30 marca 2015

Miażdżąca siła stereotypów


źródło: Fotolia


- Nie prasujesz pościeli?!
W pewnym momencie padło to pytanie, a raczej stwierdzenie pełne wyrzutów, pretensji i jakby reprymendy. I to spojrzenie, tak wiele mówiące. O mnie, o moje kondycji, jako pani domu, matki, żony.


I prawdziwie przez chwile poczułam się, jak zły człowiek, gorszy gatunek kobiety, okropna matka, marna pani domu, niegodna żona i kiepska kochanka.


Nie kto inny, tylko druga kobieta potrafi wzbudzić w kobiecie takie uczucia. Jednym zdaniem, jednym spojrzeniem, potrafi zrównać cię z ziemią i sprawić byś poczuła się, jak przysłowiowe gówno. 


Nikt tak nie zrozumie kobiety jak druga kobieta? Prawda. Ale też kto najbardziej dokucza innym dziewczynkom? Dziewczynki! Podobno aż 71 proc. ofiar mobbujących pań to kobiety. Czyżby kobieca solidarność odeszła już do lamusa? Na pewno nie, ale tylko kobiety potrafią albo kochać, albo nienawidzić, nie ma, przynajmniej według mnie, niczego pośredniego. Ale dziś nie o tym.


Nie, nie prasuję, pomyślałam, nie krochmalę, nie magluję. Ale za to mam wiele innych zalet. Potrafię dotknąć językiem nosa, machać uszami. Umiem odnaleźć się w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie. Tak modeluję głosem i wydobywam dźwięki na poziomie takich decybeli, o których zwykłemu śmiertelnikowi nawet się nie śniło, w najgorszych koszmarach. Z reguły wiem, co powiedzieć, często nawet mądrze i zabawnie w jednym.


Jestem elokwentna, inteligentna, oczytana i zabawna.


Więc dlaczego pytanie dotyczące bielizny pościelowej, a nie twórczości Dostojewskiego czy Gogola, tak mnie zawstydziło i zabolało? Dlatego, że ciągle tkwi, gdzieś tam we mnie, głęboko zakorzenione, tradycyjne, modelowe myślenie.


Dlaczego nadal dajemy sprowadzać się do roli kobiety – kury domowej, pani domu, kuchty? Tyle pokoleń kobiet (i nie mówię tu o żadnych feministkach) walczyło, by pozbyć się tego wizerunku, by zrzucić go z ramion, jak zbędny balast. Jednak jest on tak bardzo zakorzeniony w świadomości społeczeństwa, że całkowite pozbycie się go jest po prostu niemożliwe. Nasze bycie, jako kobiety-człowieka, zdeterminowane jest przez kobietę-żonę, matkę i kurę domową.


Jakiś czas temu niezapowiedziana odwiedziłam koleżankę, raczej znajomą, szybka sprawa. Zaprosiła mnie do domu, oczywiście ze standardową śpiewką każdej kobiety: „Nie przestrasz się, mam bałagan”. Z reguły takim bałaganem jest talerz w zlewie, czy kurtka na krześle w kuchni. Ale u niej był totalny burdel, jak babcię kocham, nie należę do czyścioszków, ale to, co tam zastałam, delikatnie mnie przeraziło. I dopiero później uświadomiłam sobie, że przecież jest ona samotną matką, która angażuje się w miliony przedsięwzięć, działa, pracuje i robi to, co lubi. Więc na sprzątanie nie ma czasu, a na pomoc domową, kasy.


I poraziło mnie moje własne, stereotypowe myślenie: skoro jest kobietą, jej dom musi lśnić czystością, a z piekarnika wydobywać się zapach cieplutkiego jabłecznika. Nic bardzie mylnego!!! I poraziło mnie to, że taka przecież jestem wyzwolona, mam w nosie porządek w domu i czyste blaty w kuchni, a jednak ten szablon  "idealnej kobiety, czyli perfekcyjnej pani domu" wziął górę nad zdrowym rozsądkiem. 


Przecież w dniu, w którym zostałaś żoną czy matką, nie podpisałaś cyrografu, w którym zgodziłaś się, na to, by do końca życia być „na usługach”. Na to, by być świętą matroną o nieskalanym wizerunku.


Pojęcie matki zostało stworzone przez innych, przez społeczeństwo i media. To tylko wizerunek, a nie tożsamość. Wizerunek, który przez lata obrósł w stereotypy, ponieważ został wymyślony na potrzeby społeczeństwa. Nikt nie staje się tylko i wyłącznie matką czy żoną.


