25 listopada 2014

Jest moc... i potencjał




Już kiedyś wspominałam, dzieci dzielą się na genialne i cudze. I od kilki dni utwierdzam się w tym coraz bardziej. Nie żebym ujmowała innym dzieciom, ale nie mogę wyjść z podziwu własnego dziecka.

Do tej pory wydawało mi się, że mam do tego zdrowy dystans, niby jarałam się tym, że mam mądre dziecko, ale starałam się podchodzić do tego zdroworozsądkowo. Ale na dzień dzisiejszy zdrowy rozsądek wkładam między bajki i delektuję się świadomością, że mam mądre dziecko. Jak mogłam w to wątpić??

Choć droga do tego wniosku wcale nie była łatwa, czy usłana różami. Bo uległam temu, przed czym tak bardzo się broniłam. Zaczęłam porównywać ją do innych dzieci. A ściślej do wizji rodziców, w których przedstawiali swoje idealne dzieci. I jakie były wnioski? Wszystkie potrafiły sylabizować, głoskować, dodawać, odejmować, zapinać guziki i wiązać sznurowadła. O czytaniu i angielskim nie wspominając. Więc darłam z tym moim biednym dzieciakiem przysłowiowe koty. Czytaj, licz, śpiewaj po angielsku. Chodźmy na zajęcia dodatkowe. A ona nic.

O matko, jakie załamanie przeżyłam, kiedy nawiedzili nas znajomi z synem, a on bach, pięknie liczy do 30, bez zająknięcia. Innym razem spotykam koleżankę, której 4-letnia córka zaczyna czytać i recytuje wiersze po niemiecku. Każde takie spotkanie wydawało mi się gwoździem do intelektualnej trumny mojego dziecka. Byłam załamana, przecież nie jest głupia, łapie w lot. Dlaczego nie chce??? Więc kserowałam, drukowałam, kupowałam wszelkiego rodzaju książki edukacyjne. Pakiety edukacyjne skierowane do odpowiedniej grupy wiekowej. Ogólnie wpadałam w paranoję. Przecież ja w jej wieku czytałam!!! Niestety, pedagogiczne aspiracje sfrustrowanej matki wzięły górę nad rozsądkiem.

A ż w końcu, któregoś pięknego dnia dałam sobie spokój. Stwierdziłam, że nic na silę. Z niewolnika… wiadomo. Wyluzowałam, poluzowałam, zeszłam z tonu. Co ma być to będzie, pomyślałam. I jakie było moje zdziwienie, kiedy Iga zaczęła sama pytać o litery, o cyfry. Sylabizowała już dawno, więc powoli, powolutku, bez żadnych pakietów edukacyjnych, tylko kartka i długopis, zaczęła pisać. A na dzień dzisiejszy już czyta!!! Nie przejdziemy obojętnie obok żadnego napisu, wszystkie przeliterowane i w miarę, oczywiście wszystko zależy od długości i stopnia trudności słowa, przeczytane. Oczywiście mamy jeszcze problem ze znakami diakrytycznymi czy dwuznakami, ale idzie nam świetnie. Dodawanie i odejmowanie w zakresie 10 mamy opanowane J

I tak, jestem dumna, rozpiera mnie duma i radość. Może komuś wyda się to takie normalne, takie oczywiste. Żaden wyczyn, przecież ma już 5 lat, za rok idzie do szkoły. Jednak matczyna duma przepełnia moje serce.


Tak, jak każdy rodzić, marzę dla swojego dziecka o świetlanej przyszłości. Jednak wiem, że nic na siłę. Choć według mnie wykształcenie jest ogromnie ważnie. I jak mi w kółko powtarzają, nie ważne kim będzie w przyszłości, byleby była szczęśliwa, to coś się we mnie buntuje. Może na siłę nie wypchnę jej na medycynę, ale chciałabym, żeby w życiu osiągnęła coś spektakularnego, w końcu ma potencjał!!!

2 komentarze:

  1. Oj, każda mama jest dumna ze swojego dziecka :D Ja na Frania też nie naciskam, nie mam jakiś paranoi na temat tego co powinien umieć a co nie. Ale problem u nas w tym, że musi być wykształconym i odpowiedzialnym dzieckiem, a później dorosłym, bo z cukrzycą niestety nie może pracować fizycznie ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda matka zachwyca się swoim dzieckiem - to naturalne. Ja idąc dalej twierdzę, że moje dziecko jest śliczne i nie mogę się na niego napatrzyć :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...