16 listopada 2015

Z gówna piany nie ubijesz



Roboczy tytuł tego tekstu brzmiał mniej więcej: „Lepiej mniej, ale z sensem”. Jednak stwierdziłam, że mało efektowny, ogólnie kiepski byłby PR i fejm, więc zmieniłam. Ale później pomyślałam sobie, że tamten tytuł w sumie lepiej pasował, ale był mniej chwytliwy. No tak to jest z tymi Internetami, bez dupy i gołych cycków, nic się nie sprzeda, więc roboczy zostawiam, jako podtytuł!


No niestety, ten podtytuł, w moim przypadku, ma sens tylko w blogosferze i w odniesieniu do bloga. W życiu, w realu, luuuuubię sobie pogadać. I szczerze powiem, że niewiele jest osób, które potrafią mnie przegadać albo nie miałam okazji poznać tych, którzy mówią więcej niż ja. Ale o tym już kiedyś gdzieś pisałam, po prostu, gdy ktoś próbuje mnie zagadać, wychodzę, z wyimaginowanym bólem głowy, opuszczając towarzystwo J

Pewnie zdążyliście zauważyć, że mam poważny, blogowy, kryzys. Odnoszę dziwne, niezbadane uczucie, że zdążyłam już powiedzieć wszystko, co chciałam, co miałam w planach. Wkradł się w moje nastawienie pewnego rodzaju nihilizm twórczy, brak motywacji i najzwyczajniejsze w świecie lenistwo. A że mam skłonności do wyolbrzymiania, to możecie tylko domyślać się, jaka katastrofa emocjonalna się szykuje. Oczywiście, ciężko zrzucić to na karby jesiennego przesilenia, bo trwa to już mniej więcej od czerwca!!!

Jednak, od czasu do czasu, coś napiszę i tu właśnie sensu nabiera zasada: mniej, znaczy lepiej. Ja wiem, że ciągły kontakt z czytelnikami, wrzucanie, nawet najmniejszych postów, robi ruch na stronie, który potrzebny jest przecież do statystyk, a statystyki do współpracy. No niestety, mnie to nie przekonuje, jak sami widzicie, piszę i wrzucam zupełnie bez sensu i logiki, nie mam żadnego planu i terminarza postów. Jak napiszę, wrzucę, nie napiszę, zżerają mnie wyrzuty sumienia, że znowu zaczęłam coś, czego nie potrafię doprowadzić do końca.

Od czasu do czasu zaglądam na inne blogi. Jednym blogerom zazdroszczę inwencji i pomysłowości, innym tego, że mają „tematy”, że są tak płodni postowo. No, ale są też takie blogi (i to wcale nie początkujące, małe, dopiero „rozkręcające” biznes, którym można wiele wybaczyć, na pewne niedociągnięcia przymknąć oko, każdy z nas zaczynał), że ręce opadają. Po wizycie i lekturze maksymalnie jednego teksu, uwierzcie, więcej zwykły śmiertelnik nie jest w stanie znieść, czuję się najzwyczajniej w świecie brudna i mentalnie zgwałcona. Kilka zdań, w totalnie bez sensu rozrzuconych akapitach i kwita. Ale ruch jest!!!

Może się czepiam, powiecie, polonistka, spodziewa się peanów i elaboratów na temat Wokulskiego. Nie, nie w tym rzecz. Sama nie mówię pięknie ani idealnie. Często do moich wypowiedzi wkradnie się, jakiś mały, maleńki wulgaryzmik. Ci, co obserwują mnie na Snapie, wiedzą, że plącze mi się język, nawet, jak jestem trzeźwa. Mówię szybko, słowa wręcz z siebie wystrzeliwuję, nierzadko, najpierw powiem, później pomyślę. Moje teksty, powie wielu z Was, też bywają totalnie z dupy, na dawno przetrawione i wydalone tematy, ale staram się trzymać jednego, stylu i poprawności. Jednak ostatnio zwątpiłam i nawet kilka minut zajęło mi zrobienie takiego blogowego rachunku sumienia. Zaglądam na gówniane blogi, a nie znam blogowych prominentów.

Nie wiem, czy oglądaliście ostatni (chyba J ) odcinek Ugotowanych ze sławami Internetu, ja przerzucając kanały, trafiłam i zostałam (z reguły nie oglądam programów kulinarnych, z dwóch powodów: nie umiem gotować, może raczej, nie lubię, a po obejrzeniu jestem potwornie głodna) tylko i wyłącznie dlatego, że poznałam Wardęgę, czyli gościa, który przebierał psa za pająka i cieszył ¾ Internetu, czyli koleś Z Dupy. Kojarzyłam jeszcze tę blogerkę modową (raczej z Pudelka, niż imienia) i koniec.

Gdy się już tak na serio wkręciłam, nagle wyskakuje, przepraszam powinnam powiedzieć, pojawia się, jak na polonistkę przystało, dziewczyna, która mówi pięknie, bez zbędnej gestykulacji, nawet słowo powszechnie uznane za obraźliwe, w jej ustach nie razi. Jeeeeesu, myślę sobie, któż to taki? Zapewne polonistka, dedukuję. Pffff… i wcale nie zgadłam tego po nazwie dania, które przygotowała, czyli "Domówka u polonistki"!!! Nie, nie, nie – jestem o wiele bardziej inteligentna, niż Wam się wydaje J Dopiero po kilku minutach wpadłam na to, że jest to Paulina z Mówiąc Inaczej (no dobra, oszukuję, sprawdziłam na fejsie, co to za panna). Jednak największego doła złapałam, po tym, jak uświadomiłam sobie, że z programu kulinarnego dowiedziałam się, iż ona ma nawet swój kanał na YT, na którym uczy Polaków mówić po polsku. Załamałam się, wiem, kim jest Wardęga i Maffashion, a nie wiem, jak wygląda jedna z najpopularniejszych polonistek blogo- i vlogosfery!!!


I tak oto dochodzę do konkluzji, która, jak się okazuje, jest gówno warta, nie mam planu ani konkretnego pomysły na siebie i tego bloga. Skupiam się na Bóg wie czym, Bóg wie po co, a później narzekam na niski poziom internetów. Taka ze mnie niekonsekwencja. 

Walę teksty, tak po prostu, od czapy. Ale wiecie, co jest najfajniejsze, że Wam to się podoba, a ja się dobrze w tym czuję. I  w ten sposób zapanowała ogólna radość i wszechobecne szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...