13 lutego 2015

Nikt nie ucieknie przed gniewem strzały Amora!!!



Wszędzie serca, miłość, amory, strzały, miłość. Tak, nie da się nie zauważyć, że niedługo dzień zakochanych, święto miłości i wszystkich, tych którzy czują w brzuchu motyle i pragną celebrować ten uroczysty dzień z ukochaną osobą. No bzdury, totalne bzdury i farmazony.



Nie żebym była zdeklarowaną przeciwniczką Walentynek. 

A broń boszszsze!!! Choć uważam, że krwiste orgie są o wiele mniej odrażające niż sztucznie wymyślony dzień, który zmusza dorosłych mężczyzn do wywijania misiami i wpatrywania się w maślane oczy ukochanej znad butelki taniego szampana i wydumanej kolacji, takiej, wiecie, odświętnej.

Kolejne wystawy z tandetnymi kubkami, misiami czy bokserkami wabią nas i krzyczą, kochaj i bądź kochany!!! Kup balonik w kształcie serduszka, bokserki z napisem: "Grzeczni chłopcy idą do nieba, niegrzeczni, mają raj na ziemi". Moje serce krwawi!!!


Też mam w kolekcji jeden nietrafiony, niechlubny, no żeby nie powiedzieć, po prostu, chujowy, prezent. 

Jest z nami nadal, towarzyszy nam już pewnie, o ile dobrze kalkuluję i nie wliczam w to jednorazowej, dłuższej przerwy, ze 13 lat. Jest z nami na dobre i na złe, traktujemy go jako relikt przeszłości – nawet już pewnie, jako swego rodzaju symbol, ponieważ stanowi dowód naszych pierwszych Walentynek, tandetnych i ekstremalnie kiczowatych. Nie mam serce wypieprzyć go do śmieci, ale za każdym razem, jak trafimy na niego, odkurzając czeluści naszych wspomnień, rumienimy się oboje i zawstydzeni odwracamy wzrok, kiedyś pewnie dojrzejemy do tego kroku i wyrzucimy go razem z dowodami spłat kredytu hipotecznego. Wówczas zaczniemy nowe życie, nieobciążone, niczym!!!


Nie jestem też zgorzkniałą, starą babą po trzydziestce, która zazdrości młodzieży afiszowania się ze swoją miłością.

Nigdy w życiu, nawet nie próbujcie mi zarzucać, że jestem rozgoryczona, że nie rozumiem piękna miłości i całej otoczki związanej z celebrowaniem. O nie!!! Ja po prostu jestem realistką.

Przecież liczy się każde wyznanie, każda oznaka miłości. To jest taaakie romantyczne. Nawet nie zniechęca mnie para nastolatków całująca się przy stoisku mięsnym nad połówką kurczaka i udźcem ze świniaka. No takie to piękne, czuć wiosnę w powietrzu, jak nic.

No, ale ja raczej nigdy nie byłam ani sentymentalna, ani nastrojowa. Muzyką ilustrującą moje życie miłosne może być Kult, Depeche Mode, ale nigdy Celine Dion czy Whitney Houston. Zawsze wolałam dostać z okazji imienin, urodzin, czy tych nieszczęsnych Walentynek butelkę wina, wcześniej piwa, niż kwiat, wiecheć, jakiś. Iść na dobrą imprezę, upić się do nieprzytomności J i przegadać wieczór w miłym towarzystwie.

Z pewną rezerwą (no dobra, słowo rezerwa jest totalnie nijakie, na miejscu byłoby:  przerażenie i obrzydzenie) patrzyłam na koleżanki z roku, które urządzały sobie SMUTNE CZWARTKI, czyli upijały się winem, słuchając smutnej muzyki, rozmawiały o nieudanych związkach, wylewając przy tym tryliony łez. Aaaaa i dlatego, nas baby, mają za głupie gęsi, które nadają się tylko do karmienia dzieci i dojenia krów!!!

Ja wolałam zawsze upić się na wesoło, nigdy, przenigdy alkohol mnie nie dołował. Jestem raczej tym typem, który po kilku piwa może zawojować świat, a na pewno zagadać wszystkich współbiesiadników (taka uwaga, jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję spożywać ze mną napije wyskokowe, a ja pod pretekstem bólu głowy wyjdę z imprezy, tzn., że jest ktoś, kto mówi więcej ode mnie i nie daje mi dojść do głosu – przyp. autorki).

Dla mnie i dla M. Walentynki są kolejnym fantastycznym pretekstem, aby sprzedać dziecko (OK, poprawność polityczna) oddać dziecko pod najlepszą opiekę na świecie, czyli babci. A my w miasto. Na totalny melanż, clubbing, rajd po okolicznych barach. Sponiewieranie – to jest to, co jako pierwsze przychodzi mi na myśl. A sponiewierać się i upodlić w towarzystwie męża – bezcenne!!!

Nawet gdyby M. wolał iść tego dnia z kumplami na piwo, nie miałabym do niego żalu. Zrobiłabym to, co lubię najbardziej, czyli wzięła gorącą kąpiel, wskoczyła pod kołdrę, włączyła nastrojową (!!!) muzykę i wzięła książkę. Chcesz, to idź, za tydzień, ja pójdę z dziewczynami – wtedy se obiję!!! Stary, przecież nie będziemy całe życie trzymali się za ręce patrząc sobie z czułością w oczy. No, podbija mnie taka wizja.

