14 kwietnia 2015

Szalone lata 80'te



Wiem, naprawdę wiem, że temat jest totalnie oklepany, jak kilometrówki posła Hofmana w 2014 roku (a swoją drogą wiecie, że „kilometrówka” była najpopularniejszym słowem 2014 roku, pobiła nawet selfie!!!).


Jednak nie mogę przejść koło niego obojętnie. W święta, miałam okazję spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi, takimi ze szkolnego, a raczej dziecinnego podwórka. Przy okazji spotkania, wspominaliśmy. Wspominaliśmy nasze dzieciństwo, oczywiście wniosek jest jednej, niezaprzeczalny i niepodważalny, nam żyło się lepiej.


Choć może ja nie pamiętam już tych wielkich kolejek, czy pustych półek (jednak z perspektywy czasu tak sobie myślę, że te kwadratowe, cholernie twarde gumy, soki w folii i irysy, w zupełności mi wystarczały, więc nie zwracałam uwagi na braki). Jednak pamiętam wszelkiego rodzaju budowy, na których biegaliśmy bez żadnego nadzoru czy kontroli. Pamiętam zabawy w chowanego, na placu MZK, kiedy kryliśmy się w autobusach pod siedzeniami. Górki, po których mknęliśmy z szybkością wiatru, po to by zatrzymać się kilka centymetrów nad brzegiem rwącej rzeki. Pamiętam pierwszego „papierosa”, czyli łodygę od wysuszonego kopru, wyglądała i paliła się prawie, jak papieros. Te jazdy na rowerach, po okolicznych lasach, gdzie spędzaliśmy kilka godzin dziennie.


Nigdy nie byliśmy pozostawieni bez opieki, zawsze towarzyszyło nam starsze, o te kilka lat, rodzeństwo. Pamiętam, jakim szacunkiem cieszył się starszy o 4 lata brat mojej przyjaciółki. On, według nas, był dorosły i to, co powiedział, było święte. Albo starsza siostra innej koleżanki, przecież to był autorytet we wszystkim, a na pewno w strzelaniu z pistoletu do kaczek, wirtualnych oczywiście, nie pamiętam, jak się ta gra nazywała.


Albo te imprezy rodziców i ich znajomych. To był dopiero wielki świat, blichtr i efekciarstwo. Te kombinezony z kreszu, włosy na gofrownicę, perłowe makijaże. Do późnej nocy świetnie się bawili w tych mieszkankach 40 metrowych. Dzieci w małym pokoiku, nabite pod sufit, bo każda para miała przynajmniej dwoje dzieci i żadne nie wisiało rodzicom na placach, ze słowami: „mamooooo, już, idzieeeemy, już!!!”


Kiedyś dzieci z naszego pokolenie były jakieś grzeczniejsze, karniejsze. Miały szacunek do starszych, tak mi się przynajmniej wydaje (choć w okresie buntu, uuuu, dałam rodzicom do wiwatu). Ale przede wszystkim nie były tak bardzo „uzależnione” od rodziców. Wychowawcza smycz poluzowana była do granic, których oczywiście nie można było przekraczać i choć były niepisane, wszyscy je znali.


Dlatego chciałabym, aby moje dziecko liznęło tego luzu lat 80-tych i 90-tych. Bo to były naprawdę fajne i beztroskie czasy. I szczerze powiem, że widzę teraz dzieci bawiące się przed blokami, biegające z pistoletami, czy robiące fikołki na trzepakach. Może nie ma ich tyle (tych dzieciaków), co w naszych czasach, ale zawsze są pod blokami. Może to jest specyfika małego miasta? Jednak dzieci maja wydzielone miejsca do gry czy zabawy, zakazane jest granie w piłkę między blokami czy na skwerkach. A w piaskownicach, czy na placach zabaw, dzieciom towarzyszą mamy, zresztą tego wymaga regulamin korzystania z obiektu. Ale tylko tak szczerze, kto słyszał jeszcze 20 lat temu o czymś takim?? Wówczas dzieci puszczone były „samopas” i hulaj dusza. Żeby było śmieszniej, tylko na niektórych blokowych podwórkach były place zabaw i to bez atestów czy spełniana norm europejskich. (Własnie M. mnie poprawił, żebym czytelnikom w twarz nie drwiła z tymi placami zabaw, chyba, że w moich czasach, w jego były klatki i trzepaki).


Mieszkałam w starym poniemieckim bloczku (zdrobnienie celowe), gdzie podłoga skrzypiała, jak w wiekowym zamczysku, jednak klatki były ogromne, idealne na domki, w których mieszkało kilka rodzin, złożonych z miśków, lalek i innych wytworów pracy naszych dziecięcych rąk. Strych zachęcał do buszowania po sąsiedzkich kartonach pełnych skarbów. Ogródki przydomowe pełne zieleniny, którą wyjadaliśmy sąsiadom bez skrupułów. Taka mnie refleksja naszła, czy nie uważacie, że kiedyś sąsiedzi byli bardziej wyrozumiali, tu nie chodzi o dzieci, ale o dorosłych. Zdeptana dróżka w ogródku, rozbita szyba, połamane drzewka w ogrodzie – była bura od rodziców. Ale sąsiad zawsze odpowiadał dzień dobry, choćby nie wiem, jaka krzywda mu się stała. Zawsze był miły, ale potrafił też strofować, krzyknąć czy doprowadzić nieopierzone towarzystwo do porządku. I nikt mu nie powiedział „sp*rdalaj”.