Matka Polka to nasz krajowy wynalazek, symbol, który w innych kulturach nie ma swojego odpowiednika - mówi psycholog Maria Szczucka. - Korzenie tego określenia tkwią w naszej niełatwej, narodowej historii, w której całe pokolenia mężczyzn poświęcały życie, walcząc o wolność. Kiedy mężowie, ojcowie i bracia ruszali do powstania, na front albo dogorywali na zsyłkach i w więzieniach, w domach zostawały kobiety z dziećmi. Powtórkę z historii Polki przerobiły całkiem niedawno. W okresie powstawania "Solidarności" i strajków w sierpniu 1980 r., na murach Stoczni Gdańskiej pojawił się nawet napis, głoszący: "Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę...”


I mimo, że czas historycznych przewrotów mamy już za sobą, to nadal siebie i swoje potrzeby stawiamy daleko w tyle, za potrzebami męża czy dzieci. Chyba jednak powinnam zmienić kolejność, oczywiście, tak było, jeszcze do niedawna. A dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej, bo na pierwszym miejscu są potrzeby dziecko, później długo, długo nic, mąż i gdzieś na szarym końcu ja, czyli kobieta. A jak postępujesz inaczej, wzbudzane są w nas, kobietach, wyrzuty sumienia i posądzane jesteśmy o egoizm.


Mimo, że ten tradycyjny model rodziny zaczyna się odwracać, kobiety wracają do pracy, walczą o siebie i swoje miejsce, mają większą świadomość siebie i swoich potrzeb, nadal pokutuje w nas ten zasiedziały przez wieki wizerunek.


Wiecie ile statystyczna Polka, która pracuje zawodowo, poświęca czasu, na drugi, nieformalny etat, jakim jest zajmowanie się domem? Średnio, ok. 10 godziny tygodniowo. Sprzątamy, pierzemy, prasujemy, gotujemy… czyli odpieprzamy całą brudna robotę, bo to mamy wpisane w genach (tak, usłyszałam kiedyś taki tekst i jeszcze to, że będę dobrą matką, ale nie dlatego, że jestem taka zajebista, tylko dlatego, że mam szerokie biodra i będzie „mi się dobrze rodziło” – szowinistyczne teksty, co? A dziś jest znanym prawnikiem).


Ale dlaczego nikt mężczyzny, ojca, nie zapyta, jak godzi karierę zawodową z ojcostwem? Dlaczego nikt mężczyzny nie nazwie pełnoetatowym tatą? Dlaczego mężczyzna wraca z pracy zmęczony, przepracowany? Ponieważ nadal tkwi w nas ten patriarchalny model rodziny, w którym mąż, utrzymuje rodzinę, a kobieta pielęgnuje domowe ognisko.



I na koniec, wiecie, po czym poznamy, że mężczyzna będzie idealnym mężem? Po tym, jak traktuje… swojego konia – mądrość Amiszów. 

29 komentarzy:

  1. Ze mną jest coś nie tak... Przeczytałam o twórczości Googla, a nie Gogola... :D (dziecko internetu)
    Btw. Wiesz co mnie najbardziej wkurwia z babach? To, że kreują się na mega zajebiste, kochane psiapsiółeczki od serduszka, a za plecami jadą po Tobie jak po biednej starej kobyle. Skaczą sobie do gardeł, kipią jadem, pienią się zamiast się wspierać i wzajemnie sobie pomagać. Chore babskie społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po starej kobyle, ja to sparafrazowalam i mowie, ze jada jak po starej szmacie - takie dosadniejsze 😉
    Ale prawda, kobieta kobiecie wilkiem 😕

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację faceci dadzą sobie o mordzie i pójdą na piwo :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nienawidzę prasować, nie robię tego prawie nigdy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też rzadko to robię, częściej prasuję ubrania na sobie w ciągu dnia :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie prasuję pościeli, bo lubię staromodną :korę" - dobra wymówka :D Ubrania prasuję tylko jak wyglądają jak z gardła wyjęte lub są koszulami. Resztę wymiętolę nosząc dzieci, wiec po co?

    Ostatnio znajoma mi powiedziała, że jak ja mogę o 16:30 zastanawiać się co zrobić na obiad. Powinnam już przy garach od godziny biegać by teraz nie robić nic. Co za różnica kiedy ja mieszam? Obiad mamy o 17, jak wszyscy w domu już są. Zdążę. A jak nie - poczekają.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam sie z panią ze żłobka u mnie w szkole, mimo że mniej jest dziewczyn, są bardziej złośliwe, msciwe i tak łatwo nie odpuszczają. Jak są na kogoś cięte (pracuje z trudną młodzieżą w wieku gimnazjalnym i ponadgim.) to nie ma litości. Krew się leje!

