25 marca 2015

Komentarz komentarzowi nierówny



Ostatnio zastanawiałam się, jak zachęcić Was do jeszcze większej aktywności, do tego, żebyście zechcieli ze mną dyskutować.


W szkole mam kilka takich metod aktywizujących, które zachęcą do pracy nawet najbardziej znudzonego ucznia, które pobudzają do aktywnej pracy.


Podobno w blogosferze też są takie środki i metody. Jednak ja jestem tak ogromną ignorantką w tym temacie, że nie wiem nawet gdzie szukać informacji na ten temat, no teraz to troszkę naciągam, raczej nie chce mi się i liczę na to, ze dojdę do tego sama J


Obiło mi się, jakiś czas temu o uszy takie stwierdzenie, że aby zachęcić czytelników do aktywności na blogu, należy kończyć wpis pytanie. Ale wydaje mi się to, cokolwiek dziwne, gdybym każdy wpis kończyła pytajnikiem, nie wiem, może się nie znam. Ale głupie, prawda?


Niedawny komentarz jednej z czytelniczek, pozdrawiam Justyna, natchnął mnie i dał mi całkiem sporo do myślenia. Zaczęłam analizować, jak to jest z tymi komentarzami i komentującymi. Co dzieje się z tymi naszymi komentarzami?


Z racji tego, że już troszeczkę siedzę, krótko, to prawda, ale zdążyłam poznać pewne mechanizmy, w tej blogosferze, czytam różne blogi. A, że niewiele czasu mogę poświęcić na szperanie w sieci, czytam głównie blogi rodzicielskie. Branżowo, że się  tak wyrażę.


Wchodzę, czytam, komentuję, taka tam, współczesna parafraza veni, vidi, vici. Zawsze staram się zostawić po sobie, jakiś nawet mały ślad BYŁAM-CZYTAŁAM, w postaci: „fajny tekst”, „ciekawe ujęcie tematu” etc. Szczerze, uczciwie. Robię to tylko wtedy, kiedy uważam, że tekst jest według mnie dobry, nie piszę tego wszystkim, wówczas byłabym nieuczciwa, wobec siebie i innych.


Czasami potrafi ponieść mnie ta ułańska fantazja, jak kosyniera fikuśna szabelka, wówczas rozpisuję się. I wiecie, na co zwróciłam ostatnio uwagę, że autor wpisu, rzadko kiedy odpowiada na takie wylewne komentarze. Nie wiem, może jestem żółtodziobem, może nie znam się, może za krótko w tym siedzę. Ale wkurwia mnie to niesłychanie. Takie bezczelne traktowanie czytelnika.


I nie mówię tu tylko o gigantach blogosfery, ponieważ zdarzają się też te mniejsze, które maja po kilka tysięcy lajków, które też olewają czytelników/komentatorów. Nie wiem, może początek sławy „wali w dekiel”, a może czytelnik traktowany jest na ilość, nie jakość, co zaczyna być już standardem.


Po kilku takich sytuacjach, na różnych blogach, kiedy nie doczekałam się odpowiedzi, usunęłam je bez cienia żalu. Stwierdziłam, że nie warto marnować czasu, na kogoś, kto nie ma ochoty by poświęcić mi chwilę. Może jestem egoistką, ale pieprzę to. Nawet w Internecie można walczyć o to, by nas, czytelników, traktowano godnie, w końcu to my, zwykli, szarzy obywatele, niezamieszkujący designerskich kuchni i mający brudne dzieci, napędzamy tę machinę, nieprawdaż?


A jak wygląda sytuacja, gdy nie zgadzamy się z autorem tekstu? Kiedy piszemy mu, w sposób delikatny (czy też zauważyliście, że do niektórych blogerek podchodzić trzeba na palcach i obchodzić się, jak z jajkiem Faberge?) i kurtuazyjny, niejednokrotnie zabawny, broń boże ironiczny czy sarkastyczny, to jest broń, której w parentigach nie można używać, ZAKAZANE, jak słodkie lizaki przed obiadem (przepraszam, generalizuję, ale znam zaledwie kilka blogerek, które sobie na taki rarytas, jak ironia, pozwalają) uwagę, która diametralnie różni się od opinii autora, co wówczas robi autor? Oczywiście posądza o złośliwość, czy ten nieszczęsny hejt.


