5 stycznia 2015

Stragan różności, czyli prowincjonalny misz-masz, vol. 2



Zapraszam na drugą część z cyklu misz-masz, teksty pochodzą z fejsbukowego fanpage. Marzec okazał się tak płodnym miesiącem, że musiałam go rozbić na dwie części :)


30 marca
Sobotni poranek, noc prawie, dopiero świta, a matka jedzie wyrównywać szanse. Bliżej nieokreślona droga, wszędzie pola, pola, pola i las, ale Google mapy pokazuje wprost, za 1,5 km w lewo, więc jadę wprost, które lewo, pojęcia nie mam, prowadzi mnie intuicja. 

Boże, nawet koguty jeszcze nie wstały, ciemno wszędzie, głucho wszędzie. A ja gnam, jakimś klepiskiem przed siebie. Droga, rzecz jasna, bez asfaltu. 

Rzucam to w cholerę, pieprzę cały ten kapitał ludzki i umowy o dzieło, i chrzanię kary, którymi mnie straszą. Najwyżej mnie wsadzą, pójdę siedzieć. Podobno pucha konserwuje – tak mówią moim uczniowie, więc sprawdzę. M. wrócił z lasu, zajmie się dzieckiem.

Dojechałam do końca klepiska, gdzie, sama nie wiem, podejrzewam, że nawet diabeł zapomniał o takich dziurach. Tu nawet psów nie ma, żeby dupami szczekały. I co dalej, ciągle wprost? Ale jak tu spokojnie, malowniczo, pogoda dopisuje, krajobraz prawdziwie mazurski.

I jest kres mojej podróży. Wioska typowa: dwa monopolowe, kościół i szkoła. I widzę te dzieci, wrzeszczące, krzyczące, które się łaszą. O Boże, po co mi to było??? Wnętrzności zrobiły trzy fikołki, szykują się do czwartego. Ogólnie jest mi niedobrze!!! A jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek powie mi, że moja OHP-owa młodzież jest trudna, ciężka, to niech spędzi 5 sobotnich godzin na przygodzie ze sceną, z dzieciurami z klas 1-3. Uuuu… zupełnie nie moja bajka. 

No może to ze mną jest coś nie tak, Siostro twierdzi, że nie potrafię dogadać się z tymi dziećmi, bo są po prostu… normalne. A ja jak mantrę powtarzam: jeszcze tylko 4 godziny, już tylko 3,5 godziny, odłóż, zostaw, rzuć w cholerę. Moja cierpliwość jest na skraju wytrzymania…

- Dlaczego pani na nas krzyczy?

Boże, dzieci kochane, ja krzyczę? Ja mówię najspokojniej, jak tylko potrafię. Staram się być miła i radosna. Męczę się potwornie. 

Jak ma się z tego wymiksować, jak? Dzwonię, wiec do człowieka, który mnie zmanipulował („Będzie super, super, zobaczy pani, będzie super, dzieci z podstawówki są super, takie kochane i milusie, będzie super” – mogłam się domyślić, że to bujda na resorach, jeśli ktoś w rozmowie 45 razy powtarza, że będzie super, na pewno będzie chujnia!!!). 

- Pani Kasiu, zachowuje się pani jak dziecko!
- Wiem – mówię – nie chcę, nie dam rady, nie mogę, rzucam, rezygnuję!!! Biorę pełną odpowiedzialność.

I co słyszę w odpowiedzi? 

- Nauczyciele to najbardziej roszczeniowa grupa społeczna, ciągle wam mało albo źle, wiecznie nic nie pasuje, nic dziwnego, że tracicie zaufanie społecznie, tylko daj, daj i ciągle coś nie tak. U mnie , proszę pani, pracuje chłopak, bo mam, proszę pani, jeszcze hurtownię, po studiach, z fakultetem i podyplomówką i zarabia 9zł na godzinę i jest szczęśliwy, że ma pracę!!!

Mówi dumny z siebie przedsiębiorca-koordynator. 

- Więc jest pan najzwyczajniej w świecie wyzyskiwaczem i dziwię się panu, że mówi to pan, taki radosny i dumny z siebie!!!

Odłożyłam słuchawkę i wiem już na pewno, że nie będzie lekko.
Nic, może mnie nie wsadzą, nie odbiorą praw do wykonywania zawodu ani dziecka. Nic to, ale wycieczka przednia, zwłaszcza o świcie. Okolica przepiękna, droga kręta. Chyba z wiekiem zaczyna budzi się we mnie estetka, bo wzrusza mnie ten dziewiczy widok wschodzącego słońca nad mazurskim jeziorem. Z papierochem, słuchając śpiewu ptaków, rozpływam się. O Jezusie kochany – jaka jestem romantyczna i sentymentalna.

31 marca
- Iga, czas najwyższy spać. - M. próbuje być stanowczy i położyć dziecko spać.
- Wiesz, co człowieku, nawet jedynemu dziecku, bajki na dobranoc nie przeczytasz?
Nawet największy twardziel uległby takiej namowie
M. sięga po książkę i zaczyna się dobra zabawa. M. czyta, dziecko skacze po łóżku.
- Iga, czy to prawda, że biłaś się dziś z Kamilem? - pyta M. najprawdopodobniej, żeby zagadać i bez krzyku położyć w pozycji horyzontalnej - Nie wypada, żeby taka mała, słodka dziewczynka biła się z chłopcami. Nie możesz porozmawiać, musisz od razu bić?
Z bijącym sercem przysłuchuję się rozmowie ojca z córką.
- Tato, czy to jest naprawdę takie ważne - mówi rozanielone dziecko, głęboko patrząc w oczy tatusia i klepiąc go z politowanie po policzki swoją małą łapką - nie zawracaj sobie tym swojej pięknej główki i czytaj, czytaj, czytaj, nie marnujmy czasu.


M. przełknął głośno i czytał, czytał, czytał...

Niedługo ciąg dalszy...

3 komentarze:

  1. Przenoś, przenoś z facebooka i to szybko, bo to istne perełki, a FB kasuje stare posty tekstowe. Dobrze, że co ważniejsze zdążyłam przenieść (początkowo pisałam tylko na FB, ale poradzono mi założyć bloga), bo już są historią, znikły z FP.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo widzisz, dobrze wiedzieć, czyli rychło w porę to zrobiłam, szczerze, powiem, że nie miałam pojęcia i zastanawiałam się, co zrobiło z jednym tekstem, a myślałam, że sama skasowałam :)

      Usuń
    2. Też o tym nie wiedziałam, ach widać, że nie ogarniam tych internetów :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...