29 października 2014

A może nie ten PESEL?



Od jakiegoś czasu dochodzę do wniosku, że bycie matką, żoną, panią domu (mniej lub bardziej perfekcyjną czy atrakcyjną) ogranicza się do jednego. Wiecznego krzątania się. 


Na zasadzie przynieś, podaj pozamiataj. I nawet, jak nauczyłam tę swoją niesforną rodzinę odkładania rzeczy na miejsce, odstawiania mleka do lodówki czy wyciągania talerzy ze zmywarki. To i tak się krzątam. A to blat brudny, a to pranie trzeba wstawić/wywiesić. Odkurzyć też by się przydało i łazienka brudna. Może pościel zmienię albo lodówkę umyję. I tak łażę dzień cały. Jak na etacie, tyle że bez wolnych weekendów, przerw na lunch, wynagrodzenia i świadczeń socjalnych. Nie jest tajemnicą, że nie lubię ani sprzątać, ani się krzątać. Przyprawia mnie to najzwyczajniej w świecie o ból głowy.

Oczywiście, nie myślcie sobie, że moje życie skupia się tylko na domowych obowiązkach. Pfff… nic bardziej mylnego. Lubię po powrocie z pracy zjeść ciepły obiad w czystym domu. I tu pojawiają się schody, bo żeby to mieć muszę się przez jakiś czas pokrzątać, czyli posprzątać (od dawien dawna obiecuję sobie, że ogarnę wieczorem, jak na razie kończy się tylko na planach) i zrobić ten przeklęty obiad.

I nawet, jak już położę się z tą ulubioną książką, wyciągnę nogi, to i tak mam poczucie, że coś jeszcze powinnam zrobić. Nie lubię tego uczucia. Nawet bardzo.

Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ja cały czas nie mogę przyjąć do wiadomości, że już nie mam tych 25 lat i że jest ktoś, kto na mnie mówi MAMO i patrzy na mnie, jak na największy autorytet (największy, gabarytowo, autorytet, do czasu). I te zmarszczki, na pewno mam brudne lustro!!! To nic że moja mama ma taką samą. Ale ja?? Starcze plamy na rękach?? Całe szczęście, że nie jeżdżę autobusami, bo jeszcze ktoś wpadłby na pomysł, aby ustąpić mi miejsce! Cholera, a kiedyś myślałam że ludzie w moim wieku, to już przeżytek.


Wracając do krzątania. Znam kobiety, które najprawdopodobniej to uwielbiają. Kobiety z pokolenia naszych mam. Zawsze idealnie czysty dom, zawsze ciepły obiad, niekoniecznie ciasto. Ale przy święcie jest. I całe morze cierpliwości. A ja wiecznie zmęczona, zero pomysłów na obiad i totalna niechęć do sprzątania. Leń jestem i tyle. Tylko ciii.. nie mówcie M., bo będzie to potwierdzenie jego słów J

5 komentarzy:

  1. Nominowanie do Liebster Blog Award za świetną robotę. Szczegóły u mnie. Dobrej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh... skąd ja to znam. A uczucia, że coś może powinnam zrobić po prostu nienawidzę. Ale i tak zawsze odrywam się od książki i idę zmywarkę opróżnić czy podłogę umyć. Ot życie. Teraz może lepiej pójdę już spać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może to jest jakiś kobiecy gen, to że nie potrafimy usiedzieć w miejscu, ja mam jeszcze w głowie głos mamy, która wiecznie mi powtarzała, że musi być czysto i takie tam... :)

      Usuń
  3. Znam to, znam to. A najgorsze to nauczyć tych leniów wokół siebie, że do Ciebie należy każdy domowy obowiązek. Moim problemem w dodatku jest to, że jak jest brudno to mnie szlag trafia. Mój mąż mówi, że ja tylko chodzę i używam jednego słowa: "syf". No i narzeka, ale odkurzacza do ręki nie weźmie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja z kolei powtarzam: "co za burdel"!!! a mąż mówi na to: "nie burdel, a Jarocin" :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...