Nigdy, przenigdy nie napisałam uwagi w stylu: „beznadziejny wpis” czy „prowincjonalny tekst” (do dziś nie wiem, co autor tego komentarza miał na myśli: wieśniacki? zaściankowy?). Zawsze staram się w sposób prosty i rzeczowy wytłumaczyć swoje zdanie, nie atakuję, nie wyśmiewam, nie krytykuję. I praktycznie zawsze w takich przypadkach posądzana jestem o hejt, złośliwość, krytykę, ale tą złą, nie konstruktywną.


Dlaczego opinie skrajnie różne od naszych wywołują takie emocje? Często też agresję, impertynencję? Dlaczego, jako autorzy tekstów nie dajemy dojść do głosu osobom o innych poglądach? I choć uważamy siebie za ludzi tolerancyjnych, bo przecież nie przeszkadzają nam homoseksualiści, tolerujemy obcokrajowców, a nie umiemy zaakceptować innego zdania, odmiennego poglądu.


Bardzo często blogerzy ustawiają funkcję moderowania komentarzy. Rozumiem, spam, reklamy, linkowanie swoich blogów. Ale kilka razy mój komentarz nie ujrzał światła dziennego. Dziwnym zbiegiem okoliczności były to komentarze, w których nie zgadzałam się z opinia autora.


To już nie jest moderowanie, to jest cenzura.


Ale dlaczego wspomniałam o Justynie i jej komentarzu? Ponieważ Justyna powiedziała wprost: „nie zgadzam się z Tobą!” i mimo, że miałyśmy inne spojrzenia na sprawę, wymieniłyśmy poglądy, ja się nie obruszyłam, że ktoś miał czelność skrytykować mój wpis, a ona przedstawiła swój punkt widzenia. Normalne, ludzkie zachowanie. Nie było w tym nic dziwnego, ludzie mają odmienne zdanie, potrafią dyskutować i wymieniać się argumentami, jednak nie w Internecie, tu każde, inne, odmienne zdanie, jest początkiem potwornej, często, nieprzebierającej w słowach, kłótni. A na koniec pogawędki z Justyną dostałam od niej przepis na chleb, który mam zamiar niedługo wypróbować J


Ostatnio znajoma podesłała mi link do bloga, na którym pojawił się podobny temat do mojego. Miała dobre intencje, chciała, abym przeczytała, wpis dziewczyny, która dopiero zaczyna, a też ma takie same podejście do sprawy, jak ja. Niestety, mam nadzieję, że to czysty przypadek, ale tekst był łudząco podobny do mojego, nawet układ argumentów był taki sam, powtórzę, może to przypadek. Data publikacji, dzień po mnie. Nie wyglądało to, jak plagiat, raczej jakieś inspiracje. Żeby nie było, nie mam z tym problemu, nie jestem zła, fajnie, że ktoś czyta i myśli podobnie. Gorzej, jakby całe fragmenty były „zerznięte”, wtedy bym się wkurzyła. Odpisałam, że rzeczywiście, tekst podobny, nawet łudząco. I wiecie, co usłyszałam w odpowiedzi? Że nie w tym kierunku poszła nasza rozmowa. Chwilę po zakończonej rozmowy, próbowałam dojść, dlaczego? Dlaczego to nie jest ten kierunek?  Czy naprawdę powinnam zachować tę uwagę dla siebie? Czy powinnam była schować głowę w piasek, nabrać w usta wody?


Ja też pisząc teksty zaglądam do innych publikacji, rzadko blogowych, ale lubię poprzeć swoje wpisy, rzetelna wiedzą. Kurcze, zabrzmiało, jakby mój wpis był fachowy i rzetelny J Dopóki nie jest plagiatem, jest ok. 

Pamiętam taką sytuacje, gdy na 19 uczniów 15 przyniosło mi podobne prace. Zaznaczyłam wspólne fragmenty, napisałam odnośniki do stron internetowych, z których „czerpali inspiracje” i postawiłam same pały (wiem, jak to zabrzmiało J ). Wówczas jedna z matek, zarzuciła mi, że jestem okrutna, bo ona pozwala dziecku korzystać z Internetu. „Dobrze, mówię, proszę przynieść zaświadczenie, że pani córka na maturze też będzie mogła korzystać z Internetu. Zwolnię ją z ręcznego pisania prac, podam maila, gdzie będzie mi wysyłała linki do stron, na których umieszczono prace, które jej się podobają, a ja będę wystawiała oceny”. Rozumiem, że blogosfera, to nie klasa maturalna, wiec inspiracje są naturalne. Dlatego nie mogę mieć pretensji. I ja tych pretensji nie mam, nie mam żalu, nie mam pretensji. A może to tylko przypadek?


