18 marca 2015

Momizm, czyli ojciec na bocznym torze

autor: Magda Danaj



- Nikt tak nie utuli małej, jak ja.
- Tylko, ja wiem, czego ona tak naprawdę chce.
- A mnie mąż woła, abym tłumaczyła mu, co synek powiedział.


Przyznajcie się, ile razy to słyszałyście, a ile razy same to powiedziałyście??


Co daje nam, matkom, taką świadomość, takie przeświadczenie, że wszystko robimy najlepiej, najdokładniej? Czy tylko dlatego, że więcej czasu spędzamy z dzieckiem, czy jest to jedyny powód naszej doskonałości?


Dlaczego takim usiłowanym perfekcjonizmem robimy krzywdę naszym dzieciom i niedźwiedzią przysługę naszym mężom, partnerom??


O ile normalne jest zwrócenie uwagi dziecku w wieku dwóch, trzech lat, by samo nie wychodziło na ulicę, o tyle dziwne jest strofowanie dwunastolatkowi, za każdym razem, jak przechodzi przez ulicę. I to jest właśnie momizm, czyli matczyna nadopiekuńczość. Żadna z nas nie przyzna się do tego, raczej powie, że jest racjonalnie opiekuńcza, bo nadopiekuńczość, kojarzy się nam z krzywdą, a przecież nikt zamierzenie nie chce krzywdzić swoich dzieci. A jak jest naprawdę?


Z przerażeniem przeczytałam kiedyś na jednym z forów, że zostawienie w domu samego dziewięciolatka jest szczytem nieodpowiedzialności ze strony rodziców. Nie będę tu pisała, choć samo ciśnie się na usta i klawiaturę, że my w tym wieku z kluczem na szyi sami wracaliśmy ze szkoły, blisko jednej z najbardziej ruchomych ulic w mieście, nie, nie napiszę tego, bo wszyscy to wiemy.


Więc dlaczego dziś nie pozwalamy, aby nasze dzieci były choć trochę samodzielne i by w tej samodzielności uczestniczył ojciec, tata, partner?


Nadal nie mogę uwierzyć w to, że tak bardzo odsuwamy naszym mężczyzn od kwestii wychowania. Same robimy lepiej, wiemy lepiej. Po co ten blisko stukilowy facet ma nam się plątać pod nogami, tylko zajmować miejsce i wkurzać, głupimi gadkami, no po co??


Nie mogę tego pojąć!!! Jest to dla mnie tak bardzo niezrozumiałe, prawie, jak fizyka kwantowa.


Macie takie koleżanki, które wiecznie narzekają, że niewyspane, że zmęczone, że mąż to totalna pokraka, która ma dwie lewe ręce? Ja mam!!! Wszystko sama, bo najlepiej robi to ona, nikt nie pomoże, bo tylko zepsuje. Znerwicowane baby, które nie poproszą nikogo o pomoc. A mężom jest wygodnie, do stołu podane, nikt dupy nie zawraca i mimo, że początkowo chciał aktywnie włączyć się do wychowania, skutecznie, z czasem, został od tego odsunięty. Trzeba wyjść z dzieckiem na rower, pograć w piłkę - on to zrobi, niestety, tu kończy się proces wychowawczy potencjalnych tatusiów. Dlaczego? Bo na więcej nie ma przyzwolenia od żony, matki swoich dzieci. 


„Uwielbiam” wychodzić z dziewczynami, szczególnie takimi, które przez całą imprezę mówią tylko i wyłącznie o swoich dzieciach, zarzekając się przy tym, że wyszły, żeby od nich odpocząć. Pamiętam takie wspólne wyjście, kiedy jedna z „koleżanek” wywaliła, dosłownie, bez precedensu, zawartość swojej opasłej torby, w której były: pampersy, mokre chusteczki, gryzaki, widelce, smoczki, zabawki, reszty, niestety, nie spamiętałam. Pierwsze pytanie, jakie mi się nasunęło: „po jaką cholerę nosisz tyle badziewia do baru??” Ale czara goryczy przelała się, gdy mi podrzuciła torebkę ze słowami: „przypilnuj, idę tańczyć”. Jedyne, co mogłam odpowiedzieć, to „spierdalaj ode mnie z tym gównem!!” Boże mój drogi, jak mnie ten wieczór zmęczył. I wiecie, że ona ani razu nie wspomniała o mężu, jakby była matką, która sama, samiutka wychowuje swoje dzieci!!


