16 lutego 2015

Miłość, czyli niedosyt istnienia


Pozostając jeszcze w Walentynkowym klimacie i nastroju, mam dla Was temat miłości. Bla, bla, bla – bo co można jeszcze odkrywczego powiedzieć, na tak bardzo oklepany temat, no co??


Pewnie są tacy, którzy mogli by rozprawiać bez końca, bo miłość, bo uczucie, bo kochanie, bo tak pięknie. Od zawsze daleko mi było do romantycznych wieszczy, którzy głosili wielkość tego uczucia, które poraża i obezwładnia swą siłą. To co przez wieki było wielkim natchnieniem pisarzy, malarzy, uczuciem, którego nikt nie jest w stanie ogarnąć i zrozumieć do końca, u mnie wywoływało uśmiech na twarzy, lekką kpinę i ironiczny westchnienie.


Oczywiście, piękny jest początek tego zakochania, tej miłości, te feromony, hormony, euforia, dopamina, oksytocyna, adrenalina i wazopresyna. Matko kochana, mam nadzieję, że jeśli czyta to jedna ze znanych mi biolożek, to pochwali moją znajomość tych trudnych słów, bo nie pamiętam kiedy ostatnio w jednym zdaniu użyłam tylu sformułowań, o których nie mam zielonego pojęcia!!!


Pamiętam siebie, z czasów, gdy zakochiwałam się regularnie, mniej więcej dwa razy w miesiącu. Tak na śmierć i życie. Gdy miałam maślane oczy i robiłam z miłości zupę, dla ukochanego, o którym, po zejściu tej całej chemii, po prostu zapominałam. On zjadał ostatnią łyżkę mojej wymyślnej zupy, a ja zapominałam, że taki absztyfikant w ogóle istniał. Zapominałam, tylko po to, żeby wpaść w kolejne sidła Kupidyna i znowu „zakochać się po uszy” – tak, byłam bardzo kochliwa. A raczej, bardziej niż kochanie, lubiłam ten stan zakochania – jak ja wtedy sobie się podobałam. Te błyszczące oczy, wieczny uśmiech na twarzy i najlepsze, że makijaż, nawet kiepski, zawsze wyglądał idealnie.


Lubiłam te „motyle w brzuchu”, stan, w którym latałam 3 cm nad ziemią. Czas, gdy czekałam na spotkanie z kolejnym „potencjalnym” ukochanym. Boże, jak ja świrowałam!!!


Jednak teraz, osiem lat po ślubie, gdy rozmawiam z kimś na temat miłości i mówię wprost, że coś takiego, jak miłość po prostu, nie istnieje, to patrzą na mnie, jak na totalną heretyczkę.


Tak, powtórzę to raz jeszcze: MIŁOŚĆ, NIE ISTNIEJE!!! Nie jestem rozgoryczona, sfrustrowana. Nie jestem nieszczęśliwa w związku, kocham M. i jestem w pełni usatysfakcjonowana naszym życiem i pożyciem.


Więc, skąd ten ponury wniosek, skąd taka smutna deklaracja???


Po tych kilkunastu latach bycia razem, mogę śmiało powiedzieć, że ta wydumana miłość, ten frazes, którym każdy sobie gębę wyciera, jest totalnie wyświechtany i jak dla mnie, mocno przereklamowany.


Bo czym, tak naprawdę jest miłość?? Według mnie, na ten stan, składa się całe mnóstwo uczuć i emocji, takich jak:

PRZYJAŹŃ, ZAUFANIE, SZACUNEK, SYMPATIA, TROSKA, POŻĄDANIE, NAMIĘTNOŚĆ, RADOŚĆ, NADZIEJA. 

No mogłabym tak mnożyć w nieskończoność. Dodałabym jeszcze do tego podobne poczucie humory, w miarę bliskoznaczne zainteresowania, umiejętność wspólnego spędzania czasu, chęć rozmowy i sztuka słuchania siebie wzajemnie. Do tego nie można zapomnieć o niezależności, samodzielności i swobodzie.


Najważniejsze, w nawet najszczęśliwszym związku, nie można zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. Lubię czuć się kochana, ale lubię także poczucie bycia wolną, nieskrępowaną. Ogólnie, ja mam ogromną chęć bycia niezależną, ale lubię też to uczucie bezpieczeństwa, które daje związek.



I jedno mogę tylko na koniec powiedzieć, że związek, małżeństwo, partnerstwo, to wieczna praca, nauka i trening. W naszym przypadku dodałabym jeszcze umiejętność śmiania się z samych siebie, bo śmiech to zdrowie, jak mówią. A zdrowe relacje, to rzecz najfajniejsza i bardzo pożądana. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie, pełnym rozstań i rozwodów. 