Mieliście takie sytuacje, zaobserwowaliście takie zachowania, kiedy Wasze intencje źle zostały odebrane? A może to ze mną jest coś nie tak, może ja nie potrafię komentować, jestem zbyt wylewna?


Czyli, jak każe stara zasada, zostawiam Was z pytaniem na koniec J


31 komentarzy:

  1. od siebie powiem tyle nie miałam moderacji do dziś, ale dzień dzisiejszy przelał szalę mojej cierpliwości i właśnie ją włączyłam. Także nie lubię gdy autor zostawia mnie bez odpowiedzi, niech to będzie zwykła uśmiechnięta buźka w podziękowaniu za czytanie, wypowiadanie się i uczestniczenie w życiu jego bloga. Ja staramsię odpowiadać wszystkim. I do dzisiaj można było pisać wszystko na moim blogu - od dziś będzie to już tylko prawie wszystko. ale to nie znaczy że będę usuwać komentarze w których ktoś się ze mną nie zgadza. Tylko te gdy ktoś mnie obraża, bo to jest akurat kawałek mojej przestrzeni i nie pozwolę sobie na to. Przepraszam że się tak wylałąm u Ciebie ale musiałam to z siebie wydusić a swom tekstem mnie sprowokowałaś.... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze ze sprowokowalam 😃 A Ty zaciekawiłas. Zdradzisz, co się stało?

    OdpowiedzUsuń
  3. wejdź, przeczytaj jeszcze raz...a resztę mogę powiedzieć ale na priv - nie będę posówać się do tego samego. Za dużo mam kultury osobistej... ;) ale sobie posłodziłam co

    OdpowiedzUsuń
  4. ale błąd ort. zrobiłam. dobrze że zauważyłam bo by mnie dopiero hejterzy zjedli....

    OdpowiedzUsuń
  5. Michał Szumiło25 marca 2015 21:57

    jak to mówią " fuck stare baby "

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam lubię jak komentarze są wylewne. I sama też czasem wyrażam swoją odmienną opinię, bo do tego chyba komentarze też służą. Oczywiście bez wyśmiewania czy rzucania inwektywami, ale konstruktywna dyskusja - to jest to!

    OdpowiedzUsuń
  7. cześć
    ojej... o mnie post - o moim "nie zgadzam się z Tobą"... Ty wiesz, że aż mi łezka poszła jak to czytałam. Nie sądziłam, że moja wypowiedź sprowokuje stworzenie posta o komentarzach... Polubiłam komentowanie od niedawna, a teraz lubię jeszcze bardziej. Zawsze mnie strasznie wkurzało jak niektórzy obrzucają się błotem na różnych stronach, blogach, a przecież nie w tym rzecz. Uważam, że jak się nie potrafi powstrzymać tak wielkich emocji, które są negatywne wobec blogera - to jest jeden sposób - NIE CZYTAĆ - po co się denerwować i rzucać kurwami... jak dla mnie to żenada....
    Poczułam się doceniona - dziękuję Ci strasznie za to, że to tak troszkę o mnie... no i ten chleb to i ja chyba też upiekę - dawno nie robiłam... a potem posmaruję obficie masłem kromala jeszcze ciepłego i pomyślę o Tobie, czy też już upiekłaś i czy jesz..
    pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Część 😃 no tak, natchnełaś mnie. Pomyślałam, ze każde takie "nie zgadzam się" wywołuje w autorze wpisu agresję i uruchamia układ obronny. Tylko nie wiem dlaczego?? Przecież takie sformułowanie prowokują do dyskusji, która tak jak u nas skończyła się przepisem na chleb. W weekend biorę się do pieczenia 😃 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też lubię wylewane. Najlepiej z jakąś króciutko historia 😃

    OdpowiedzUsuń
  10. a w Tobie moja wypowiedź wywołała złość?? bo nie miała, ja szanuję i lubię czytać poglądy odważne i jasno wypowiedziane. Trzeba po prostu szanować ludzi i słowa jakie wypowiadają, nie musimy się z nimi zgadzać, nikt nas do tego nie namawia przecież na takich blogach, żeby myśleć tak, jak owy bloger... A że tak czasem jest, że lubimy rzeczy, których nie lubi ktoś inny, to czy zawsze musimy na tego kogoś się złościć? Ja się nie złoszczę, że mojego Greya nazwałaś wypierdkiem - raczej śmieszy, a co tam, każdy niech sobie myśli co chce - na KAŻDY temat - dorosłam do takiego zachowania... A to wszystko przez te wszystkie "ciocie- dobra rada", to od Ciebie chyba ten post o tych wszystkich doradzających i wiedzących lepiej... Ja już się trochę uodporniłam, że moje zdanie prawie zawsze jest negatywnie komentowane przez owe ciiocie, dlatego teraz staram się śmiać, a nie płakać - i wiesz, że lepiej mi, zdrowsza jakoś jestem na duszy... jeszcze wiele przede mną, bo za 3 miesiące urodzę drugie dziecko, więc na nowo się zacznie... ale już się do tego mentalnie przygotowuję... haha :-)
    A no i też pozdrawiam, jak mówisz, że w weekend będziesz piec, to i ja w weekend upiekę - zjemy razem :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie, nie wywołała zlosci, raczej dała do myślenia, bo lubię gdy ktoś mówi czy myśli inaczej niż ja, to jest konstruktywne. I cieszę się ze napisałaś to, co myslalas 😃