Tak, mogę powiedzieć to głośno, miałam szczęśliwe dzieciństwo. I choć doskonale pamiętam dzień, w którym skończyła się moje beztroska – powtarzałam to wszem i wobec, czyli dzień, w którym do domu przywieziono ze szpitala moja młodszą siostrę. Nienawidziłam jej i miałam ochotę ją unicestwić (do tego stopnia, że mama nie zostawiała mnie w jednym pokoju z siostrą). Dlatego przez cały ten czas chodziłam do przedszkola, mimo że mama była w domu. I nikt nie miał pretensji, że kobieta nie pracuje, a dzieciak w przedszkolu. Kochałam swoje przedszkole, jednak największą wiochą było to, że mam odprowadzała mnie do szatni, w końcu postawiłam się i chodziłam sama, w wieku czterech lat!!! Mama zostawiał mnie dwa bloki od przedszkola, a ja szłam sama, z dumnie uniesioną głową. Co prawda mama mnie śledziła, jadąc za mną maluchem, ale ja byłam najdumniejszym dzieckiem w przedszkolu – niestety nie trwało to długo, gdyż siałam zamęt wśród dzieciaków, które też nie miały ochoty być przyprowadzane przez rodziców.



Pamiętam te wszystkie psikusy robione sąsiadom. Podkładanie na wycieraczce papierowej torby z bliżej nieokreśloną zawartością, podpalenie, pukanie i w nogi – tak strasznie chcieliśmy wtedy zobaczyć minę tych osób i to, jak gaszą te małe ogniska domowym kapciem, jednak nigdy nie mieliśmy tyle odwagi, by zostać i podziwiać dzieło. Z perspektywy czasu, patrząc na to, jako już dorosły człowiek, nie mogę uwierzyć, że nikt wówczas nie zadzwonił na policję. Wszyscy nas tolerowali, my za dnia mówiliśmy grzecznie dzień dobry, nosiliśmy zakupy, by wieczorem, zrobić jakiś numer. Mając na myśli wieczór, mówię o godzinie mniej więcej 22. Kurczę, dlaczego mnie rodzice nie wołali do domu?? Na pewno chcieli się mnie pozbyć, tak im zalazłam za skórę!

11 komentarzy:

  1. to były czasy! trochę za nimi tęsknię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje dziecinstwo to lata 90 i jeszcze sporo wowczas wygladalo podobnie. :) taaak, to szczesliwe dziecinstwo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też załapałam się jeszcze na lata 90-te 😃i naprawdę fajnie było. Choć pamiętam swój pierwszy komputer, którego nikt nie używał, bo nie było czasu 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, pamiętam takie dzieciństwo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja najbardziej tesknię za przesiadywaniem na trepaku z koleżankami i cały dzień się na podwórku było a teraz dzieciaki to tylko telewizor i komputer widzą.

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany, jak ja rozumiem Twoją zazdrość o młodsze rodzeństwo. ;D Ja strasznie źle zniosłam pojawienie się mojego młodszego brata - wcześniej byłam najmłodsza, w dodatku wymarzona córeczka, a tu nagle takie małe wyjące coś i sześcioletnia "gwiazda" poszła na tor boczny. Oj ciężko było, jak sobie pomyślę ile razy małego do łez doprowadziłam, to aż mi wstyd. Ale jak go zabrali do szpitala (nie z mojej winy, jakąś operację miał mieć, teraz już nie pamiętam jaką), to jak go kilka dni (i mamy) nie było, to moje nastawienie bardzo się zmieniło....
    PS. Tak, też pamiętam to dzieciństwo, gdy matki nie stały na straży kilkulatków, a normą było darcie się spod bloku: "Maaaaamooooo! Rzuuuuuuuuuuuuuuć piiiiiiłkęęęęę!" No ale z drugiej strony, wtedy świadomość problemu pedofilii była żadna, co można stwierdzić choćby po teledysku: https://www.youtube.com/watch?v=M-vZWWknU-c

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę z tego okresu pamiętam... Było inaczej. Ludzie byli inni. Wolę chyba jednak czasy teraźniejsze

    OdpowiedzUsuń
  8. jako osoba dorosła tez wole te, współczesne czasy, jednak jako dziecku, lepiej żyło się w tamtych, bardziej beztroskich, bez zbędnej spiny i stresu, czasy

    OdpowiedzUsuń
  9. co prawda to prawda, choć i wtedy zdarzali się "źli ludzi", przed którymi ostrzegała mnie mama, jednak u nas pół osiedla mialo nas na oku, każda matka wyglądała, pilnowała, wszystkie, nie tylko swoje dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. trzepak, piaskownica, plac budowy, taaakie były przygody, od których teraz włos się na głowie jeży ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...