12 komentarzy:

  1. No jak nie istnieje miłość skoro istnieją: PRZYJAŹŃ, ZAUFANIE, SZACUNEK, SYMPATIA, TROSKA, POŻĄDANIE, NAMIĘTNOŚĆ, RADOŚĆ, NADZIEJA. Czyli istnieje! Matka bo Cie za nogę na pałacu kultury powieszą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzilo mi o to, ze sama, taka autonomiczna, nie istnieje i jest kompilacja wszystkich powyzszych :)

      Usuń
    2. Ale czy będąc składową innych emocji nie może być nową jakością? Myślę, że to się wzajemnie nie wyklucza. Tak jak nienawiść nie jest tylko czystą złością. Tak według mnie ;)

      Usuń
    3. oczywiście, że się nie wyklucza, ale tak jak przyjaźń, szacunek a nawet namiętność mogą istnieć bez miłości, miłość bez nich już nie, bo jest jakby pusta, wybrakowana

      Usuń
    4. Bo miłość jest ponad to. Miłość jest właśnie tak wspaniała, bo muszą wystąpić te wszystkie uczucia naraz aby się pojawiła. Łatwo zdobyć wyłącznie czyjś szacunek, łatwo wzbudzić namiętność, łatwo się o kogoś troszczyć, ale żeby mieć siłę na to wszystko razem potrzeba właśnie miłości.

      Usuń
  2. Jak dla mnie, to "kocham cię" uczyniono zwrotem tak oklepanym, że wielu łatwo, zbyt łatwo przechodzi przez gardło. Gdzieś kiedyś czytałam, że spowszedniało jak kanapka z serem i wyznania miłosne zaczynają przypominać:
    - "Kanapka z serem"
    - "Ja też Kanapka z serem"
    Ale miłość, miłość istnieje, o ile (w przypadku związku) ma szansę wyewoluować z zauroczenia połączonego z zakochaniem. :) Takie moje zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli juz wiem, zle to nazwalam, milosc jest, istnieje, tyle ze nigdy sama, w pojedynke :)

      Usuń
  3. Matko jaki ładne logo!
    Ps. O miłości nie będę rozprawiać, bo nie mam ani męża, ani kochanka - co oznacza mniej więcej tyle, że moje motyle zostały dawno temu strawione przez kwas w żołądku. Czekam na tego mojego Greya, bo zawsze marzyłam o locie helikopterem (blachara). :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja swoje motyle już pewnie nie tylko strawiłam, ale nawet wydaliłam ;) choć może nie wszystkie, bo czasami mam takie mrowienie (mam nadzieję, że to nie gazy ;) )

      Usuń
  4. Trudny temat poruszyłaś, oj trudny. Po części rozumiem co miałaś na myśli i zgadzam się z tym. Powiedzmy, że na miłość składa się mnóstwo uczuć, emocji i hormonów, ale miłość to zupełnie co innego niż przyjaźń czy szacunek. Uważam, że miłość może istnieć i bez pożądania i bez szacunku i nawet bez przyjaźni. Nie sądzisz, że można kogoś kochać, ale nie lubić jako osoby? Ja znam ten stan emocji. Uważam, że miłość to taka wybuchowa mieszanka, pewna kompilacja, pewna "nadwartość", trochę niezrozumiała i nie do ogarnięcia. W dodatku miłość miłości nierówna. Kocha się rodziców, rodzeństwo, partnera i dzieci, a każda z tych miłości choć podobna to przecież jest zupełnie inna. Myślę, że miłość nie istnieje, ale jednocześnie istnieje jako wartość sama w sobie. Skomplikowany temat, trochę jak Trójca Święta :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś chyba za szybko wrzuciłam ten tekst, bo nie napisałam, że wg mnie, zupełnie innym typem miłości jest ta rodzicielska, miłość do rodziców, czy rodzeństwa (w tym przypadku słyszałam o tym, że można darzyć miłością rodzeństwo, ale nie koniecznie go lubić). ale ciężko mi wyobrazić sobie miłość bez szacunku czy przyjaźni, bo ok, bez namiętności i pożądania, w końcu istnieją "białe małżeństwa". Podoba mi sie Twoje określenie miłości, jako "nadwartości", bo w sumie jest takim obszernym workiem ze wszystkimi możliwymi uczuciami, skupia je i nadaję im wartość

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...