23 marca 2015

Totalny pustostan, czyli recenzja filmu "50 twarzy Grey'a"


źródło: #Aphrodisiac - Google+

Miała to być jedynie krótka notka na fb, ale tak mnie poniosły wodze fantazji, że nie mogłam się powstrzymać.


Film „50 twarzy Grey’a”, w reż. Sam Taylor-Johnson, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Osiągnął szczyt, a raczej dno filmowej opowieści. I choć film nigdy nie dorówna książce, to ten werbalny gniot mógłby podcierać tyłek temu arcydziełu grafomańskiej sztuki. I tu muszę zdradzić Wam pewnie sekret, wypracowania dresiarzy pisane na lekcjach języka polskiego w gimnazjum stoją na wyższym poziomie.


Sobotni, babski wieczór. Wraz z SiostrO niesione falą popularności seksownego Grey'a, stwierdziłyśmy, że obejrzymy zekranizowane igraszki wspomnianego pana i Anastazji Steel.


I jedno mogę powiedzieć, że dwie butelki wina uratowały nam wczorajszy wieczór!!! Okazały się wybawianiem. Nie dziwię, się, że Jezus wodę zamienił właśnie w wino!!! Mam dziwne przeczucie, że wiedział, że kiedyś uratuje mi życie!


Dodatkowo, czuję się w obowiązku, by podziękować swojemu instynktowi samozachowawczemu, dzięki niemu, odpuściłam sobie pójścia do kina na tę wątpliwą przyjemność. Bo albo wyprowadziłaby nas ochrona, albo zostałybyśmy oplute popcornem.


Filmowy Grey to chyba jakiś żart, totalna kpina. Jest to chłopaczek, wypierdek, szczylek taki z ramionkami trzynastolatka, który miał cudnego, takiego "uroczego" loka na środku czoła, który nota bene rozwalił cały nasz system, bo beczałyśmy ze śmiechu, przy każdej scenie z owym bogiem seksu, przepraszam, obok boga seksu to ten pan nawet nie stał. Pfff..., nawet w kolejce w monopolowym go nie smyrnąłł!!!


Ukoronowaniem całego, seksownego look’u pana Gray’a był wyliniały chomik na środku klatki, niestety piersiowej, nie schodowej. Wyliniały i padechnięty, który bronił się resztkami sił, by nie umierać w tak fatalnym filmie, na tak kiepskiej klatce, niby-boga seksu. Pewnie broniąc swego dobrego imienia, biedaczek wyzionął ducha. I teraz mam pytanie, czy ktoś z jakiejkolwiek fundacji ochrony zwierząt zainteresował się sprawą? Bo nie zauważyłam w końcowych napisach kwestii: „przy kręceniu filmu, nie ucierpiały żadne zwierzęta”!!!


Panna Steal, przyzwoita, lekko przaśna i wiecznie zapłakana dziewica. Z przebarwieniami na policzkach i wiecznie przetłuszczonymi włosami. Nie ważne, szczęśliwa, podniecona, smutna czy bzykana, zawsze zapłakana, ze łzami w oczach, (podejrzewam, że podczas kręcenia filmu zużyto ze dwa wiadra sztucznych łez). Powtórzę to, co mówiłam już wielokrotnie, a co Dakota Johnson tylko potwierdziła, że przy Anastazja Steel Zosia z „Pana Tadeusza” to najbardziej wyuzdana suka we wsi!!! 


Ana jest pierdołowatą, wiecznie zawstydzoną i płochliwą niezdarą, która cały czas czuje się zażenowani i zawstydzona. Jakie szczęści, że reżyserka nie dopuściła do głosy Wewnętrznej Bogini, podejrzewam, że mój ryk rozpaczy obudził by sąsiadów z czwartego. 


To, co mnie najbardziej zaniepokoiło, to fakt, że Ana najprawdopodobniej ma poważny problem z rówieśnikami: zamiast zatrudnić się jak klasyczna studentka w barze czy butiku z odzieżą dla młodych ludzi, poszła do roboty do… sklepu żelaznego. Przypadek, że akurat ta, spotyka Grey'a, nie, oczywiście, że nie! Kolejny banał, sugerujący nam czarno na białym, o co w życiu Grey'a kaman.