Naprawdę macierzyństwo weryfikuje wiele, żeby nie powiedzieć wszystko. A przede wszystkim znajomości. Wolę spotkać się z bezdzietna koleżanką, z którą naprawdę się zrelaksuję, niż z wariatką, która non stop pieprzy o swoich dzieciakach zostawionych w domu z mężem, który pewnie nie wie, gdzie są czyste body, nie umie zrobić kaszy, nie utuli do snu. A nie daj boże dziecko się obudzi. Dramat największy z największych. I co chwila spogląda na wyświetlacz telefonu, czy aby zapłakany mąż nie zadzwonił w przeciągu tych ostatnich dwudziestu sekund z prośbą o ratunek. Oczywiście spojrzenie na wyświetlacz jest fantastycznym pretekstem, aby towarzyszki zabawy uraczyć „słitaśnymi” fotkami jedzącego, śpiącego, śpiewającego, whatever, dziecka. Grrrr…


Oczywiście, mam też koleżanki dzieciate, zdrowe na umyśle, których sensu istnienia nie wytycza tylko ścieżka macierzyństwa i kwesta posiadania dziecka!!! Skoro spotykamy się, aby odpocząć od dzieci, tak, nie wstydzę się tego, to nie poruszamy tego tematu.


Ostatnio przeczytałam komentarze pod jednym z tekstów, w którym autorka podkreśla zalety matki, umniejszając przy tym roli ojca i złapałam się za głowę. Zabił mnie po prostu ten tekst. Mama, która raz do roku wychodzi na zakupy i zabiera przy tym jedno, z dwójki dzieciaków, aby tata mógł się odnaleźć w tej NIETYPOWEJ SYTUACJI!!! Najlepsza w tym wszystkim była konkluzja, tylko mamie można zaufać i tylko z mamą można czuć się bezpiecznie (nie wiem ile wykrzykników musiałabym postawić, abyście poczuli moje zbulwersowanie). Nie potrafię tego ogarnąć!!! Oczywiście rozumiem te wszystkie sytuacje, kiedy mąż-tata pracuje z dala od domu, kiedy przyjeżdża raz na jakiś czas. Ale w normalnej sytuacji, gdy ojciec jest w domu??


Wiecie, kto u nas przez pierwsze trzy miesiące kąpał Igę. Tata, jej tata, czyli M. I mimo iż naprawdę dużo i długo pracuje, ma fantastyczny kontakt z córką. Jeszcze nigdy, a Iga ma już ponad pięć lat, nie zdarzyło się, aby zadzwonił do mnie w środku imprezy, że coś jest nie tak, że czegoś nie może znaleźć itp. Idealnie potrafi zdiagnozować jej potrzeby (i pewnie połowy dzieciaków z podwórka). To on wymyśla najlepsze zabawy, to on się z nią wygłupia, wie kiedy jest głodna, kiedy przygnębiona, a kiedy potrzebuje bliskości, przytulenia. I nie widzimy oboje w tym nic złego. Pójdę nawet o krok dalej, oboje dobrze czujemy się w takim modelu rodziny. Ja nie czuję się gorszą matką, bo on wie lepiej, kiedy Iga jest głodna, a on nie czuje się odsunięty na boczny tor. Oboje wiemy, kiedy coś jest nie tak, kiedy choruje, a kiedy jest po prostu smutna. Bywa tak, że to jemu powie więcej, szczerzej, o tym co działo się w przedszkolu, jak jej minął dzień. Razem się bawią i żartują. Rozmawiają i zasypiają. Zresztą nie będę się powtarzała, już kiedyś o tym pisałam, w tekście Mój tata - mój bohater.


