21 listopada 2014

Eksperyment dziecko



W świetle ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce w moim rodzinnym mieście, czuję się w obowiązku wyrazić swoje zdanie, swoją opinię, swoje zbulwersowanie.


Kilka dni temu, asystentka rodziny odwiedziła swoich podopiecznych. Zastała matkę karmiącą swoje pół roczne dziecko. Powiecie, dobrze, prawidłowo, po to jest asystentka, skąd to oburzenie. 
Niby sytuacja normalna, standardowa, codzienna. Może i nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że matka karmiąca dziecko miała 4 promile alkoholu!!! Tak, dobrze przeczytaliście. CZTERY!!! Badanie dziecka wykazało, że miało ono aż 0,6 promila alkoholu we krwi. 

Skandal, wiem, niedorzeczność, rozumiem. A teraz wszyscy krzyczą, że należy tej matce odebrać to dziecko, że takie suki nie powinny rodzić dzieci.

A ja Wam powiem, że powinny. Nie mamy prawa im zabronić (niestety), nie możemy im zakazać (mimo, że powinniśmy). Jednak, z takimi kobietami, już w czasie ciąży powinny być prowadzone rozmowy, na temat zrzeczenia się praw opieki do dziecka i dobrowolne przekazanie dzieci ośrodkom adopcyjnym.  I zdaję sobie z tego sprawę, że po tym, co tu napiszę polecą hejty, ogólnie mam to w dupie. Bo widzę, bo wiem, jak zachowują się młodociane, ciężarne matki, które nie chcą mieć tych nieszczęsnych dzieci.

Broń boże, nie generalizuję. Znam mnóstwo młodych dziewczyn, które naprawdę odnalazły sens w posiadaniu dziecka, zmieniły się, dorosły, dojrzały. Jednak nie wszystkie… Powiem jedno, z perspektywy pedagoga, gołym okiem widać, która młoda dziewczyna poradzi sobie po porodzie z wychowaniem dziecka, a która zostawi je po dwóch miesiącach, a sama pójdzie w tzw. „cug”.  Powiecie, skąd mogę wiedzieć, bo pracuję z podobnymi przypadkami. Bo mam je na co dzień i widzę, obserwuje i serce mi się kraje:

- Gdzie byłaś na sylwestra? – pytają koleżanki dziewczynę z klasy, mamę 4 miesięcznej córki.
- A gdzie, ja k*rwa mogłam być? Siedziałam w domu i ryczałam całą noc, bo miałam zjeba*go sylwka.

W czasie rozmów z młodymi z dziewczynami, które spodziewają się dziecka, wiele można wywnioskować. Jednak nasz katolicki kraj prowadzi dziwną politykę prorodzinną. Ochrona życia poczętego. Tylko dziwnym przypadkiem wszyscy muszą przestrzegać tej ochrony, tylko nie matki, które w czasie ciąży piją, palą, ćpają. Znam osobiście dziewczyny, które nie stroniły w czasie ciąży od używek. Jedno piwo, czy papieros nikomu nie zaszkodził. Niby tak, przecież nie ma konkretnych badań dotyczących tego, jaka dawka alkoholu czy nikotyny jest groźna.

Do czego zmierzam? Do tego, że należy zmienić podejście takich kobiet. Podejście wielu specjalistów, którzy towarzyszą im przez okres ciążę. Dziś dowiedziałam się, że są prowadzone z tymi kobietami rozmowy, ale na zasadzie motywacji dającej nadzieję, na to, że sobie poradzą. Że otrzymają pomoc w opiece nad dzieckiem. Bo Dom Samotnej Matki, bo opieka społeczna. Przecież to wszystko, to gówno, nie pomoc. Ile czasu można radzić sobie samej, mając 17 lat, dziecko, zero perspektyw na przyszłość, żadnej pomocy ze strony rodziny. Ile??? 

Dlaczego te nienarodzone dzieci skazujemy na początku ich drogi na przegraną? Dlaczego nie można zmienić kierunku rozmów, dlaczego nie można pokazać tym kobietom, jaką szansę dają swoim dzieciom, oddając je do adopcji?

Ilu z Waszych znajomych czeka na adopcję? Ilu adoptowało dziecko? Ilu bezskutecznie stara się o to wymarzone dziecko? Wiecie, co usłyszałam, na te i inne wątpliwości? Od pani psycholog? Że w Polsce instytucja surogatek jest nielegalna!!! Boże, jakie maksymalne uproszczenie!!!

Staram się powiedzieć, że dziecko to nie jest pies przygarnięty ze schroniska, czy chomik. Że dziecko to nie eksperyment. Dlaczego ufamy takim kobietom. Dlaczego wierzymy, że się zmienią? Że dziecko je zmieni? Dziecko, które płacze, absorbuje, potrzebuje finansowego zabezpieczenia w postaci pieluch, ciuchów itp.

I nie mówię tu o odbieraniu dzieci, ale o tym, by niedoszłe matki przemyślały, rozważyły wszystkie za i przeciw, by zobaczyły szanse dla swoich dzieci. Same do tego nie doją, szczególnie, że nie ma takiego przyzwolenie społecznego. Ludzie, zwłaszcza w niewielkich miastach, skazali by je na społeczną banicję, odtrącenie. Zwątpili by w to, że są prawdziwymi kobietami. Ale gdyby znalazł się ktoś, kto by je naprowadził, pokazał, poprowadził, wytłumaczył, może zrozumiałyby.