    A ja uwielbiam gotować "na kilka dni" żeby nie stać godzinami przy garach. A często tuż przed powrotem M. z pracy robię na szybko jajka czy jakiś makaron i też kiedyś usłyszałam, ze dla męża makaron to profanacja. Ale ja wychodzecz założenia, nie chcę, nie je, niech "se sam gotuje te schabowe" 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja usłyszałam, ze jak tak będę robić to sam wyciągnie patelnię i zrobi sobie jajecznicę czy bigos. Droga wolna, ja mogę nawet dopingować :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie miałabym nic przeciwko 😉

    OdpowiedzUsuń
  10. A wiece ze nawet udowodniono, ze jak biją się baby, to do końca aż poleje się krew albo przeciwnik straci przytomność. A faceci potrafią odpuścić, w przeciwieństwie do kobiet

    OdpowiedzUsuń
  11. Prasowanie pościeli? Dobre sobie! Ja jestem jedną z tych nie perfekcyjnych kur domowych, wolę mieć brudną podłogę, ale szczęśliwe dzieci, którym poświęcam czas.
    Skromnie zapraszam do odwiedzenia mojego raczkującego bloga: www.befamily.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. tak, podobno istnieją kobiety, które prasują pościel :)


    a na bloga zajrzę, na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nienawidzę stereotypów - to złe słowo, zazwyczaj kojarzy się ze złymi emocjami. Bo stereotypy głównie BOLĄ gdy wyrzucają nas do jednego worka...

    Pozdrawiam, MG

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja sąsiadka ostatnio mi opowiadała o masakrze z prasowaniem pościeli...ma około 80 lat więc nie zabijałam jej tym, że ja tego nie robię ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. A najgorzej to wyjść za mąż za takiego faceta co to mamusia całe życie w domu była i wszystko postawione pod nos... Później już ciężko wychować go po swojemu :(( i nawet kiedy powiesz takiemu XYZ "Sam sobie zrób" to będzie głodny przez tydzień chodził a i tak sobie nie zrobi :/ ale to chyba temat na oddzielny post :/
    Na szczęście o takich XYZ nasłucham się TYLKO od koleżanek :)

    P.S. co do pościeli to ja zawsze zostawiam ją na koniec prasowania i jak już mam dość tej czynności to po prostu nie prasuje i zawsze mam wymówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. ja tez nie lubię stereotypów, są krzywdzące i często nieprawdziwe. Mam wrażenie, ze nastawione są przede wszystkim po ty, by sprawiać ból

    OdpowiedzUsuń
  17. a wiesz, że mój mąż jest własnie z takiego domu, gdzie mama, mając trzech synów+męża gotowała cztery obiady, sama sprzątała, gotowała i ogólnie w domu robiła wszystko SAMA. mąż też był do tego przyzwyczajony i powiewem Ci, że pierwsze lata, to była masakra (jak to mówiła moja mama, nie był on pierwszej młodości, bo miał 30 lat, gdy bralismy ślub) i musiałam włozyć w niego tyyyle pracy, ze nie pytaj, ale opłacało sie. teraz nie posiedzi ot tak, bezczynnie, zawsze ma jakies zajęcie, lubi gotować, majsterkować, ze sprzątaniem jest raczej ciężko, ale w świątecznych porządkach pomaga, w sumie jakoś specjalnie go nie zmuszam, bo dużo pracuje, więc ma wymówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. a takie kobiety, to zupełnie inna bajka, nawet już moja mama jest inna i inaczej podchodzi do takich kwestii :)

    OdpowiedzUsuń
  19. ale taki mąż to prawdziwy skarb, pewnie często to słyszysz, co? ja na przykład często słyszę, bo mój mąż lubi robić w domu i koło domu, remonty, czy inne tego typu rzeczy ogarnia sam, ja wymyslalam, półeczki, wieszaki, doniczki, on robi i wszystkie mi zazdroszczą, a u nas takie jest to normalne i codzienne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Prawda, strasznie ten stereotyp jest zakorzeniony w ludzkiej podświadomości.
    Wielokrotnie słyszałam pełne zdziwienia pytanie:
    -To Twój mąż zostanie z dziećmi? Pozwoli Ci wyjść? Nie będzie zły?
    Ponieważ nie bardzo mamy możliwość zostawiania dzieci z kimś, kiedy chcemy wyjść, po prostu robimy to na zmianę. Raz zostaje jedno, raz drugie. Oboje jesteśmy rodzicami tych dzieci, mamy takie same obowiązki wobec nich. Z racji możliwości jakich dają nam nasze prace, to ja więcej zajmuję się domem i dziećmi - więc w zasadzie powinnam więcej wychodzić sama ;)


    Czy nieśmiertelne: "Mąż Ci POMAGA w domu i przy dzieciach?", gdzie z góry jest założenie, że to moje obowiązki, a jego dobra wola, jak zajmie się dziećmi, które sam spłodził i zrobi coś w domu, w którym mieszka.


