustowny bukiet albo fryzjerka, która brzydzi się ludzi, umyje komuś głowę? Tak samo jest w naszym zawodzie, nie lubisz ludzi, dzieci – nie zostajesz nauczycielem. Ja nie dałabym rady pracować przez 8 godzin zamknięta w jednym pokoju, tępo patrząc na ekran monitora – dlatego nie zostałam urzędnikiem. Proste? Jak, kurwa, konstrukcja cepa (swoją drogą nie wiem nawet, jak wygląda ten cep, ale brzmi prosto)!!!

Wracając do naszych zarobków, nikt nigdzie nie ukrywa ile zarabia nauczyciel. Chcecie wiedzieć ile ja zarabiam, wpiszcie sobie w googlach: zarobki nauczyciela mianowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym. Wszystko pokazane będzie czarno na białym.

Powiem tak, żeby nie było nieścisłości, nie uważam, że zarabiam za mało, jak zawsze mogłabym więcej, jednak tu nie o to chodzi. Każdy nas, nauczycieli, rozlicza z przepracowanego czasu, czyli 20 godzin w szkole podstawowej i gimnazjum i 19-tu w szkole ponadgimnazjalnej. Jednak nikt nie bierze pod uwagę faktycznego stanu rzeczy, czyli tych wszystkich rad, wywiadówek, wycieczek, szkoleń itp. Nie mówię już o merytorycznym przygotowaniu się do prowadzenia zajęć, czyli nasz czas tygodniowej pracy naprawdę nie różni się od innych, 40-godzinnych tygodni pracy.

Nie myślcie, że narzekam, że żalę się, że jest mi źle. Jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem, robię to, co lubię. Pracuję z młodzieżą (teraz tą tzw. trudną, więc jest dwa razy ciężej), staram się być na bieżąco, bo to ważne, z nowinkami, z aplikacjami – oczywiście w granicach rozsądku, nie chcę wyjść na „dzidzię piernik” ;) Ale dziwi mnie podejście nauczyciel, którzy negują wpływ nowości technologicznych na życie ucznia i szkoły, którzy zostali jeszcze w tym starym systemie i tak w nim tkwią, nie poddając go najmniejszej nawet krytyce.

Głośna sytuacja, czyli odprawa szefa Stadionu Narodowego po kilku spektakularnych wtopach, komentowana również przez moich znajomych. Jeden z nich przyznał, że odprawa w wysokości 570 tys. zł dla człowieka, który odpowiadał za miliony, fakt, nie spisał się, jest może za wysoka, ale adekwatna. Zapytałam więc, ile powinien zarabiać człowiek, który kształci dziesiątki ludzi odpowiedzialnych za setki milionów złotych? Spojrzenie zebranych mówiło samo za siebie, patrzyli na mnie, jakbym puściła najgłośniejszego, najdłuższego i najbardziej śmierdzącego bąka świata!!!

Zastanawiam się dlaczego największa wartość, jaką mamy, czyli nasza edukacja jest traktowana tak bardzo po macoszemu? Nie podoba mi się, że nauczyciel zarabia mniej niż lekarz, prawnik czy księgowa. Nie znoszę lekceważenia nauczycieli!!!

Powiecie, że jesteśmy najbardziej roszczeniową, a zarazem bierną grupą zawodową. To, że nie obrzucamy Ministerstwa petardami, nie wyrzucamy na tory ton ziemniaków czy kompostownika, nie znaczy, że jesteśmy apatyczni, niezaangażowani czy zobojętniali. Moglibyśmy rozpocząć strajk w dniu egzaminów gimnazjalnych czy maturalnych. Ale czy byłoby to etyczne? Hmmm… Nie sądzę, że nauczyciele nie podejmują tego wyzwania z lenistwa albo strachu. Nie robimy tego z wielu powodów, między innymi, dobra Waszych, naszych, dzieci.


Wiem, że wszędzie czytacie, jacy to jesteśmy biedni, niedoceniani, zaszczuci, ale chciałabym, aby ci wszyscy, którzy zajmują się wyliczaniem nam pensji, rozliczaniem nas z przepracowanych godzin, zajęli się prawdziwymi problemami polskiej szkoły, których jest o wiele więcej niż tylko źle opłacony i nieszanowany nauczyciel!!!

Dzień świra, w reż. Marka Koterskiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...