30 września 2014

I wszystko to, jak krew w piach...




Wczoraj był zdecydowanie jednym z najgorszych dni w moim dotychczasowym życiu. Z gruntu tych, których nie chce się pamiętać. Poczułam się, jakbym została publicznie spoliczkowana. Tylu przykrych słów na swój temat, dawno nie słyszałam. Wróć. Nie słyszałam nigdy!!!


I to wszystko ze względu na osobę, której nie lubię, którą gardzę, która, jak mało kto, jak nikt (!!!) wywołuje we mnie falę samych negatywnych uczuć. Przez złość, litość, po niechęć i wiele innych. Jedno jest pewne, nie lubię i nie polubię. Byłam miła, byłam uprzejma. Schowałam nawet, razu pewnego, przysłowiową dumę w kieszeń, przeprosiłam, choć nie czułam się winna. Zupełnie!!! Ale stwierdziłam, że skoro mamy coś, co nakazuje mi wykazanie się przynajmniej minimalną przyzwoitością, to mogę się poświęcić. Zamiast w kieszeń, mogłam ją sobie w dupę wsadzić. Tę dumę, rzecz jasna. Okazało się, że jestem głupia i na nic to się zdało. Jak się czułam? Było mi przykro, ale milczałam. Taaaak, ja milczałam. Ale ile można? No ile? Okazało się, że nie potrafię udawać, że jest dobrze, gdy tak nie jest!!! Więc powiedziałam, głośno (okazuje się, że za głośno). Wyraźnie (niestety, nie do wszystkich dociera), emocjonalnie (broniąc własnego zdania, własnej przestrzeni, jak widać na nic!!!) I wszystko to, jak krew w piach!

Doszłam więc do wniosku, że są rzeczy, których muszę się jeszcze w życiu nauczyć:
- przemilczania prawdy
- nie wyrażania głośno swojego zdania
- przymilania się
- mówienia ciszej
- unikania gestykulowania
i najtrudniejsze
- pokerowej twarzy

Aha, zapomniałabym, muszę przestać patrzeć, w oczy szczególnie, bo, wyobraźcie sobie, moje spojrzenie paraliżuje, blokuje dostęp powietrza. Na całe 4 godziny!!! Takie wrażliwe osoby stają na mojej drodze. Dacie wiarę!? A ja niczym bazyliszek sieję ogólne spustoszenie i zło (teraz powinnam zaśmiać się niczym zła czarownica, tucząca biednego Jasia, by później pożreć go z uśmiechem na twarzy, oblizując tłuściutkie paluszki, hahahaha...)


Ale czy powinnam to wszystko robić, czy zależy mi na tym, by lubiła mnie osoba, której ja nie akceptuję? Czy mogłabym spojrzeć sobie w twarz, zmywając wieczorem makijaż? Czy powinnam zweryfikować swój światopogląd, moje spojrzenie na świat tylko dlatego, że coś nas łączy. Okazuje się, że jest to coś tak bardzo nietrwałego, że nie warto nawet tego pielęgnować. Bo i tak dostanę po głowie. A coś, co robiłam z przekonaniem słuszności, okaże się gówno warte!!!

6 komentarzy:

  1. Tym bardziej powinnaś mieć ją w dupie, jak jej nie lubisz, nie akceptujesz.
    Mamy jedno życie i nasze zdanie, zdanie ważnych dla nas osób się liczy, a inni mogą sobie gadać.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bym się nie przejmowała, bądź sobą i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez mam taką jedną osóbkę i też przepraszałam w sumie za nic, bo winna się nie czułam :)
    Trzeba mieć w dupie i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też znam taką jedną małpę, która najpierw mnie opluła słownie, a teraz uważa że nic się nie stało. Wredna, fałszywa żmija :( Najgorsze jest to, że to osoba z rodziny pana męża, więc kontaktu nie da się zerwać. ..
    Ale jak Ty możesz to olej ją maksymalnie! !!

    OdpowiedzUsuń
  5. Olać i unikać kontaktu, o ile to możliwe, bo na toksycznych ludzi energii tracić nie warto.

    PS. Wiesz co ja się przeszłam z ex mojego męża? Zanim się zeszliśmy z mężem to w sumie się kumplowałyśmy, ona opowiadała mi o tym jak odeszła od męża (słowo kluczowe - ODESZŁA), o swoim nowym facecie, potem kolejnych podbojach (co najmniej 5 różnych facetach w 2 miesiące). Od ich rozstania minęło kupę czasu (poznałam ich oboje już dawno po rozwodzie), ona gadała że nie ma nic przeciw mojemu spotykaniu się z jej byłym. A potem się zaczęło - szpiegowanie jego i mnie w sieci, wydzwanianie do niego, żeby poopowiadać o swoich problemach, bunty gdy moje sprawy były ważniejsze od jej (sic!), czy wreszcie opowiadanie wszem i wobec, że cham ją dla mnie zostawił. O kicie wciskanym dzieciom nawet nie mówię, bo starsze na szczęście nie dały się nabrać. I kurde babsztyl wydzwania do tej pory, niby pogadać o dzieciach (no to rozumiem), ale po 2 minutach zmienia temat i zaczyna mojemu mężowi opowiadać o sobie, swoich planach i kolesiach, których zamierza poślubić z miłości (do ich portfela), bo przepuściła wszystko co jej zostawił, a księżniczka do pracy nie pójdzie. Grrrr. Ulżyło mi.

    OdpowiedzUsuń
  6. ależ ktoś Cie musiał zdenerwować :D Ja ma wrażenie, że wokół mnie nie ma takich osób bo ciąża zweryfikowała wiele znajomości :/
    Moim zdaniem powinnaś olać takie osoby - po co tracić pozytywna energię na nie?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...