Taka osobista wycieczka w stronę książki, wydaje mi się, że E.L. James miała w założeniu stworzenie postaci uroczej, nieśmiałej studentki literatury – większego banału w życiu nie słyszałam, no ale niestety, nie udało się jej zbudować wiarygodnej postaci. W żadnym aspekcie Anastazja Steel nie jest wiarygodna ani w rumieńcach, ani zagryzaniu wargi, tym bardziej w tym, że potrafi podnieść głos na swego „pana”.


Chociaż, szczerze powiem, że to ona ratowała cały ten cyrk. Ale myślę, że jest to zasługa młodej Johanson, która robiła co mogła, by uwiarygodnić tę postać. I w kontekście tej filmowej szmiry, zasługuje na to, by ucałować Oscara w stópkę.


Nie wiem, jak Boga kocham, co ludziom podobało się w tym filmie, nie rozumiem jego fenomenu. Przysięgam, nie wiem, co wywołało takie emocje. Zero akcji, przydługie, nieeeee, nie przydługie, po prostu za długie sceny, które ciągnęły się jak przysłowiowe flaki. Trzeba mieć nerwy ze stali, żeby wytrzymać, te monosylabowe dialogi Any. Kurwacka, niby studentka literatury, a nie zbudowała żadnego zdania złożonego, nie wspominając o podrzędnie złożonym.


Kolejnym banałem, w ogóle mam wrażenie, że i książka, i film bazują na strasznie tandetnych środkach wyrazu. Są to dzieła (kurwa, aż się zaplułam pisząc słowo „dzieło) dla totalnych debili (żeby nie było, przeczytałam wszystkie trzy części i obejrzałam film). Oczywiście, wszystkie najważniejsze fakty z życia bohaterów, cechy ich charakterów, wady, zalety podane są przez autorkę na tacy, żeby nie powiedzieć, że pani James piznęła nam tą tacą pełną banałów prosto w twarz. A tak, żebyśmy nie mieli wątpliwości, Ana nie jest miłośniczką literatury romantycznej, ckliwych romansów, rodem z powieści Jane Austin, ona wybiera Thomasa Hardy’ego, przedstawiciela nurtu naturalistycznego. Trudniej o znalezienie lepszego przykładu, by w oczywisty sposób pokazać, że Ana NIE JEST ROMANTYCZNA! Ona tylko tak wygląda.


I na koniec prośba: jeśli nie oglądaliście, to proszę, nie róbcie tego, błagam, dla własnego dobra, o ile w książce ta przemiana Gray'a w pantoflarza była do przyjęcia, w filmie, to bujda na resorach! Naciągane to wszystko, do granic możliwości!!! No bo kto uwierzy, że ten szóstoklasista, o twarzy Cherubinka mógłby lubić krzywdzić kobiety, no kto? Chyba, że jest małym patusem, uzależnionym od gier nieadekwatnych do jego wieku, to w sumie układa się w całość. Ale i tak zbiera się na wymioty.


I na koniec najlepsze, podejrzewam, że ostrzejsze sceny seksu można obejrzeć o 18 w "Klanie" czy "M jak miłość"!!! Żeby nie było wątpliwości, nie jestem żadną pieprzoną purystką, dlatego chciałam zobaczyć, tę czerwoną dupę Anastazji, przez którą zerwała z Gray’em, i nic, NIC!!! Podobno gdzieś, jakiś włos łonowy drżał z podniecenia wzniesiony na wyżyny -  nie wiem, nie widziałam, ale to pewnie alkohol mnie zamroczył J Powiem jedno, więcej golizny jest w reklamie leków na odchudzanie, środków na hemoroidy i farb lateksowych.


To, co twórcom tego gniota zajęło 2 godziny w normalnym filmie, z wartka akcję, opowiedziane byłoby w 37 minut, łącznie z końcowymi napisami.