Najgorsze jest to, że nasze społeczeństwo nie jest przygotowane na taką rewolucję, że sprzeciwia się każdemu takiemu odruchowi. A mnie nie chodzi o odbieranie dzieci matkom biednym, nieletnim, czy takim, które nie mają rodzin. Mnie chodzi o to, żeby wyperswadować matkom nierokującym poprawy, takim, które nie poradzą sobie z wychowaniem, by zrzekały się praw.

Na pewno zarzucicie mi nieczułość, brak empatii czy zrozumienia. Ale to nie tak, skoro, ja zwykły nauczyciel, pedagog, potrafię po kilku rozmowach wywnioskować, że taka dziewczyna nie chce tego dziecka, że zmarnowało ono jej życie. To dlaczego nie może tego zrobić profesjonalista, przygotowany na takie ewentualności? Ile dzieci niewinnie cierpi, bite, katowane, głodzone? Tylko dlatego, że nikt nie podpowiedział, nie ukierunkował.

Im więcej o tym myślę, coraz bardzie się nakręcam!!! Sytuacje, które przekonują o słuszności tego, co napisałam, mogłabym mnożyć w nieskończoność.  Rzucanie głodną córką na łóżko ze słowami: „Zamknij mordę, głupia k*rwo!”, czy porzucenie dziecka po kilku tygodniach po porodzie, ewentualnie wyrzucenie go na śmietnisku. I wtedy wszyscy zachodzą w głowę, gdzie była opieka społeczna, sąsiedzi czy policja. A nie lepiej zapobiegać, przeciwdziałać, a nie psioczyć? I wtedy dobra jest rodzina zastępcza, pogotowie ratunkowe czy dom dziecka. Z niewyjaśnioną sytuacją prawną i ogromnymi kosztami, jakimi obciąża się państwo.

A ile dzieci pozostawionych nieodpowiedzialnym matkom cierpi w ciszy, samotności, zdane  same na sobie? Czy naprawdę tak ma wyglądać ich dzieciństwo? Czy naprawdę należy pozostawiać te dzieci matkom, bo może kiedyś się zmienią i zrozumieją? 

8 komentarzy:

  1. Wchodząc trochę w temat adopcji, to to nie jest problem tylko takich maluszków po urodzeniu - jest masa dzieci w domach dziecka, których adoptować nie można, bo rodzice mają prawa rodzicielskie. I nie mówię o tych zabranych "za biedę" tylko o tych mniejszych i większych zabranych z rodzin patologicznych. Do tego czasem zbyt rygorystyczne kontrole przed adopcją - że dziecko ma mieć swój pokój o określonej powierzchni, tak jakby w "bidulu" warunki miało lepsze, czy jakby dzieciom dzielącym pokój, wychowywanym w rodzinnej atmosferze działa się krzywda. Cały burdel okołoadopcyjny jest dla mnie większym problemem niż takie nie gotowe do swej roli młode matki, bo one potrafią się ocknąć, czasem "wpadka" pomaga im się wziąć do kupy i mam wrażenie, że wbrew pozorom lepiej radzą sobie z nieplanowanym macierzyństwem właśnie te młódki imprezujące, a nie te "o boże, a co z moją karierą!?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego te starsze dzieci są w domu dziecka?? Bo ta sytuacja nie została rozwiązana prawidłowo na początku. I te matki, które się "ogarną" po porodzie, to nie tak, że biorą w swoje ręce dziecko i nagle zachodzi w nich totalna zmiana i postanawiają diametralnie zmienić swoje życie, to nie amerykański film, te kobiety te zmiany pokazują już w czasie ciąży, wtedy tak naprawdę się zmieniają i pragną lepszego życia dla swojego dziecka u boku matki. A nawet te które nie bardzo w to wierzą mają matki, babki, które im pomagają.
      Pamiętam sytuację, gdy 16-17-letni chłopiec podszedł do mnie i zapytał mnie, dlaczego nikt go nie chce, ojciec, dom dziecka, żadna rodzina zastępcza (nie oszukujmy się, aniołem nie był i był za "stary" na dom dziecka), a matka, jak tylko dostawała groźbę z opieki społecznej że zabiorą jej to dziecko, trzeźwiała, ogarniała się na dwa trzy miesiące, sytuacja uspokajała się, a ona dalej piła i imprezowała. jak wcześniej. I tak przez lata, więc chłopak wychował się sam, czuł się odrzucony, zaniedbany, przez wszystkich odpychany. A to wszystko odreagowywał w złym zachowaniu.
      Więc gdyby tylko ktoś w miarę wcześniej zainterweniował, porozmawiał, może chłopak nie byłby taki zdeprawowany. I wcale prawdą nie jest, że nie ważne jaka matka, nawet najgorsza, ale matka jest najlepsza do opieki. Nienawidzę tego sformułowania

      Usuń
  2. Podzielam Twoje zdanie w kwestii przedstawienia takim matkom opcji z adopcją oraz w tej, że w Polsce nie jesteśmy na coś takiego gotowi. Niestety wszyscy skupiają się na ochronie życia poczętego, a jak już się dziecko urodzi to nie ma pana do pomocy, kogoś kto by się zainteresował. I to mnie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, brakuje tej pomocy i odpowiedzialności, wszyscy umywają ręce, do czasu aż dojdzie do tragedii, tylko dlaczego nikt im nie zapobiega?

      Usuń
  3. Przeraża mnie to wszystko i zgadzam się z tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też przeraża, szczególnie, że jest to temat, który omijany jest szerokim łukiem

      Usuń
  4. Takiej matce powinno odebrać się prawa do dziecka...

    PS: Dziecko miało 0,06, a nie 0,6 , a to duuuuuuża różnica ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że strzeliłam byka, miałam poprawić, ale wyleciało mi zupełnie z głowy, biję się w pierś!!!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...