18 lutego 2016

Ty też jesteś ch*jowym kierowcą?



Moim życiem rządzą emocje, bardzo silne emocje. Emocja, to tak naprawdę moje drugie imię. Emocjonuję się wszystkim, szybko wpadam w zachwyt, jeszcze szybciej się irytuję. A najgorsze, a może najlepsze, w tym wszystkim  jest to, że wszystkie, naprawdę wszystkie uczucia, wymalowane mam na twarzy. Nie mam kamiennej twarzy pokerzysty, we mnie możesz czytać, jak z otwartej książki. Nie umiem ukrywać emocji, ba, ja nawet nie chcę ich ukrywać.


I tak właśnie powstał dzisiejszy post, pod wpływem silnych emocji. Bardzo silnych. A totalna burza uczuć i przeżyć dopada mnie, niestety, ale za kierownicą. Teraz, tzn., jak Iga ma już prawie 7 lat, potrafię się pohamować, nie krzyczeć, używając przy tym słów powszechnie uważanych za obraźliwe.

Oj tam… na pewno każdy z nas (proszę, powiedzcie, że tak) miał choć raz sytuację, że nerwy, trzymane do tej pory na wodzy, puściły. Ale tak totalnie i wtedy wymsknął się ten jeden mały, malutki i całkiem niewinny, wulgaryzmik?

No ja tak miałam, nawet nie zdawałam sobie sprawy, do czasu, gdy z tylnego siedzenia usłyszałam:

- Jedź, kurrrrrwa, jedź!!!

Z jednej strony byłam przerażona, bo to była kalka tylko i wyłącznie moich słów, jednak z drugiej, czułam totalną dumę, bo to niespełna trzyletnie RRRR było tak piękne i wyraźne, cóż, że mogło paść w słowie, na przykład RoweR, czasu nie wrócę, mogę jedynie zmienić siebie. I do tej pory hamuję się przy dziecku w aucie.

Ale gdy jadę sama, oooo panie, wtedy sobie mogę poużywać. Do woli. A że sytuacji na drodze nie brakuje, więc wyżywam się nieograniczenie!!!


Jakie drogowe okoliczności najczęściej wyprowadzają mnie z równowagi?


1. przyśpieszanie tuż przed pasami, byle tylko nie przepuścić tej matki z dzieckiem, kobiety z wózkiem (te sytuacje akurat wkurzają mnie najbardziej), nie ważne kogo, ważne, że nie przepuszcza.

Pewnego razu, kiedy zatrzymałam się na skrzyżowaniu, by przepuścić dzieci idące do szkoły, a kierowca ciężarówki totalnie zmasakrował mi tył auta, wjeżdżając we mnie z taką prędkością, że odbiła mi się oranżada z komunii, poważnie zastanawiałam się nad tym, czy aby na pewno jest sens przepuszczania pieszych, gdy za mną, obok mnie, na pasie z boku, w aucie, za kierownicą siedzi debil.

Historia mojej mamy, która na przejściu zauważyła staruszka, zatrzymała się, a że jechała prawym pasem na dwupasmówce, więc była bliżej pana, machnęła mu jeszcze ręką, pokazując, żeby przeszedł, a idiota z lewego pasa o mało nie zmiótł dziadka z drogi, przejechał taką prędkością!!!


2. jazda 30 km/h pasem szybkiego ruchu.

Jak śmieje się mój mąż, jesteśmy chyba jedynym miastem w Polsce, gdzie jazda pasem szybkiego ruchu nie grozi mandatem, ponieważ pas do standardowej jazdy przypomina najsmakowitszy ser szwajcarski.

No ale sytuacja, gdy z lewej jedzie autobus, przede mną auto z powalająca prędkością 30 km/h (przy ograniczeniu do 50 km/h), a ja śpieszę się do pracy,  cholera, ale nera mnie szarpie!!!


3. zbyt brawurowa jazda po ulicach osiedlowych/wewnętrznych.

Mieszkam na dzielnicy, gdzie znajduje się dosyć spora liczba zakładów, jakieś stolarnie, sklepy, hurtownie czy inne przykłady małych przedsiębiorców. I wiecie, że do godziny 15-tej boję się wypuszczać dziecko, choćby przed dom, ponieważ, jak to „prywaciarzom” wszędzie im się spieszy i nikogo nie obowiązują przepisy ruchu drogowego po ulicach wewnętrznych. Pomijam fakt, że w zakręty wchodzą praktycznie dryftem!!!