Czy naprawdę mama jest najważniejsza? Dlaczego tak bardzo umniejsza się rolę ojca w wychowanie? Rozumiem, że mama jest cudownością samą w sobie, ale naprawdę rolę taty należy ograniczyć się jedynie do zabawy??

23 komentarze:

  1. Marta Szczepańska18 marca 2015 11:31

    Kobiety poprostu mają nasrane w głowach niestety. Jestem bezdzietną jak narazie i powiem Ci szczerze,że jak patrzę na to co dzieje się z kobietami po porodzie to aż sama się boję zostać matką. Zauważyłam tendencję do zanurzenia reszty świata opowieściami i Ząbkach, kupkach i tego typu dziwnych historiach nie mających nic wspólnego z kims innymniz dziecko.
    Dlatego póki co jestem niezmiernie szczęśliwa,że moje otoczenie to albo kobiety bezdzietne,albo z dziećmi na tyle dużymi,że już jednak zajmują się czymś innym niż swirowaniem na ich punkcie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie u Dwa plus cztery przeczytałam podobny tekst ;) wiem o czym mówisz, ale nie miałam takiego problemu. szalony kąpał młodego zaraz po urodzeniu bo się bałam ;) Może fakt, że musiałam mu zaufać bo szybko zachorowałam, trafiłam do szpitala też swoje zrobił. Ale jesteśmy rodzicami równymi. Z mama młody piecze, gotuje, z tata majsterkuje. Z mama i z tata zasypia równie dobrze i kocha nas równie mocno.
    Ojcowie sa marginalizowani przez stereotypy i lata podziałów na role matka i ojciec- głowa rodziny.
    Na szczescie to sie zmienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bałam, się własnie tego, że jak zajdę w ciążę to mi "odwali" i po porodzie nie odwaliło i wówczas myślałam, że jest coś ze mną nie tak, bo nie świruję, nie opowiada wszem i wobec tylko o moim dziecku. mam wrażenie, że jest to wymuszane społecznie na matkach, nie świrujesz, nie kochasz. całe szczęście są jeszcze na świecie "normalne" matki, z którymi można pogadać nie tylko o dzieciach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też się bałam kąpać, więc to M. ją kąpał, fajni sa tacy faceci, a my jesteśmy szczęściarami, że takich mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdy moje dziecko widzi mnie w przedszkolu pyta "a Tata jest?"; jak nie ma kwituje to smutnym "ooooo"; po czym po powrocie do domu rzuca mu się z okrzykiem na szyję. Choć w nocy woli do mamy, czasem zdarza się że pójdzie tata i wtedy fikuśny wierszyk (zna ich na pamięć może ze 3) uspokają ją i zapomina o mamie - przecież ja też muszę czasem spać. Od samego początku wstawaliśmy i zajmowaliśmy się nią oboje, a że jest z tych co spać nie lubią teraz w wieku ponad 3 lat robimy to na zmianę i nie wyobrażam sobie żebym miała zostać obarczona tym sama, nie dała bym ani fizycznie ani psychicznie rady - w końcu pracujemy oboje. Tata jest niesamowitym ułatwieniem i warto to dostrzec, poza tym to też jego dziecko a to że go nie nosił przez 9 m-cy pod sercem i nie rodził w wielkich bólach wcale nie oznacza że jest gorszym człowiekiem od mamy i mniejod mamy kocha swoje dziecko.