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie czasem ponosi w opiniach o innych wpisach/rzeczach/produkcjach/diy i klawiatura mi się nie chce skończyć. Wychodzą rozprawki, a ktoś to ominie, albo zdawkowo wyrzuci "dzięki". Ale czy to brak czasu czy kultury?
    Kilka razy też zostałam źle zrozumiana, czasem chcąc uniknąć spięcia już w pierwszym wpisie wspominam, żeby mnie nie bić i nie krzyczeć na mnie! ;-)
    Mateczko piszesz książkę? Nie? To zacznij! Wydaje mi się, że blog Cie ogranicza! Wypłyń!
    Miłego dzionka!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesli ktos mnie zignorował raz. Ok, rozumiem. Ale są sytuacje gdy pisałam kilka komentarzy i na żadnego nie doczekałem się odpowiedzi i wtedy to było niemile. O takich sytuacjach mówię. A książka? Tak jest głęboko w folderze chowają i się pisze 😉

    OdpowiedzUsuń
  14. Staram się zawsze podejść do sprawy merytorycznie. Ale i empatycznie. Przecież, za tekstem stoi człowiek, i mój punkt widzenia może mu sprawić przykrość. Dlatego negatywnych komentarzy unikam, nie stosuję. Jeśli się z kimś nie zgadzam, i miała bym rozpętać burzę, to albo robię to troszkę naokoło, albo kapituluję. Bo i po co się szarpać...;-)


    Co do nieodpisywania na komentarze... zdarza się... i to nie tylko tym, co mają po pare tysięcy, ale i tym, co kilka stów...


    Niefajnie.
    Ale co zrobić ;-)


    Pozdrawiam!
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  15. Why?? Pokaż! Daj! Podziel się! Może gniotem nie będzie. Na pewno nie będzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj Babo 😉 nieskromnie powiem, ze zapowiada sie niezle. Ale nie mam dla niej tyle czasu ile wymaga. A nie pokaże niedopracowanej 😉

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie skomentowałam żadnego bloga w sposób niekulturalny, nawet jeśli to co napisał autor, nie było zgodne z moimi poglądami. Czasem wole ogryźć sie w język i wyjść bez słowa ale generalnie staram sie zawsze zostawić ślad po sobie. Inspiracji w internecie jest teraz cała masa, czasem mam wrażenie, że połowa blogujących mam myśli tak samo :-)
    Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
  18. ps. zawsze odpisuje na komentarze swoich czytelników :-) choćby uśmiechem !

    OdpowiedzUsuń
  19. ja też staram się odpisać na każdy komentarz, nawet małe "dziękuję" :) i wiesz, że w większości przypadków, kiedy nie zgadzam się z autorem, po prostu wychodzę, nie komentuję, nie chcę niepotrzebnej "burzy" :)

    OdpowiedzUsuń
  20. rzeczywiście, też unikam i nie wywołuję tego "hejtu" swoją drogą, szkoda, że brakuje polskiego odpowiednika tego słowa, bo nienawiść jest mocno pejoratywne, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  21. Marta Szczepańska29 marca 2015 10:12

    Powiem szczerze,że może to dziecinne,ale przestałam odwiedzać blogi, których autorzy nawet nie zajrzeli żeby zobaczyć kim jestem. Nie uznaje relacji komentarz za komentarz, ale jak dostaje jakiś pod swoim wpisem to zwyczajnie staram się odwiedzić i poznać osobę komentujacą ;) żeby wiedzieć kim jest mój czytelnik i dodatkowo żeby nie wyjść na buca. Na komentarze zawsze odpisuje - wydaje mi się to poprostu przejawem kultury osobistej :)
    Moim sposobem na zachęcenie czytelników do aktywności jrst aktywność u Nich :) napewno jrst Im miło i chętnie później wpadają również do mnie :)

