19 grudnia 2014

Choinko zostań wśród nas...

kadr z filmy "Grinch: świąt nie będzie"

Na temat fenomenu Internetu powstały już pewnie miliony publikacji, wypowiedzieli się zapewne wszyscy, którzy są tematem zainteresowanie. Stwierdziłam, że dodam jeszcze i ja, swoje pięć groszy.


Ostatnio odkryłam pewną zależność w komunikacji internetowej. Mianowicie w Internecie można wypowiadać się w dwojaki sposób albo anonimowo, czyli pod „pseudonimem, albo ujawniając swoje dane. <Błyskiem inteligencji nie powaliłam w tym sformułowaniu, raczej zabrzmiałam, jak żywcem wyjęty fragment z referatu wzorowej gimnazjalistki, ale najważniejsze są intencje ;)>

W momencie, gdy jesteśmy anonimowi, bez skrupułów i zahamowań możemy wylewać wszelkie żale, wiadra pomyj czy hejtów. Och, jak wówczas można sobie ulżyć, pofolgować do woli. Wiadro pomyj, to za mało, niech będzie od razu pełna beczka, dobić jeszcze można nogą, a najlepiej dwiema.

Ponad połowa konwersacji prowadzonych w Internecie anonimowo, jak wynika z badań specjalistów, którzy zastrzegają sobie to, że przebadali jedynie nieznaczny obszar i zasób wypowiedzi internetowych, jest w zasadzie obraźliwa, część zawiera wyzwiska, inna słowa popularnie uznane za obraźliwe, czy wulgaryzmy. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy przestajemy być anonimowi, a komentujemy coś, szczególnie u znajomych, z konta, na którym podajemy prawdziwe dane lub te, po których kojarzą nas inni, dlatego też odniosę się do sfery, w której czuję się w miarę swobodnie, czyli do blogosfery rodzicielskiej i ogólnie do fejsbuka.

Wrzucając zdjęcie swoje, dziecka, czy czegokolwiek, z czego jesteśmy dumni lub czym chcemy się pochwalić, nie zakładamy, że spotka się to z falą krytyki. Przecież moje dziecko jest takie ładne, pochwalę się nim całemu światu, wrzucę milion fotek, niech wszyscy się przekonają. Robimy to całkiem nieświadomie, bardzo często z chęci połechtania własnego ego. I tu nagle pojawia się pierwszy, drugi, kolejny negatywny komentarz (pamiętajcie, podobno fb ma w planach wprowadzenie przycisku DON’T LIKE). Najczęściej od słowa do słowa, zaczynają się znane zapewne nam wszystkim, pyskówki, czy przepychanki, w stylu: „spójrz na siebie, pasztecie” itp., większość w podobnym stylu. Nakręcamy się my, nakręcamy ogólną karuzelę nienawiści i agresji. I jedyne co pozostaje, to niesmak.

Uogólniam, oczywiście. Ponieważ mam wrażenie, że po macoszemu traktowana jest strefa pomiędzy, bo albo nienawidzimy i krytykujemy, albo jesteśmy zachwyceni. Ja też bardzo często wpadam w tę drugą pułapkę i wydaję się aż nadto rozentuzjazmowana.

Od pewnego czasu, szczególnie teraz, gdy o wiele aktywniej korzystam z FB, mam wrażenie, że jest pewna niepisana zasada podczas komentowania zdjęć czy postów znajomych. Wówczas jesteśmy aż nadto uprzejmi, mili, przyjacielscy, powiedziałabym nawet, że niektórzy wykazują się wyjątkowym lizusostwem. Wszystko jest piękne, cudowne, zachwycające. Wstawiamy mnóstwo uśmiechniętych buziek, serduszek czy całusków. Nie rozumiem tylko po co? Oczywiście wszyscy zapewne znają typy fejsbukowiczów, np. podglądaczy, którzy wciskają tylko LIKE, popularnych, którzy mają tysiące znajomych, mamuśki, wrzucające codziennie po kilkadziesiąt zdjęć swoich dzieci. Dlatego też zrobiłam czystki na swoim prywatnym profilu, bo nie lubię, zarówno w realu, jak i w świecie wirtualnym sztuczności, lukru i dupowłazów.

Dlaczego zdecydowałam się na taki tekst tuż przed świętami? Powinnam być szczęśliwa, radosna i przepełniona świątecznym nastrojem. Ale nie potrafię.

Weszłam, jakiś czas temu, w słowną, fejsbukową potyczkę z właścicielką ładnej, nota bene, choinki. Wyraziłam jedynie swoje zdanie, że nie podoba mi się ten, coraz bardziej popularny zwyczaj, stawiania choinek w okolicach pierwszego grudnia. Posunęłam się nawet do tego, że nazwałam to komercją. Bo skoro to choinka jest symbolem świąt i oczekiwania, to według mnie jest to komercja w czystej postaci. Dajemy się ponieść fali coca-colowej ciężarówki i Kevina, który zostaje sam w domu. Coraz bardziej uświadamiam sobie, że zostałam wychowana na społecznej pustyni, ponieważ nie rozumiem tego „oczekiwania”, które przybliżają nam sklepowe wystawy, ogólny szał prezentów czy pięknie, wręcz designersko, ubrane choinki.  