Jakbym miała wystawić ocenę, w kategorii od 1 do 10, dałabym -3, szkoda czasu, energii elektrycznej i alkoholu na tego typu filmy. Nie było naprawdę nic, co mogłoby zaciekawić, nic. Naprawdę starałam się znaleźć, jakieś pozytywne aspekty tego gniota, ale nie, nie nawet w  czym wybierać. Szukałam tej banalizacją seksu sado-maso. Jakiego seksu, chciałabym zapytać, przecież scen seksu, już nie mówiąc o sado-maso było, jak na lekarstwo.  Chciałam zobaczyć to uprzedmiotowianie kobiet i ukazywanie w pozytywnym świetle przemocy wobec nich. Ale Christian rozmawiał z Anastazją częściej, niż ją bzykał, czy okładał pejczem. Rozmawiał z nią częściej, niż świętej pamięci Rysio z Grażynką. Już nigdy, przenigdy nie będę wyśmiewała dialogów w polskich serialach. NIDGY!!!



Wybacz Gray, ale byłeś kompletnie do dupy. I nie jest to to kolejna propozycja na BDSM.

21 komentarzy:

  1. podpisuję się pod Twoim postem wszystkimi 4 kończynami, oba cyckami i jeszcze pośladkami. Przeczytałam pierwszą część i pomyślałam (o ja naiwna) że fajnie byłoby skonfrontować ją z filmem - nic bardziej mylnego jak się okazało. W międzyczasie zaczęłam czytać część 2. Jak naiwna dziewka poszłam na te szmirę z mężem - który po seansie stwierdził że nie wie czym się wszyscy podniecają, filmem o sprzedajnej dziewce? komplement-rozkłada nogi, prezent - rozkłada nogi. Odnoszę wrażenie że jeśli nie przeczytasz wcześniej książki to zupełnie nie wiesz o czym jest film.....najgorzej ulokowane pieniądze i czas w naszym życiu. dodam tylko że po obejrzeniu go sprzedałam całą trylogię nie doczytawszy jej do końca bo mi się po prostu odechciało. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. www.siejeteje.blogspot.com23 marca 2015 09:52

    Oj lepiej bym tego nie ujęła! Nie mogłam się doczekać kiedy powstanie film, ale kiedy "niestety" poszłam do kina myślałam, że osiwieję :/ to pewnie wina daty bo było to 13 lutego w piątek :P wieeeeelkie rozczarowanie, przereklamowany na maksa :/ jedyny plus, dla mnie duży plus to muzyka z filmu! Ellie Goulding mogłabym mieć ustawioną jako budzik w telefonie, połączenia przychodzące, smsy, kalkulator, mikrofalówkę i milion innych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. no cóż... nie zgadzam się wcale z Tobą, chociaż uśmiałam się strasznie czytając Twój post... super, że właśnie na temat tego "ideału" miałaś odwagę wyrazić się tak nie pochlebnie. Ksiązki podobały mi się bardzo, film - trochę mniej, ale to moje zdanie - może ja za mało literatury erotycznej przeczytałam, że Pan Grey tak mi się spodobał, może podasz parę tytułów przy których Grey to "wypierdek i szczylek" jak się o nim wyraziłaś - ja bardzo chętnie poczytam, bo jak narazie wszystkie trylogie tzw. erotyczne, jakie miałam okazję przeczytać "po Greyu" to marna imitacja, wszystko łudząco do siebie podobne, historie te same - bogacz miliarder, który lubi wiązać i chłostać swoje laski i piękna młodziutka, która o takim życiu nie miała pojęcia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Paweł Kisiel23 marca 2015 11:14

