27 października 2014

Kobiety rulezzzz



Gdzie w Ełku można spotkać się z mamą, koleżanką, siostrą czy sąsiadką i miło spędzić czas? Gdzie bez obawy można poplotkować, zażyć odpowiedniej dawki kultury i dobrze się bawić? Gdzie można porozmawiać ze stylistą czy makijażystką? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w Planet Cinema!!! Zaskoczone?


Planeta Kobiet, czyli cykliczna impreza przygotowana przez Planet Cinema i Kobiecy Ełk. Co miesięczne, piątkowe spotkanie skierowane są przede wszystkim do kobiet, które po całym tygodniu pracy zasługują na chwilę odpoczynku, relaksu i odprężenia.


Przed seansem można było porozmawiać z Kasią z Tuż przy uchu, która pomagała w doborze kosmetyków i robiła, jak zwykle, boskie makijaże. Dziewczyny z Zakładu Doskonalenia Zawodowego zajęły się fryzurami i stylizacjami. Było naprawdę kobieco.
źródło: kobiecyelk,pl, fot. Darek Gajko
Nie zawiódł też wybór filmu, ponieważ kino kobiece, to nie tylko romantyczne komedie zakończone happy endem, czy łzawe melodramaty. Ale przede wszystkim kino poruszające tematy tabu, temat wielkiej, niespełnionej miłości w obliczu geniuszu.

Mimo, że nie wystawię laurki twórcom działa, podobał mi się wybór filmu. Ponieważ nie był to film obojętny, o czym świadczą widzowie opuszczający salę podczas projekcji.


Film Yves Saint Laurent, w reż. Jalila Lesperta, chyba wstrząsnął ełcką publicznością. Wraz z rozwojem fabuły (bo trudno tu mówić o akcji), kinową salę opuszczały grupki, podejrzewam, że zniesmaczonych widzów. Bo jaki był inny powód? Może taki, że reżyser zbyt wiele uwagi poświęcił życiowym perypetiom jednego z największych projektantów, a zbyt mało miejsca zajęło mu wyjaśnienie geniuszu, jakim był Yves. Mamy tu trudną miłość, całe morze kochanków, zdrady i przydrożny seks. Niestety, reżyser tylko przez chwile pokazuje nam Yves Saint Laurenta, jako projektanta, większość ekranowego czasu zajmuje pokazanie etapów przez jakie przechodzi miłości Laurenta i jego życiowego i biznesowego partnera, Pierre’a Berge.

Brakowało mi w tym filmie jednego, człowieka, który dał kobietom siłę, otworzył przed nami nowe horyzonty mody, pokazał, czym jest siła mody. Uczynił je uwodzicielskimi. Reżyser skupił się na tym, by pokazać publiczny wizerunek Laurenta, poprzez nieudane romanse czy „przećpane” noce. Szczerze powiem, że film okazał się bardzo oczywisty i przede wszystkim bardzo komercyjny. Narzuca, nie pokazuje, nie otwiera, ale narzuca konkretny sposób myślenia. Gdy bohater chce się upodlić, wciąga krechę koki i idzie do klubu gejowskiego. Oczywiste, aż nadto.

Aczkolwiek piękny jest Paryż oczami Lesperta. Paryż, który padł do stóp młodemu Laurent’owi. W pięknym kostiumie ukryto, niestety, przewidywalną historię miłości dwojga bohaterów, która okazała się mdłą opowieścią przyprawiona szczyptą pruderii.


Jedno ratuje ten film, odtwórca głównej roli, Pierre Niney. Aktor prawie bezbłędnie naśladuje projektanta - jego sposób mówienia, gesty i mimikę twarzy. Iluzja wydaje się być prawie doskonała. Brakuje jedynie historii.


Brak fabularnego ryzyka ze strony Lespert'a w ostatecznym rozrachunku sprawia, że „Yves Saint Laurent”, choć miał potencjał by stać się porywającym dramatem o wielkiej ikonie, praktycznie ani przez chwilę nie wykracza poza obszar solidnej filmowej biografii, którą ogląda się z ciekawością, ale bez większych emocji.

2 komentarze:

  1. Idealne podsumowanie :) W moim odczuciu bardzo smutny film...kontrowersyjny fakt, ale zabrakło mi właśnie tego przekonania o geniuszu YSL bo przeciaż był...no i tyle to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się też podoba, wzruszał, szokował i zadziwiał, ale brakowało mu tego czegoś, dobry film, ale oparty raczej na zasadzie zszokowania, ale przynajmniej towarzystwo miałyśmy najlepsze :) i żałuję, że nie byłam z Wami wczoraj :(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...