18 października 2014

Ta głupia samodzielność...




Samodzielność naszych dzieci wcale nie jest taka fajna, jak wszyscy dookoła opowiadają. Niby cieszymy się, że dziecko już tak dużo potrafi, że tyle wie, że samo potrafi się sobą zająć. A z drugiej strony, patrzymy na to wszystko z przerażeniem, że coraz lepiej sobie radzi. Samo!!!


„Przecież już mnie nie potrzebuje, czuję się taka odizolowana i zepchnięta na boczny tor”.



A przecież samodzielność to naturalna kolej rzeczy!!! Lubię patrzeć, jak takie małe, nieporadne zapina guziki i mimo, że nie mam czasu, a w przedszkolnej szatni jest 127 stopni, a ja jestem zlana potem (zimnym i gorącym na zmianę, bo przecież spieszę się) patrzę, nie wyręczam. Jeśli nie potrafi wiązać sznurowadeł, nie kupuję jej wiązanych butów, po co zbędne frustracje, nauczy się z czasem. Albo ja ją nauczę, nie zapewne będzie to M., który lepiej sobie radzi w takich sytuacjach i ma więcej cierpliwości.  



Wspieranie jest najważniejsze. Wspieranie, nie blokowanie. „Zostaw, jesteś za mały, nie dasz rady” – słowa, które działają na mnie, jak na przysłowiowego byka. Co dzieje się w głowie takiego małego człowieka, który regularnie słyszy podobne kwestie? „Jestem za głupi, za mało kreatywny, nie mam takich fantastycznych pomysłów, jak X, nie podołam temu zadaniu…” i milion podobnych. 



Rodzą się frustracje, załamania i brak wiary we własne możliwości. Tak naprawdę rodzice bardzo często zatrzymują rozwój dziecka na pewnym etapie. Wygoda, poczucie zapewnienia bezpieczeństwa, chora miłość? „Skoro potrafi chodzić, mówić, jeść, resztę zrobię za niego sama, będzie i szybciej, i łatwiej”. A myślenie? „Jakie myślenie, przecież to dziecko ma dopiero 5 lat, co powiesz, tak zrobi!!! Jeśli nie, powołaj się na swój niezaprzeczalny autorytet!!!" 



Samodzielne dziecko będzie sobie lepiej radziło w przyszłości - będzie odpowiedzialne, będzie potrafiło podejmować własne decyzje i bronić swoich racji. Samodzielność wpływa pozytywnie także na samoocenę dziecka. Przekłada się to na pewność siebie i poczucie niezależności. Niby wszyscy to wiemy, ale czy pozwalamy na to naszym dzieciom? 



Patrząc na moje dziecko, cieszę się ogromnie, potwornie, wręcz wylewnie, że jest takie samodzielne. Oczywiście, jak na swoje 5 lat. Ale jest dzieckiem, małym człowiekiem, który potrafi odnaleźć się praktycznie w każdej sytuacji, w każdym towarzystwie. Nie mam obawy, że w przedszkolu, czy innym miejscu moje dziecko nie poradzi sobie, że zostanie stłamszone. Każę jej głośno mówić o swoich potrzebach i pragnieniach. Nazywać uczucia i emocje po imieniu. Razem uczymy się sobie z nimi radzić, bo to jest też mój problem, więc idzie za tym obopólna korzyść.  



Możecie zarzucić mi wszystko, że jestem egoistką, że uwielbiam spędzać czas sama ze sobą, że nie dbam o moje dziecko. Ale ja pozwalam mojemu dziecku (jak wyżej wspomniałam, 5-cio letniemu) chodzić samej do sklepu i nawet samej płacić. Pozwalam jej samej bawić się przed domem, chodzić do sąsiadów, dwie ulice dalej. Ale poprzez takie właśnie sytuacje, świadomie wspieram rozwój mojego dziecka. Do życia w społeczeństwie. Nie chucham, nie dmucham, nie pieszczę, nie jestem nadopiekuńcza (jak ostatnio wyczytałam, nadopiekuńczość, to pewnego rodzaju przemoc, tyle, że z dorobioną ideologią – dobre, co?). Chyba zapomniałam nałożyć na nią szklany klosz ostrożności. 



Daję jej poczucie świadomość tego, że sama może podejmować decyzje, jednak zawsze może na mnie liczyć. Tak, wiem, zabrzmiało górnolotnie. I jak totalny banał.  Ale są to decyzje na miarę pięciolatki. Czyli, na co wyda te swoje 2 złote, ukryte w kieszeni, przy okazji wizyty w warzywniaku. Które rajstopy włoży. Czy na kolację woli kanapkę czy serek? Nie są to poważne decyzje, które wpływają w znaczący sposób na jej życie. Ale dla niej są ważne, pokazują dziecku, że traktuję ją, jak człowieka. Chciałabym, aby w przyszłości była człowiekiem świadomym swojej wartości, śmiało podejmującym decyzje, znającym konsekwencje podjętych decyzji. 



Nie oszukuję jej, nie mówię, że świat jest piękny i cudowny, mówię jej, że na świecie jest zło, są czynniki, które niszczą nasze marzenia. Ale to są rzeczy, które nas wzmacniają, dają nam siłę. Pragnę uświadomić jej, że świat jest piękny wtedy, gdy my sobie go takim uczynimy, gdy oswoimy to nasze życie i sprawimy, by żyło nam się lepiej. Wiem, wiem, brzmi jak domorosła psychologia, śmiechu warta.



- Mamo, a kto to jest samobójca? – zapytała mnie ostatni Iga.
- To jest taka osoba, która sama sobie odebrała życie.
- Jak to odebrała sobie życie?
- Iga, taka osoba, która zabiła się, czyli postanowiła, że już nie chce dłużej żyć.
- Ale dlaczego, mamo? – totalne zainteresowanie.
- Bo nie było mu tu dobrze, bo nie podobało mu się jego życie.
- Wiesz, ja bym tego nigdy nie zrobiła. Kocham moją Polskę.
Mogłam przemilczeć, mogłam spławić, mogłam wymyślić, coś mniej drastycznego. Ale po co? I tak dostanie od życia po dupie i to nie raz, więc po co miałabym kłamać? Jedno z wielu rzeczy, na których mi zależy, wychowując dziecko, to przede wszystkim samodzielne myślenie. 

Czasami myślę sobie, że traktuję ją, jak osobę dorosłą. Zbyt samodzielną, a przecież to urocza, mała i przesłodka blondyneczka :)

2 komentarze:

  1. Też z jednej strony żałuję ,że mój syn jest już taki samodzielny, ale z drugiej pierś wypełnia duma, że dobrze sobie radzi. A co do samobójcy, a raczej nie oszukiwania swojego dziecka, to zgadzam się z Tobą całkowicie.
    Zdjęcia świetne!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Iga od początku jest bardzo samodzielna, prawie w ogólne nie absorbuje, czasami mam nawet wrażenie, że ją zaniedbuję, bo cichutko sama ze sobą się bawi :) ogólnie nie lubię niesamodzielnych dzieci, takich wiecznie do nogi mamy przyklejonych

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...