    Czytam i czytam tak zdanie "mamuśki" jak i koleżanek. Pomyślałem, że również podzielę się swoją refleksją, a właściwie opowieścią o przygodzie z tym "arcydziełem" kinematografii.
    Wróciłem właśnie z pracy ok. godz. 16:00 (wcześniej niż zwykle) i widzę moją cudowną połowicę oglądającą jakiś film. Zdziwiło mnie bo baaaardzo rzadko widzę takie zachowanie mojej małżonki. Zapytałem zatem cóż to za wspaniały film ogląda.Odpowiedziała mi "50 twarzy Greya" i tu mnie zaskoczyła jej odpowiedź, a wręcz położyła na łopatki, no może nie sama odpowiedź ale jej ton i zabarwienie emocjonalne temu towarzyszące. Spodziewałem się pąsów, przyśpieszonego oddechu, karminowych z podniecenia ust...itd. Nic bardziej mylnego. Totalne zobojętnienie, a wręcz wyrażona dobitnie nuuuuda. No ale dobra. Może to na mój widok taka reakcja. Polożyłem się (może nie na łopatki) na brzuchu i skierowałem twarz (wprawdzie nie Greya ale w jego stronę) na ekran. Akurat zaczęła się scena "pełna" pikanterii. Śliczna (choć trochę chuda) pupa "bohaterki" i ku mojemu zniesmaczeniu (w końcu jestem samcem) równie "cudna" pupa "bohatera", który wykonując ruchy posuwisto-zwrotne rzekomo doprowadza do szału uniesienia "bohaterkę". I fajnie... i już coś się dzieje... pejczyk i te sprawy. Spoglądam ukradkiem na moją słodką partnerkę życiową iiii.... nic, jakby się czegoś spodziewała o czym ja nie mam pojęcia. Zrozumiałem 5 sekund później gdy scena skończyła się równie szybko jak zaczęła. Ups (myślę) może jednak kolejne sceny będą bardziej rozrywkowe (zgodnie z zasłyszanymi recenzjami piewców piejących z zachwytu nad tym "arcydziełem"). No to czekam...czekam...czekam..gadają...gadają...kolacja (zrobiłem się głodny, ale trwam i nie przerywam oglądania)...gadają...czekam... i się doczekałem. Poczułem falę ciepła na jednym z moich policzków. To był pocałunek mojej kochanej żoneczki, która obudziła mnie słodkim głosikiem prosząc bym przestał chrapać bo ona chce w spokoju obejrzeć wiadomości o 19:00. Zapytałem zmieszany "To co? To już koniec filmu? Jak się skończył?" i zrobiło mi się głupio. Ale uspokoiłem się i zdusiłem wyrzuty sumienia gdy moja cudowności odpowiedziała "Nie wiem...Przysnęłam pod koniec, a nie chciało mi się cofać by obejrzeć zakończenie". No i tak to właśnie przeżyłem przygodę z tym filmem. Bardziej ekscytujące są moje przygody z ptakiem w czasie zimy gdy wyjebię orła na śliskim chodniku, a na pewno pisane przeze mnie erotyki. Pozdrawiam serdecznie wszystkich opiewców wielkości tego tfffu "dzieła". Paweł K. pseudo Teściowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. O jej.... ileż emocji ten film wywołał. I chociaż książkę przyczytałam przyjemnością w trakcie dłużących się dni spędzonych w łóżku w trakcie ciąży to jednak ekranizacja kinowa totalnie mnie nie interesowała... Zbyt dużo na ten temat szumu - jest przesyt.

    Pozdrawiam, MG

    OdpowiedzUsuń
  6. ja chyba cała jestem taka emocjonalna :) więc ta recenzja, która powstała pod wpływem chwili jest kwintesencją mojej osobowości, zawsze żywo reaguję :)


    pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. nie chodziło mi o porównanie Grey'a do innych bohaterów, raczej o to, że rozczarował moje wyobrażenia, myslałam, że będzie bardziej męski, mroczny, silny, a nie takie chucherko drobne :) i powiem Ci, że nie czytałam dobrej powieści erotycznej, z tego co pamiętam, to jakiś czas temu wpadło mi w ręce Jezioro pokus, Perfumy Kleopatry (autorów nie pamiętam, wygooglujesz, jeśli uznasz, że warto) a daaaawno temu czytała Pamiętniki Fanny Hill, wówczas mieszkałam z kolegami, studencka stancja i codziennie wieczorem czytałam im, co pikantniejsze szczegóły, było zabawnie :)


    Crosa nie czytałam, bo pewnie o niego Ci chodzi, mówisz, że nie warto?

