21 października 2014

Wariat ze skalpelem, „Bogowie” reż. Łukasz Palkowski




Niby-recenzja, niby-filmoznawcy. Szczerze muszę się przyznać, że z wykształcenia jestem również filmoznawcą, co oczywiście nie oznacza, że jestem specjalistą w tej dziedzinie. Wypadłam z obiegu. Przez pierwszy rok życia mojego dziecka oglądałam tylko i wyłącznie seriale. Wszystkie, jak leci. Telewizyjne tasiemce nie miały przede mną żadnych tajemnic. Później pozbyliśmy się z domu telewizora. I wcale nie ciągnęło mnie, by wrócić. Do niedawna. Obserwuję od jakiegoś czasu dobrą passę polskiej kinematografii i czuję się w obowiązku powiedzieć Wam o tym.


Film „Bogowie” w reż. Łukasza Palkowskiego okrzyknięto najgłośniejszym filmem ostatnich dni. Nie będę oryginalna, jeśli przyłączę się do tych peanów zachwytów. Jednak drażnią mnie te wszystkie: najlepszy film, życiowa rola itp., ale cóż, reklama dźwignią handlu, a wszelkie słownictwo nacechowane emocjonalnie i wskazujące na wielkość, jak najbardziej wskazane. Ale dane mówią same za siebie:

Film w reżyserii Łukasza Palkowskiego zdobył najbardziej prestiżową nagrodę filmową w Polsce - Złote Lwy. Obraz został nagrodzony także w kategorii najlepszy scenariusz (autorstwa Krzysztofa Raka), najlepsza scenografia (za którą odpowiedzialny był Wojciech Żogała). Tomasz Kot, który wcielił się w postać Zbigniewa Religi, został wyróżniony w kategorii najlepsza rola męska. Nagrody odebrały także Aneta Brzozowska i Monika Jan-Łechtańska, które były odpowiedzialne za charakteryzację. Film zdobył najwięcej najważniejszych nagród w czasie trwania całego Festiwalu Filmowego w Gdyni. Film Palkowskiego (wcześniej nakręcił m.in. "Rezerwat") zdobył także m.in. Nagrodę Dziennikarzy i Złotego Klakiera Radia Gdańska dla najdłużej oklaskiwanego obrazu (owacje na stojąco trały ponad 6 minut).

Do tej pory film w kinach obejrzało ponad pół miliona widzów. Premiera odbyła się 10 października, więc wynik rewelacyjny, jak na polską kinematografię.



Boska rola Kota – John Wayne polskiej kinematografii
Powiedzieć, że Tomasz Kot był genialny, to już lepiej nic nie mówić, bo brzmi to, jak oblatany frazes. Udowodnił swoją wielkość (nie tylko fizyczną), ale wielkość warsztatu aktorskiego. Powalił mnie na kolana. Autentycznie!!! Według mnie, jedyną skazą na jego aktorskim życiorysie, która ciągnie się za nim okropnym smrodem, jest rola w serialu, obok Agnieszki Dygant. Chociaż i tak był lepszy niż Bogusław Linda w domowym fartuszku, naturalny, jak drzewo w lesie.

źródło: culture.pl

No, ale Kota nikomu nie trzeba przedstawiać, zachwalać, czy polecać, to marka sama w sobie. Wraca do gry po kilku mniej lub bardziej udanych filmach, po kinie komercyjnym, wraca w końcu do korzeni, do kina, w którym czuje się najlepiej. Według Tadeusza Sobolewskiego, Kot zrobił fenomenalną robotę. Dzięki niemu możemy uwierzyć, że można wcielić się, że można uczynić wiarygodną każdą postać znaną z naszej historii. Takie zabiegi zdarzają się w polskim kina naprawdę nieczęsto. Jednak Tomaszowi Kotu (no niestety, tak brzmi celownik od słowa kot, więc od Kot, będzie Kotowi?), udało się to dwa razy, po raz pierwszy grając Ryśka Riedla, po drugie teraz. I to jest właśnie fenomen dobrego aktora. Przy okazji wspomnę jeszcze o Więckiewiczu vel Wałęsa, czy Adamczyku, jako Janie Pawele II.

I wcale mnie to nie dziwi, że aktor zmagał się z ogromną presją, jak sam mówi, spodziewał się „hejtów”, które oczywiście się pojawiły. Co jest typowo polskie ("nic tak nie cieszy, jak krzywda bliźniego"), ale Polak Polakowi nawet klęski zazdrości (słowa profesora Molla, po pierwszym nieudanym przeszczepie). Presja, bo przecież Religa, to jeden z najbardziej znanych polskich kardiochirurgów, cieszący się za życia ogromną sławą. Pionier, wizjoner, który wyprzedził swoje czasy.