Wiecie, mamy taką zasadę, jak gdzieś wychodzimy, osobno, ja z dziewczynami, on z kumplami, nigdy, przenigdy, nie dzwonimy do siebie, chyba, że w nagłym wypadku („zgubiłam kartę, nie mam kasy, otwórz drzwi, bo za taksę musisz zapłacić”). A jak wychodzimy razem, bardzo często każde z nas idzie w swoim kierunku. Spotykamy się dopiero, gdy jedno z nas zamówi taksówkę. I to jest fajne, to jest zdrowe, to jest odświeżające!!! Zawsze coś się u nas dzieje, nie jest nijako, nie jest bezpłciowo. Jest włosko i ogniście. I jak się kochamy, i jak kłócimy.

Dlatego śmieszy mnie ten cały dramatyzm, wręcz tragizm, łzy i żal. No kurwa, dzień, jak każdy inny. Wszyscy idą na Grey’a, to ja też mam iść?? No wolne żarty, wolę upić się przyjemnie gdzieś w zaciszu, spalić paczkę petów, mieć kaca, zajebisty dzień i mgliste wspomnienia.

A najgorsze w tym jest, że najbardziej rozpaczają dojrzałe kobiety (no bo, że nastolatka ma pustą skrzynkę pocztową i złamane serce, bo nie dostała żadnej kartki,  no to rozumiem – hormony i inne przypadłości adekwatne do wieku).

Ale żeby stare baby?? W okolicach trzydziestki rozpaczały, że ich chłop na kolację nie zaprosił, kwiatka nie dał – no litości.

I teraz moja złota rada (cenna, bo ja rad nie udzielam, z założenia). Powiedz mu czego chcesz, facet, to nie pieprzony fakir, który będzie czytał Ci w myślach, ja zawsze mówię i nie mam rozczarowań!!!

„Men (to brzmi dobrze, podbudowuje męskie ego), jutro są Walentynki (ewentualnie moje urodziny, imieniny, dzień słona – whatever) i chcę te pieprzone kwiaty, co zdechną za dwa dni i czekoladki, co mi w dupę pójdą”. 

No każdy, obiecuję, że każdy facet zrozumie takie przesłanie. Nawet imbecyl!!!



Miłego świętowania!!!



15 komentarzy:

  1. No (kurwa-aż mi się ciśnie na usta) Kasieńko trafiasz w sedno:) nic dodać, nic ująć:) nigdy nie uznawałam walentynek (nawet będąc nastolatką), zawsze było to dla mnie sztuczne, tkliwe i do d... ale w tym roku (wczoraj wieczorem) powiedziałam swojemu mężowi (mojemu M.), że chcę w walentynki dostać kwiaty (bo mi się należą) i już!!! i to nie mogą być róże, bo róż nie znoszę!!! Niestety mój mąż zbaraniał z powodu mojej nagłej zmiany w kwestii obchodzenia tego "święta" i zapytał tylko: "ale dlaczego? bo Twoja Babcia i Ciocia przyjeżdżają na weekend...?" Powiedz mężowi co chcesz, a on będzie szukał podtekstów...mogli by się już przyzwyczaić, że kobieta nie krowa i czasem ma prawo zmienić zdanie, albo po prostu dostać kwiaty,
    BO TAK!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niebonie i takbotak - to powinno wejść do słownika, bezapelacyjnie!!! i każdy facet powinien wiedzieć o co kaman.
      mój np poznaje po tym, że mam PMS ;)

      Usuń
  2. Ja, starsza pani po trzydziestce, zgadzam się, że Walentynki to słodko-dupne pierdzenie jest przereklamowane. Kwiaty kupiłam sobie dzisiaj sama (bo była promocja w Lidlu :) ) , oblukałam "pudełko rozkoszy" w Rossmanie - tandeta że hej, a na kolację zrobię śledzia :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jesteśmy już obie starsze panie, które lubią śledzie, my dziś mamy makrelę :)
      ps. co to jest "pudełko rozkoszy" byłam dziś w Rossmanie i nie rzuciło mi się w oczy

      Usuń
  3. wiesz co,dostałam poduszkę od męża z napisem kocham Cię, czerwone serduszko. Mój ślubny uwielbia takie tandetne dodatki. A mnie szkoda zwyczajnie kasy na to. Oprócz tego masa czekoladek, a ja postanowiłam przejść na dietę, ale mu tego nie powiedziałam, więc nie mogę mieć pretensji. Ale ja mu whiskacza kupiłam co byśmy razem mogli wypić. Gdyby nie fakt , że musiałam pracować na drugiej zmianie tez pewnie poszlibyśmy się sponiewierać razem. Mnie walentynki nie przeszkadzają, niech sobie tam są. Głównie młodzi ludzie mają z niego frajdę i podniecenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie są to, więc jest fajnie, nie ma Walentynek, nic nie tracę, a sponiewierać się można zawsze i ruch w barach mniejszy niż 14.02 :)

      Usuń
  4. ps, zmieniłaś szablon, bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zmieniłaś to za dużo powiedziane, ja tylko poprosiłam o to fajną babeczkę i teraz ona nad tym pracuje, ale dziękuję w jej imieniu, bo podobno to dopiero początek :)

      Usuń
  5. My wczoraj też balowaliśmy na rodzinnej imprezie :-) także słodko i romantycznie raczej nie było :-)
    Za to dzisiaj śmiało mogę powiedzie, że 6 drinków w wykonaniu mojej chrzestnej to przynajmniej o dwa za dużo :-)
    - Ciocia,czy w tym drinku jest coś oprócz wódki?
    - Tak. Lód i słomka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię takie ciocie :) moje są podobne, zawsze po rodzinnym spotkaniu, ze dwa dni dochodzę do siebie :)

      Usuń
  6. No nie znałam Cię z tej strony! Przybij piątkę Babo! :-))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...