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja Droga, cóż za niedopatrzenie!!! tylko i wyłącznie dlatego, że wpis powstał kilkanaście minut, zapomniałam napisać, choć miałam w planach, krótkiego peanu na cześć wszystkich mężczyzn, którzy obejrzeli ten film z kobietami w kinie!!! Powiedz, że chylę przed mężem czoła, mojego pewnie wyprowadziłaby, bie ochrona, jak mnie, ale pewnie policja!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. tak, muzyka była fantastyczna!! nie wiem, czy można tak to nazwać, ale muzyczna strona książki też była dobra, pamiętam, że nawet poświęciłam czas i kilku utworów, o których wspomniała autorka, sama przesłuchałam

    OdpowiedzUsuń
  10. no tak wiedziałam że się nie zawiodę. Może gdyby aktorów inaczej dobrali to film byłby do oglądnięcia, ale tak to mam wrażenie, że aktorzy nie dali rady. Być grzecznym i niegrzecznym jednocześnie to na prawdę nie łatwa sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  11. ona jeszcze ujdzie, serio, nie była najgorsza, ale on, rzeczywiście, "nie udźwignął" :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam, nie widziałam. Zdania nie mam. Ale jak dla mnie możesz częściej recenzować filmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mów mi tak częściej 😃 luuuubię tak 😉
    Ps. I nie oglądaj, pamiętaj!

    OdpowiedzUsuń
  14. taaak, Cross był zaraz po Greyu - ogólnie spoko, można przeczytać, tak się główni bohaterowie trochę ganiali jak kot z myszą, ale ostatnia część mnie rozczarowała... myślałam, że będzie bardziej romantycznie... czytałam wiele erotyków - tytułów nawet nie pamiętam, jakąś 6-częściową sagę o gościu co prowadzi ekskluzywny burdel i pani architekt, co ma tam jakąś dobudówkę urządzić... lekkie to takie Harlekiny jak dla mnie... nie trzeba myśleć, nie rusza to jakoś specjalnie, ale ogólnie czas można jakoś sobie z nudów zagospodarować... a do Greya mam sentyment - bo był pierwszy, a cała reszta to takie podróby.
    A jeśli chodzi o porównanie, to ja miałam z kolei na myśli, że tak źle oceniasz Greya, bo wiesz o czymś, o czym My-lubiący Go- nie wiemy, i poprosiłam o podzielenie się tą wiedzą... ale źle myślałam. Ja napewno kupię sobie wszystkie części - na pamiątkę - i może w przyszłości moja córka dostanie w s
    pozdrawiam bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Spokojnie kobieto 😉 zbieram przepisy, zbieram się w sobie i w weekend biorę się do roboty 😃 A przepis bardzo mi się podoba. Dzieki

    OdpowiedzUsuń
  16. jak już zrobisz to pochwal się koniecznie
    ja Ci życzę powodzenia w tym zbieraniu... bo pieczenie wyjdzie napewno - zacząć najgorzej....

    OdpowiedzUsuń
  17. Wrócę jak oglądnę. Choć wszem i wobec mnie odstraszają recenzje. Oglądnę pewnie za kilka miesięcy, gdzieś w TV na spokojnie. Jeśli przyniesie film pozytywne emocje to będzie ok, jeśli stracę 2h to nie zapłacę abonamentu :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja na bakier z filmami jestem, tego też nie oglądałam i chyba szybko go nie odpalę...

    OdpowiedzUsuń
  19. Święte słowa! Wczoraj byłam na "Szybcy i wściekli 7", skąd wyszłam bardziej podniecona niż po Greyu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Taaak!!! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Już się nie mogłam doczekać tekstu bez peanów z zachwytu. Ach, w necie wpisać, że Grey na śmierć zanudził?-toż to samobójstwo poniekąd! Przez książkę ledwo przebrnęłam - może zbyt purytańska jestem? Wracałam z pół strony, czytałam od nowa, skupiałam się aż nad łączeniem wyrazów w zdania; i nic - ziewanie wciąż trwało. Dla mnie książma była "niesmaczna". Jednak tv mówi "hit", no to "hit".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...