    Pozdrawiam!
    www.niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Marta, wiem kim jesteś, zaglądam i oczywiście polecam twojego bloga :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Marta Szczepańska29 marca 2015 23:31

    Kasiu ja nie to miałam na myśli :)
    Poprostu taka myśl przyszła mi do głowy po przeczytaniu Twojego wpisu :) czytałam kilka dość popularnych blogów o nawet odpowiedzi pod komentarzem się nie doczekałam, wiec odpuscilam sobie, bo było mi zwyczajnie przykro.
    Ciebie cały czas odwiedzam! :-)
    I nie zamierzam przestać :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja na komentarze u mnie na blogu odpowiadam zawsze. Nawet na anonimy :)
    Fajnie, że ktoś zostawia ślad, że był, że czyta, że ma takie, a nie inne zdanie. Kulturalni ludzie prowadzą dialog, a nie monolog :) Prawda?
    hehe -pytanie, za pytanie :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzeczywiście sama też trafiłam na "gwiazdy" oburzajace się na czytelników, a co więcej ostatnio nawet trafiłam na gwiazdeczke - czytelniczkę, która zrugała mnie za opinię inną niż blogerki, pod której postem zostawiłam komentarz...??? Co do tekstów, które samą czasem zostawiasz typu "fajny tekst" to niestety muszę przyznać, że odnoszę się do nich z rezerwą, bo mam wrażenie, że bloger zostawił cokolwiek, aby ślad po nim prowadził do jego bloga. Oczywiście mam świadomość, że część osób tym myśleniem krzywdzę...ale widziałam już tyle komentarzy bez czytania, że aż bOli..np. Negatywna recenzja kosmetyku, a w komentarzu tekst : " fajna recenzja, zachecilas mnie do zakupu"

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj tak często widzę coś takiego i to nie tylko w komentarzach, ale wyciągane na tablice FB teksty typu:"w komentarzu pod wpisem przeczytałam ..." w celu wspólnego linczu na danym komentatorze. Dla mnie to chore, a co najgorsze robią to tak zwane topowe blogerki!

    OdpowiedzUsuń
  27. Pamiętam jak jedna komentująca wywlekła tytanowi parentingu coś o tym, że chyba jej synek zezuje, kobita zamiast zainteresować się tematem, pójść do okulisty, zrobiła lincz na FP. Ja rozumiem, że "nie mówi się matce, że ma brzydkie dziecko" no ale, cholera, powtarzam często - jak się coś wrzuca do internetu, to należy przyjąć za pewnik, że nawet to, co budzi nasz zachwyt, nie musi zostać odebrane tak przez każdego. Nie każda kobieta wrzucając zmysłową fotkę chce przeczytać pod nią: "ryłbym jak dzik za żołędziami" czy wrzucając zdjęcie dziecka "czemu one tak do twojego ex podobne?" Jednak niektórzy dalej w błogiej nieświadomości. ;D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja staram się odpowiadać na każdy wpis i zajrzeć na każdego podlinkowanego bloga, choć przyznaję, że czasem przerywam dyskusję, gdy za bardzo odbiega od tematu komentowanego wpisu - po co ma potem ktoś jojczeć, że mam tyle komentarzy, bo połowa moich. ;p
    Swoją drogą podejście do komentarzy mamy podobne, bo to, że przedstawiam swoje stanowisko nie znaczy, że mam monopol na posiadanie racji, u siebie jestem gospodynią, więc mogę się spokojnie spierać z osobami o innych poglądach (przynajmniej tak długo, jak długo nie wywalę rozmówcy - nie za odmienny pogląd, tylko chamstwo wynikające z braku argumentów). Podobnie cenię sobie blogi, na których moje zdanie, niezależnie od tego, czy zbieżne ze zdaniem autora tekstu - ma prawo bytu, Pozostałe skutecznie mnie do siebie zrażają, bo nie lubię gdy ktoś "wyżej s*a niż d**ę ma". ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mama z prądem i pod prąd6 kwietnia 2015 22:46

    Hahaha, teraz się środowiska blogerów poczują dotknięte. Zauważyłam tez, ze jeżeli nie zgadzasz się z tematem, bądź chcesz odwrócić kota ogonem, żeby dyskusja może trochę przybrała inny kierinek, jesteś ignorowana, bądź dostajesz po łapach ... W ogóle "autorzy" rzadko dyskutują, wszystko jest takie semi-kurtuazyjnie acz nonszalancko krótkie... Może się spieszą gdzieś???

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...