Dawno zapomniana legenda głosi, że ktoś kiedyś użył tych kolorowych, migających światełek, które znajdują się z boku każdego auta. Posiadają je auta, które mają tyle lat, co ja, a także te, które są młodsze od mojego dziecka. Zaraz, zaraz, jak to się nazywało??? Aaaa… tak, podobno kierunkowskazy.

4. używanie kierunkowskazów, a raczej ich nieużywanie, to jest jeden z najbardziej drażliwych, drogowych tematów!!! Co to jest za moda, żeby nie sygnalizować skrętu??? Nie mogę tego zrozumieć??? A gdy staram się trzymać przepisową odległość pomiędzy samochodami, by mieć szansę wyhamować, wówczas wpieprzają mi się inni kierowcy, bo przecież jest luka między autami, trzeba ją wykorzystać!!!

Raz, byłam już, w raczej, zaawansowanej ciąży, nie pamiętam, który miesiąc, pamiętam jednak, że już dosyć wyraźnie czułam ruchy. I pan, który właśnie ruszył z pasów, postanowił nagle skręcić w lewo. Jechałam za nim, wolno, bo dopiero co ruszyłam ze świateł i nagle silne hamowanie, brzuchem uderzyłam w kierownicę i tylko możecie wyobrazić sobie moja paniką, gdy do wieczora nie czułam ruchów!!!


5. zielone, nie dla wszystkich

Sznur samochodów, wszyscy trzymają nogę na „pulsie”, sprzęgło, jedynka, gaz. Normalna procedura, każdy chce przejechać. Ale pańcio/pańcia w pierwszym aucie pod sygnalizacją, czeka, aż zielone, stanie się jeszcze bardziej zielone, aż zazieleni się do zieloności!!! W konsekwencji trzy samochody, z trzydziestu, przejedzie na zielonym. Reszta, jak te bałwany, dalej czeka.


6. brak dynamiki jazdy

Moja standardowa droga do pracy prowadzi przez obwodnicę. Przy obwodnicy znajduje się duża, popularna, budowlana sieciówka.

Mam to szczęście, że gdy zaczynam pracę, nie ma już tych porannych korków, na ulicach raczej luz. Jadę sobie, totalnie wyluzowana i widzę, że do wyjazdu z podporządkowanej, czyli z supermarketu, czai się, jakiś, dajmy na to, matiz. Za mną pusto. I już wiem, jak będzie wyglądała sytuacja. W miarę, jak będę zbliżała się do skrzyżowania, im będę bliżej, prawdopodobieństwo tego, że auto „wytoczy” się na drogę, wzrasta proporcjonalnie do malejącej odległości. 

Podobnie sytuacja wygląda na rondach: stoi i czeka, dyszy i sapie, i nagle buch, koła w ruch, czyli wtedy, gdy ja będę już na rondzie, auto powolutku, bez stresu wyjedzie mi tuż przed maską!!!


7. bo wszystkie dzieci nasze są


Oczywiście chodzi mi o miejsca przeznaczone dla rodziców z dziećmi. Najbardziej podoba mi się lans na furę męża. Gdy podjeżdża pod „supermarkiet” odpicowana pańcia. Sama!!! Parkuje oczywiście na miejscu wyznaczonym dla tych nieszczęsnych posiadaczy bachorów (zresztą, kto to słyszał, żeby rodzicom i inwalidom robić miejsca tak blisko wejścia do sklepu!!! Przecież to ONA ma mega-zajebiście wysokie obcasy. Markowe!!!)wysiada na tych swoich 30-centymetrowych szpilach i dumnym krokiem przemierza parking, niczym wybieg u Lagerfeld’a. Wszelkie uwagi, że niby zajęła miejsce, które nie jest dla niej  przeznaczone, puszcza koło nosa.


Czyli, pamiętaj, kochany kierowco, niezależnie od wieku, doświadczenia, przejechanych kilometrów, płci, też możesz być ch*jowym kierowcą!!! 

A Was, jakie sytuacje na drogach, jacy kierowcy, wkurwiają najbardziej? Z chęcią posłucham (a raczej przeczytam) Wasze historie, przypadki, czy mrożące krew w żyłam opowieści :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...