    Ważny i dobry tekst!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. dziękuję, sytuacja z przedszkola - identyczna, ewentualnie prosi z rana, aby to tata, ja odebrał. Równy podział obowiązków i facet, na którego można liczyć, wydaj się być szczytem marzeń, ale przecież tak nie musi być, prawda? wystarczy tylko zmienić podejście, nas, kobie :)


    również pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój facet od urodzenia mojej 10 - miesięcznej córki zawsze sam ją kąpie. Generalnie... od kiedy niestety przestałam karmić piersią to on robi wszystkie wieczorne czynności i usypia córkę. Na początku trochę się buntował, próbował to zwalić na mnie bo ja, matka, wiem przecież lepiej, ale postawiłam zasadę od jego wyjścia do jego powrotu ja zajmuje się córką, od jego powrotu do zaśnięcia małej to on przejmuję pałeczkę. Znajome patrzą na mnie jak na wyrodną matkę, znajomi partnera jak na najgorszą kobietę na jaką mogliby się natknąć, a mój facet się cieszy, bo jak do tej pory wylegiwał się sam, tak teraz to robi z małym pałętającym się wszędzie szkrabem. I wszyscy zadowoleni.


    Od samego początku mówiłam - nie zrobię wszystkiego sama. To nie jest tylko moje dziecko, ma ojca i ojciec też może się zająć, nawet jeśli będzie to wyjście na cały wieczór na siłownie.

    OdpowiedzUsuń
  8. kiedy ja tak robiłam, spotykałam takie same spojrzenia znajomych, kiedy sama wychodzę na imprezę, spotkanie, pytają mnie, z kim zostawiałam Igę, więc odpowiadam, że z tatą, przecież sama jej sobie nie zrobiłam!!!


    podoba mi się taki podział obowiązków, wystarczy, że pozwolimy facetom zając się dzieckiem i oni zobaczą, jakie to jest fajne (bez żadnych podtekstów) naprawdę fajne i daje radość, nie będą chcieli z tego zrezygnować, przełamią ten wewnętrzny opór, a kobieta, która w tym czasie zregeneruje siły, będzie je mogła spożytkować z mężem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat bardzo trafiony i potrzebny !!!!!:) U nas Michał tez kapał dzieci i nie tylko :) najlepsze było, jak pojechałam na zakupy jak Tymuś miał kilkanaście dni i Michał musiał mu zmienić pieluchę :))))))))) Po powrocie z zakupów oczywiście po jakimś czasie trzeba było ponownie przebrać malucha, i wtedy coś mi nie pasowało...kurcze gdzie sa lepy w pieluszce?? jak on ja założył??? a mój kochany mąż założył pieluszkę tył na przód :)) Mały nie protestował, ale mąż poradził tak czy siak :) Wracając do twojego M. to święta prawda, że obrobi nie tylko swoja córcię, ale i resztę dzieciaków :) chłopcy uwielbiają wujka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Emi, ale czy nie jest tak, że facet nie wie, jak zapiać pieluchę, jak włożyć body, zawsze sobie poradzi, nigdy nie zrobi krzywdy. Ja, szczerze powiem, że uwielbiam pomysłowość M., zawsze mnie zaskakuje i obronną ręką wychodzi z największej opresji ( a później ja podkradam od niego te niestandardowe pomysły ;) )

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie oczy się szklą z rozczulenia gdy widzę jak Synek lgnie do tatusia gdy tylko ten przekroczy próg domu. Czy to źle? Przykro byłoby mi, gdyby dziecko faworyzowało tylko jedno z nas chociaż wiem, że takie etapy też są nieuniknione niestety...

    Nie uważam się za lepszą od tatusia, i nie lubię gdy ktoś pokazuje że mamusia jest bardziej kochana niż tatuś....

    OdpowiedzUsuń
  12. Przygotowuje post na temat związków. Planuje go w piątek. Zapraszam. Po Twoim poscie myślę ze będziesz mogła do niego cos mądrego dorzucić!