źródło: culture.pl

Ogromną zasługą twórców dzieła jest to, że profesor nie jest ukazany, jako nieomylny heros – na co mógłby wskazywać tytuł. Film pozbawiony jest tej podniosłej wymowy, sakralnego charakteru i pomnikowej bibliografii, rodem ze średniowiecznych hagiografii. Jest to film o człowieku z ogromną pasją, który się myli, upada, ale wstaje. Silniejszy, mocniejszy. O człowieku, który przeżywa chwile słabości, który dla dobra sprawy potrafi poświęcić swoje ideały. „Do partii? Po moim trupie!” – grzmi z ekranu. Po czym ze spuszczoną głową udaje się do przewodniczącego, bo wie, że tylko w taki sposób zyska potrzebne klinice pieniądze. Patrząc na determinację, siłę woli, widz automatycznie wybacza takie błędy. Sorry, ale taka była rzeczywistość.

Jedną rzecz należy podkreślić, Tomasz Kot nie wcielił się w postać Zbigniewa Religii, on jest Religą. Lekko przygarbionym, z delikatnym półuśmiechem na twarzy i nieodzownym elementem, papierosem.

Swoją drogą, jechałam ostatnio taksówką (co nie jest niczym szczególnym) i taksówkarz stwierdził, że mu się film nie podobał, nawet bardzo, bo za dużo w nim przeklinali, pili i „ciągle ten papieros, mogli sobie darować” – słyszę. „Ależ proszę pana, Religa palił non stop, przecież zmarł, ponieważ wykryto u niego złośliwego raka płuc, do końca nie rzucił palenia i sam przyznawał, że nadużywał alkoholu w latach ’80-tych”. „Ale wie pani, depczą w ten sposób jego dobre imię.”

Jednak, jak sami współpracownicy podkreślają, Religa nie cieszył się za życia taką sympatią, zwłaszcza przez pierwsze lata pracy i to nie tylko te trzy, pokazane w filmie. Wrócił z Ameryki i zaczął działać, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Nie ważne, że stan wojenny, że ZOMO, że żyje w martwej dekadzie lat osiemdziesiątych. Działał i walczył, przede wszystkim z inercją przełożonych, czy władz, które czuły się przez niego szantażowane, ponieważ w telewizyjnych wystąpieniach wymuszał na nich wiele rozwiązań. Religa ciągle zmagał się z tzw. polskim piekiełkiem.

Oddajcie bogom, co boskie – kilka słów o tytule
Największym przeciwnikiem tego tytułu była żona profesora, dr Anna Wajszczuk-Religa. Jednak przystała na ten tytuł, po długich, jak sama wspomina, namowach producentów. Podstawowym zarzutem żony profesora było to, że ten tytuł zbyt mocna wskazuje, narzuca rolę ludziom, którzy tak naprawdę nic z bogami nie mają wspólnego, jednak z drugiej strony ratują ludzkie życie – i to, jak się okazało, stało się solidnym argumentem przemawiającym ZA tytułem „Bogowie”.

źródło: www.filmweb.pl

Tadeusz Sobolewski, jeden z najpopularniejszych krytyków filmowych, twierdzi, że tytuł, jest ciekawą wykładnia, mówi o podwójnym znaczeniu religijności, która jest czymś w jednym wydaniu konserwatywnym, hamującym, w drugim, Zbigniewa Religii – nota bene ateisty, czymś postępowym. To on umie, jak jego starszy kolega, a zarazem jeden z przywódców powstania w getcie, Marek Edelma, zdążyć przed Bogiem.

Film jest z gatunku tych, które widzowie kochają. Wartka akcja, sporo humoru, wyrazisty bohater, a w tle siermiężna Polska lat 80. Udało się wiele rzeczy. Po pierwsze nie jest to film tylko i wyłącznie biograficzny, twórcom sprawnie udało się połączyć go z filmem fabularnym, pewnego rodzaju opowieścią epicką. Cały film zrobiony jest na najwyższym poziomie. Wszystko jest w nim wiarygodne, prawdziwe, dalekie od fikcji czy koloryzowania. Swoim filmem, Łukasz Palkowski, wyznacza dobry rytm polskiego kina.


A teraz apel. Wiecie zapewne z jakim problemami boryka się współczesna transplantologia? Znikoma wiedza na temat przeszczepów i ciągle brakująca liczba dawców. 

Moi Drodzy, to nic trudnego, zarejestrować się w bazie dawców, wystarczy w wypełnić oświadczenie i formularz. Następnie wydrukować oświadczenia, włożyć do portfela i poinformować bliskich o swojej decyzji. I to wszystko. Zajmie to zaledwie chwilę.Wiem, bo sama się zarejestrowałam.



Połączmy siły i zróbmy coś dla innych!!! Pamiętaj, nie zabieraj swoich narządów do nieba!!!



2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...