9 lutego 2015

Stragan różności, czyli prowincjonalny misz-masz, vol. 4



Kolejna, jednak nie ostatnia, odsłona misz-masz'u. Fajnie jest tak czasami przypomnieć sobie, takie to sentymentalne i wspomnieniowe ;)

A dla przypomnienia, wcześniejsze wpisy

10 maja
- Co ty robisz, znowu???
- Kasia, ale naprawdę nie ma nic w telewizji…
- Ale znowu, „Vabank”? Ile można???
- Serio, przejrzałem rozkład jazdy telewizora i nie ma nic, nic… Dosłownie!!!
- A może tak obejrzymy coś współczesnego??
- Co proponujesz? Tylko żadne horrory ani thillery. Mam ochotę na dobrą obyczajówkę albo komedię.
- Komedię romantyczną?
- Poszukaj czegoś normalnego.

No i zaczęło się!!! Dym w Zatoce Świń to przy tym mały John. Pamiętacie czasy, kiedy były jeszcze fizyczne wypożyczalnie kaset VHS czy DVD? Miliony filmów, całe zastawione regały i cała masa do wyboru. I jeśli w całej wypożyczalni był jeden kiepski film, to na pewno ja go wzięłam. I tak było wczoraj, to złe, to kiepskie, to gówniane komentarze. I nagle nie pamiętam listy filmów stworzonej w głowie na potrzeby takich właśnie wieczorów. Nie pamiętam ani jednego tytułu, żadnego aktora, nic, totalna pustka. Nawet googlowanie nie pomogło.

Nasz wspólnie wypracowany gatunek idealnego filmu: sensacyjna komedia z wątkiem romansowym idealnie wpisująca się w schemat obyczajowego melodramatu wyciskającego łzy (małżonki oczywiście).


30 maja
- Iga, dlaczego jesteś taka niegrzeczna, powiedz mi, dlaczego ty tak się zachowujesz?
- Kobieto, ale o co ty masz do mnie pretensje, przecież sama mnie tak wychowałaś.
No tak, przecież nie wykradłam jej takiej dzikiej Elzie z afrykańskiego buszu, wychowałam własnoręcznie

2 czerwca
- Mamo, wiesz, wszystkim dziś w przedszkolu mówiłam, że dostałam nowe wrolki (nowosłów Igi, połączenie rolek i wrotek). Tak się chwaliła, że aż mnie rozbolał język

9 czerwca
Jakby nie było, drążę ten temat supermarketów i zakupów.
Czy Wy też stresujecie się przy kasie? Mnie za każdym razem, gdy podchodzę do kasy, wypakowuję całotygodniowe zakupy, trzęsą się ręce (zaznaczam, że ja zakupy robię raz w tygodniu). Wózek wypchany po brzegi, koło nogi kręci się dziecko, które gada, gada, gada i gada, no i jeszcze troszkę gada. Ogólnie gada cały czas, ciągle czegoś chce, ciągle o coś pyta i prosi (broń Boże, nie narzekam, że jest ciekawa świata, wręcz przeciwnie, ale może nie wtedy, gdy przy kasie stoi stuosobowa kolejka), wypakowuję, wykładam, rozkładam, a pani przy kasie, skanuje te zakupy w tak ekstremalnym tempie, że nie nadążam. Uwijam się, jak w ukropie (pół biedy, jak jest ze mną M., dzielimy się robotą i idzie dużo sprawniej), ale w pewnym momencie, zawsze, za każdym, razem tracę rezon, nie wiem, co się dzieje, nagle rośnie ogromna góra, stos zakupów i już wiem, że będzie chujnia, bo nie wiem, co do czego, do której torby, a pani kasjerka macha mi koło nosa rachunkiem i albo plastikiem, albo gotówką i zaczyna skanować zakupy pozostałych. Ja wiem, wszystko rozumiem, że one mają ograniczony czas na klienta, na obsługę itp. ale miejcie litość!!! Ile razy spakowałam nie swoje mleko czy mąkę albo zapomniałam jogurtu czy portfela.


Tylko ja tak mam, czy Wy też?? Czasami czuję się jak znerwicowana wariatka, nie chcę przedłużać, czuję się winna w stosunku do tych za mną, a i tak wychodzi dupa

4 komentarze:

  1. też swojej mamie powtarzałam że mnie tak wychowała. Pamiętam sytuację kiedy starsza córka miała 4 latka, poszłam z nią i z mamą spacerkiem do sklepu po coś tam i jakiś Pan z naprzeciwka, dziwny trochę od razu zwraca się mojej Wiki - " jaka Ty ładna jesteś dziewczynko, jak masz na imię" ( no jak byście zareagowali, jak? ) Mnie od razu czerwony kolor się zaświecił, włosy mi dęba stanęły i prawie mi mowę odebrało, wydusiłam z siebie tylko - spierdalaj Pan, nie waż się kurwa odzywać tak do mojej córki. I do mnie mama zaraz mówi - jak Ty się odzywasz? co to za słownik? dziecko cię słucha. No i co z tego? Mało zboczeńców na tym świecie jest? To jest moje dziecko i żaden obcy ma nie zaczepiać mojego dziecka. i zawsze mama gdzieś tam pod nosem cicho powtarza " jak ja cie wychowałam" no przecież bardzo dobrze mamo kochana.

    co do marketów to pracuję w jednym czasem na kasie ale to bywa sporadycznie. I tak kasjerki są ganiane przez przełożonych aby szybciej kasowały. Mają ustalone normy ( ilość produktów na minutę ) - hardcore.

    co do filmów to też mamy problem dogadać się z mężem, ale często mu ulegam w jego wyborach. Zazwyczaj oglądam to co chcę ale sama bez niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojj to u Nas w filmach to jednak ja mam decydujący głos :-) bo horrorów nie lubię i bez względu na wielkość miłości nigdy nie dam się na nie namówić :-) raz jedyny uległam i nigdy więcej :-) juz całkowicie pomijam fakt,że zawierzyłam Olkowi w zaręczyny i skończyliśmy na filmie wojennym :-D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po zakupy chodzę wieczorem, przed zamknięciem ,do Tesco, które mam w bloku więc nawet na zewnątrz nie muszę wychodzić, jednak czasem widzę, jak ludzi potrafią zapieprzać pakując zakupy a i tak z góry wiadomo, że skazani się na porażkę. Dlatego rozumiem, co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mąż jest kinomaniakiem i niestety lubi horrory sf i takie inne bzdury. Raz, gdy jeszcze jako narzeczeni, poszliśmy do kina (to było sto lat temu) to zaproponowałam żeby wybrał firm - wybrał Godzillę :D
    Teraz filmy najczęściej oglądamy osobno, ja na kompie, on w tv na hbo czy gdzieś tam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...