    A od września do szału doprowadzało mnie każde usłyszane od znajomych zdanie, jaki biedny jest mój mąż, bo tak ciężko i długo pracuje. Nie przeczę, wychodzi rano, wraca wieczorem, pracuje fizycznie - doceniam. Jednak poza tym w domu praktycznie nie ma obowiązków, bo nie ma na nie czasu. Nikomu za to nie przeszło przez myśl, że ja w tym samym czasie pracuję zawodowo, zajmuję się domem i dziećmi. Ale skoro wracam do domu wcześniej, to oznacza, że od tego momentu leżę do góry dupą na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
  21. O jezuu, a ja prasuję, wszystko!, pościel też :) Ale jest to dla mnie taki odstersowywacz i odmóżdżacz po pracy. Lubię to :)
    A co do postu, to oczywiście, że nikt nie zapyta faceta jak godzi ojcostwo z karierą? Bo po co, przecież ma w domu babę, która wszystko ogarnie!

    OdpowiedzUsuń
  22. a wiesz, że jak mnie pytają, a z kim zostawiłam Igę, więc odpowiadam, że z mężem, ojcem dziecka, serio?? od razu pada kolejne pytanie, serio odpowiadam, sama jej sobie nie zrobiłam, wg mnie jest to prawdziwe i jeszcze przybiera zabawną formę, ale nie raz usłyszałam, że jest uprzedmiotowiające.
    Kiedyś znajoma, mające czworo dzieci, opowiadała historię, gdy ona ze wszystkimi dziećmi wchodzi do urzędu, traktowana jest jak patologia, ta która nic oprócz dzieci nie robi, gdy do tego samego urzędu wszedł mąż ze wszystkimi dziećmi obsłużony został jak bohater wojenny - kolejny stereotyp, facet z dziećmi to wyjątek, bohater, kobieta, niewykształcony cieciuch, żyjący z zasiłku!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. wiesz, jak ja bym chciała żeby mnie prasowanie odrestaurowywało!! albo sprzątanie, a tu nic ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja jak wieszam, staram się porządnie wytrzepać, prosto rozwiesić, gdzie trzeba naciągnąć, by poźniej nie prasować, ale ciuchy i tak sprasuję, takie zboczenie wyniesione z domu

    OdpowiedzUsuń
  25. ooo, prawda! Podziwianie ojców na fakt, że potrafią sami zająć się swoimi dziećmi i przy okazji ich nie wymordować przypadkiem. No takie to chwalebne! Zupełnie tak, jakby dla kobiety wychowanie dzieci było czymś naturalnym, a te umiejętności wpisane w geny i płeć. Facet z dziećmi zostaje jeden dzień i od razu wszędzie fanfary, jakby je co najmniej osobiście urodził wbrew naturze.

    OdpowiedzUsuń
  26. Pościel z kory (lub o fakturze jak ta z kory) i prześcieradło na gumce rozwiązują mi problem prasowania pościeli, polecam. :P Podobnie jak koszule i ubrania nie wymagające prasowania. Tyle czasu zaoszczędzone, zwłaszcza, że nienawidzę prasować, więc mąż jak coś potrzebuje, prasuje sobie sam. Mi też prasuje, w każdym razie te kilka rzeczy, które jednak trzeba. Mi to odpowiada, jemu też. Wszystko jest kwestią dogadania, z części jego pomocy sama rezygnuję - np. nie oczekuję, że posprząta po porannym urzędowaniu w kuchni, ale niech wyprowadzi psa, żebyśmy mogli sobie pospać. Wieczorem on kąpie i karmi syna, a ja mam czas dla siebie. I choć większość rzeczy w domu robię ja, z własnego wyboru, to dotyka mnie zupełnie inny stereotyp. Kiedy ktoś ze znajomych próbuje mi coś zorganizować na ostatnią chwilę, a ja odmawiam mówiąc, że nie mam czasu, bo mam sporo pracy. Wtedy pada nieśmiertelne: "ale przecież ty siedzisz z dzieckiem w domu!". No tak. Moje drogie panie, zapamiętajcie, że pracując zawodowo w domu "siedzicie z dzieckiem w domu", a Wasza praca zawodowa i obowiązki domowe robią się SAME przy okazji tego siedzenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mama z prądem i pod prąd6 kwietnia 2015 22:52

    Mam koleżankę która nawet prasuje bieliznę... Uważam, że każdy robi to co lubi, ale niekoniecznie trzeba wytykac subtelnie paluszkiem co kobieta kobiecie chętnie zrobi i jeszcze opowie jak to ona ostatnio wylizala chalupe, czego nie trawię ... Ja tam lubię myć okna o robie to dwa razy w roku, tylko ciepło musi być. Amen...

    OdpowiedzUsuń
  28. a ja prasowałam ale tylko zawodowo:)hehe.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...