20 października 2014

B jak bunt




Jeśli chodzi o bunt to zaprawiona jestem w boju niczym dzielny wojak Szwejk w czeskich gatunkach piwa.

Moje własne dziecko przeszło każdy z możliwych, wymienianych w fachowej literaturze, buntów. Najpierw był ten na pierwsze urodziny. 



Dziecko oderwane od matczynego cycka, uświadamia sobie podobno własną odrębność i zaczyna bunt na pokładzie. Nic to, że moje dziecko oderwane było od tego cycka jakieś 10 miesięcy wcześniej. Jest napisane bunt – więc Iga się buntuje. A z racji, że rozwijała się nad zwyczaj książkowo, nie mogło zabraknąć protestów okrzyczanych przez specjalistów. 



I tu matka upada po raz pierwszy. (Wybaczcie te sakralne porównania) 

Podniosłam się sama, nie wydawało mi się konieczne proszenie o pomoc kogokolwiek. Dam radę, przecież, to małe coś latające pomiędzy nogami, raczkujące jeszcze, nie podporządkuje mnie sobie. Ja się nie dam, „twardym trzeba być, nie miętkim” – twierdził gangster Siara. I byłam twarda, jak skała prawie, a że o tę skałę niejeden okręt się rozbił, więc jakoś z tego wybrnęłam. A dumna byłam z siebie, jak cholera. Tak trzymaj! – powtarzałam.



Drugi rok życia mojego uroczego, blond szkraba mijał w ciszy i spokoju, w równowadze i harmonii. Taka cisza przed burzą i nagle bach!!! Jak grom z jasnego nieba, dziecko ma napady histerii, frustracji, paniki i agresji!!! 



Upadam po raz drugi. 

Co mam robić, jak pomóc, sobie i jej, przede wszystkim. Wówczas zrobiłam największy błąd, jakiego może dopuścić się młoda matka, przeszukałam największą skarbnicę najmądrzejszych wiadomości, Internet. Który jest, nota bene, fantastyczny, od razu postawił diagnozę dziecku: napady frustracji i agresji, początki depresji maniakalno-depresyjnej. Zalecana: teoria behawioralna. 



Matko kochana, złapałam się za głowę, i tu Was zaskoczę, bo nie pomyślałam, co za głupoty wypisują, tylko gdzie ja znajdę behawiorystę specjalizującego się w napadach złości dwulatków? Całe szczęście, że moje dziecko dysponuje jeszcze ojcem, który ściągnął mnie na ziemię, wylał kubeł zimnej wody. Ja się uspokoiłam i dziwnym trafem Idze również przeszło.




Myślałam, że najgorsze jest za nami. O jakże się myliłam!!! Jeszcze nieświadoma, tego, co niesie ze sobą kolejny rok, szykowałam córce trzecie urodziny. I myślę, że te trzecie urodziny, to jak na razie apogeum, gdy Iga wbiła w podłogę, gości śpiewających jej urodzinowe sto lat, samym spojrzeniem i wypowiedzeniem króciutkiego, dyktatorskiego NIE. Wszyscy, jak jeden, zamilkli. 



Upadam po raz trzeci.

Jednak tym razem nie wstydziłam się poprosić o pomoc. Nie szukałam jej w Internecie ani w durnych poradnikach. Poszłam do mamy, siostry, ciotek, koleżanek, bo to kobiety doświadczone w boju, są najlepszą skarbnicą wiedzy. A jak będzie z buntem? Na pewno kolorowo i wiem, że to dopiero początek. 



4 komentarze:

  1. Internet to zło !!!! :) Mój syn też nie cierpiał gdy śpiewano mu 100 lat!

    OdpowiedzUsuń
  2. Internet i szukanie w nim diagnoz, recept i takich tam, to jest coś strasznego :) a Iga do tej pory ma sytuacje, w których reaguje, tak, że włosy mi się jeżą

    OdpowiedzUsuń
  3. moje córy też miały okropne bunty, na chwilę obecną wszystkie zostały opanowane do granic przyzwoitości, ale nie stłamszone w pełni. Dziecko musi mieć też charakterek, więc pozostawiłam im trochę tego buntu. A najgorsze i tak przed nami, wiek dojrzewania daje wszystkim rodzicom w kośc, szczególnie rodzicom dziewczynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w zupełności, warto panować, ale nie stłamsić. Ja okresu dojrzewania boję się, jak diabli. Sama przeszłam go dosyć burzliwie, mąż też, mam nadzieję, że nie jest to regułą i nie zostało przekazane w genach :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...