    OdpowiedzUsuń
  13. kobieto, możesz być pewna, że zajrzę :) ale czy powiem, coś mądrego, no tu bym dyskutowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. dziecko przechodzi rożne etapy rozwoju, bunt, silniejsze przywiązanie do jednego z rodziców, ale to wszystko mija, najważniejsze, to nie popaść w skrajność i fajnie jest, gdy same po równo dzielimy się miłością dziecka, bo to od nas, matek, zależy jak obdzielimy się miłością dziecka i czy sprawiedliwie ją podzielimy

    OdpowiedzUsuń
  15. Po tym co u Ciebie przeczytalam,myślę ze tak!

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie prym wiedzie babcia... Jak przekracza próg mojego mieszkania, matka, czyli ja przestaje istnieć. #smuteczek

    OdpowiedzUsuń
  17. I tu popełnię podlinkowanie :) pisałam o Wojtku (moim mężu i zarazem ojcem naszych trojaków) o tym jakim jest ojcem. Ja dopuszczam go do dziewczynek bo inaczej nie wyobrażam sobie naszej rodziny. Tworzymy ja razem i razem musimy wychowywać. http://dwa-plus-trzy.pl/nasz-tata/

    OdpowiedzUsuń
  18. linkowanie jest dobre :) ja już czytałam i polecam!!! ale swoją drogą, opieka nad trzema niemowlakami bez pomocy ojca, to byłby prawdziwy hard core ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. a nie babcia, to inna bajka, moja Iga, jak przekracza prób babcinego domu, od razu jest chora, zmęczona, plącząca i ciągle powtarza, że babcia, to ją dopiero rozpieszcza ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Gratuluje 11 miejsca w czwartkowym zestawieniu na Mądrzy Rodzice :)

    OdpowiedzUsuń
  21. oooo, zobacz, przeoczyłam, dzięki za info :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Są takie rzeczy, które wolę robić przy dziecku sama, są takie, które robi tylko mąż i jest ok. No i ja wiem, że w razie czego chłop sobie poradzi, bo w poprzednim małżeństwie sporo się dzieciakami zajmował (może dlatego, że nie wiedział, że jego ówczesna żona szuka w tym czasie nowych chłopów w sieci). Tylko powiem Ci szczerze, zmieniając troszkę temat na toksyczne znajomości, że zwłaszcza okres macierzyństwa zweryfikował wiele z moich znajomości i tak z kręgu moich znajomych wyleciały:
    - matki fanatyczki - takie "moja racja jest najmojsza" wszystko wiedza i robią najlepiej, a Tobie dziecko powinni zabrać (mistrzostwem było opierdzielenie mnie, że chce cudze dziecko swoim wi-fi napromieniować);
    - "nie lubię dzieci" - spoko, niech nie lubi, ale niech nie opowiada o tym na KAŻDYM spotkaniu, z uzasadnieniami w dużej mierze fekalnymi, nie dając zmienić tematu;
    - "Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, taka jestem samotna, bo czekam na księcia z bajki, który pierwszy do mnie zagada, pochodzi ze mną pół roku zanim zastanowię się nad seksem, on musi być ideałem, tylko czemu się nie pojawia? Co ze mną nie tak? Śmierdzę? Brzydka jestem? Głupia? Mam parchy na zadku?" Nie trzeba uzasadniać;
    Polecam zrobić z niereformowalnymi znajomymi. :P Ile człowiek radości w życiu odzyskuje po pozbyciu się energetycznych pijawek. ;D
    A wracając do tematu - mama nie jest najważniejsza, ojciec jest równie ważny, w życiu dziecka, bo obie strony, choć w wielu kwestiach zgodne, mają różne metody przekazania dziecku przydatnych w życiu cech i umiejętności. Ale to chyba gdzieś genetycznie w wielu kobietach siedzi, a efekty tego potem takie, że niektóre matki (żeby nie rzec "spoooro") po rozwodzie ograniczają dziecku kontakt z ojcem, będąc w przekonianiu, że one dziecku wystarczą, dziecko potrzebuje wyłącznie matki, więc jedynie byłemu na złość robił, a przecież "byłemu się należy".

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...