Dla mnie czasem oczekiwania w dzieciństwie były roraty, kalendarz adwentowy, z którego codziennie, skrupulatnie mogłam zjeść jedną czekoladkę, wieniec adwentowy, który stał na honorowym miejscu. Pomoc mamie w kuchni, karp pływający w wannie. Zapachy, które roznosiły się po całym domu, dzień przed Wigilią.

W takim też klimacie były moje tegoroczne Jasełka, które przygotowałam z uczniami. Święta, to nie tylko dobra materialne, kasa i supergadżety – grzmiał ze sceny Mikołaj który stał przed popularnym supermarketem. I tak też czuję, ale mam wrażenie, że pieprzę, jakieś dyrdymały od rzeczy, że jestem nawiedzoną wariatkę, która głosi dawno zapomniane hasła, takie, jak tradycja, zwyczaje, obrzędy. Wszystko i wszyscy utwierdzają mnie w tym, że tradycja, tradycją, ale prezenty i suto zastawione stoły, to podstawa!!!

Jednak stwierdzenie, że choinka przedłuża świąteczny nastrój zabija we mnie całą wiarę w człowieka i człowieczeństwo. Wydaje mi się być po prostu obrazoburcze. Ile można patrzeć, nawet na najpiękniejszą drzewko?? Tydzień, dwa? Zapewne w okolicach drugiego dnia świąt nie wygląda już ona tak okazale, jak na początku, przynajmniej przy dzieciach, które coś zdejmują, coś dokładają. Którą trzeba przesuwać, by odkurzyć, zmyć podłogę. Nie dałabym rady patrzeć na nią przez, zapewne, dwa miesiące. Myślę, że po miesiącu puściłabym już na nią sylwestrowego pawia!!!

I prysł mi gdzieś ten „świąteczny nastrój”. Mam nadzieję, że wspólne pieczenie pierników i ciastek, i wigilijne ubieranie choinki, a także słuchanie kolędowego koncertu w wykonaniu aktualnych celebrytów na jednej z komercyjnych stacji pozwoli mi wczuć się w chwilę i na tyle przybliży mi ten nastrój, że w końcu poczuję „magię tych świąt”.


Jaka była moja intencja w połączeniu tych dwóch tematów? Przede wszystkim chciałam wyrazić swój ból, po tym, jak jawnie, nie krytykując, bez cienia nienawiści czy nieuprzejmości, powiedziałam, że nie jestem zwolenniczką tak wczesnego wystawiania choinek. Zrobiłam to w sposób delikatny i według mnie humorystyczny, dodając do tego jedną z licznych anegdotek z moją córką w roli głównej. Jednak po jednym komentarzu spadły na mnie i moją głowę gromy: bo nie znam okoliczności, bo każdy ma swoje tradycje i priorytety. Najgorsze było to, że zostałam posądzona o ocenianie, krytykowanie i to, że przez dwa skromne zdjęcia choinki wywołałam burzę i co gorsza, że mnie one zbulwersowały. Boli mnie brak dystansu niektórych ludzi. Czy dodawanie zdjęć jest równoznaczne z ich polubieniem i przejawem wszelkiego rodzaju zachwytów nad nimi?


2 komentarze:

  1. Nie do końca wiem o co chodzi z tą aferą, aczkolwiek ja też ubieram choinkę wcześniej. Czemu? Ano, w dzieciństwie mieliśmy plastikową i ubieraliśmy ją zawsze 6 grudnia. :) Przyzwyczaiłam się tak bardzo, że mimo że teraz kupujemy "żywą" jodłę - też ubieramy ją szybciej niż przed Wigilią. W Wigilię zazwyczaj mąż jest w pracy, tydzień ma pracujący, na święta jesteśmy w rozjazdach po rodzinie - więc nie byłoby żadnego świątecznego klimatu. Wywalamy ja zaraz po Sylwestrze i nawet się z niej tak bardzo nie sypie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żadna afera :) po prostu, nawet nie pomyślałam, ale opublikowałam komentarz na fb pod zdjęciem znajomej, że nie jestem zwolenniczką choinek tak wcześnie przed świętami, dodałam do tego jeszcze anegdotkę z Igą w roli gł. jak to po którejś już wizycie w sklepie powiedziała, że jesteśmy chyba jedyną rodziną w mieście, która nie ma jeszcze choinki w domu. I się zaczęło, rzucili się na mnie, że oceniam, że nie znam okoliczności i to zmusiło mnie do przemyśleń związanych z tym po co komentujemy zdjęcia znajomych. A no po to tylko, żeby pochwalić, bo jak nie chwalimy znaczy, że krytykujemy albo oceniamy.

      Ps. a u mnie w domu choinkę ubieraliśmy zawsze 24 grudnia z rana, mama piekła ciasta a my walczyliśmy z choinką, każdy ma swoją tradycję i to właśnie lubię :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...