26 lipca 2014

Gapię się, ja się gapię...




Miałam dać sobie spokój z plażowymi postami, bo takie popularne, bo takie na czasie, bo każda blogerka wyciera sobie nimi gębę. Ale nie mogę się powstrzymać i odmówić sobie tej przyjemności J
Obiecuję, nie będzie ani o gołych dupach, ani o konwenansach, ani tym bardziej o zgorszeniu.




Piękne, słoneczne przedpołudnie. Mazury, bałagan w domu i jezioro za lasem. Oczywiście, pakujemy się i sruuuu nad wodę. 

Wyjeżdżam stosunkowo wcześnie, gdyż przy naszym kąpielisku nie ma parkingu (a ja już raz pięknie załatwiłam błotnik, zderzak, whatever, w każdym razie coś z przodu i całe szczęście, że istnieją ludzie dobrej, sąsiedzkiej woli i poratowali mnie w kryzysowej sytuacji. DZIĘKUJĘ J ). Dodatkowo moje dzieci uwielbiają w wodzie jedno, pomost. Nie nudzi im się w ogóle: pomost, skok, wdrapywanie się, pomost, skok i tak do bólu. Więc wybieram miejsce (oczywiście moja leniwa natura wygrywa) przy samym pomoście, tzn. oddziela nas kawałek piasku i jakaś linia brzegowa, ale pomost mam na wprost i dzieci na oku. I leże, czytam i maltretuję te biedne plecy, ale dzieci mam pod kontrolą, przynajmniej pozorną.

I naglę te błogie chwile przerywa dyktatorski ton, wojskowe komendy i najzwyczajniej w świecie zamieszanie  i krzyki. Podnoszę głowę, babska ciekawość i widzę: mamunię, babunię i dwie ciocie, które rozkładają mi się tuż koło głowy. OK., myślę sobie, może mało miejsca jest na plaży, rozglądam się i nie, wcale nie mało, całe połacie zieleni zachęcają, by gdziekolwiek rozłożyły swoje legowisko, krzyczące damy. Ale ja wiem, przyciągam ludzi o wątpliwej reputacji: wariatów, psycholi i szaleńców. Panie bez najmniejszych skrupułów przesuwają moje rzeczy, przerzucają klapki, plecak i zabawki, by móc się rozgnieździć. Stwierdziłam, że nic nie powiem, zaraz jadę, nie będę się awanturowała na plaży. Tak sobie teraz myślę, że zachęciło je moje boskie ciało, nie znajduję innego wytłumaczenia tego, że tak bardzo pchały się na mój koc. Odkładam książkę i obserwuję, uwielbiam to, po stokroć uwielbiam. Gapię się bez żenady!!!

Dzieci, jak to dzieci, widzą wodę, dostają małpiego rozumu, więc nie zdążył 3-4 latek wejść z mamą na plażę, od razu leci do wody. Na co matka, głosem tubalnym i nie znoszącym sprzeciwu przywołuje dzieciaka do porządku. Niestety, syn mając ją w głębokim poważaniu, zamoczył mały palec w prawej stopie. Matko bosko, myślałam, że ja krzyczę, ale kobieta postawiła do pionu połowę plażowiczów:

-Krzysztofie*, Krzysztofie, proszę natychmiast wyjść z wody. Natychmiast, Krzysztofie,  mówię do ciebie, Krzysztofie!!!

I na ratunek dziecku rzuciła się mama i jedna z ciotek. Wyciągnęły malucha z wody i zaczęły stroić: kapok, rękawki i koło ratunkowe. Chłopiec niecierpliwie czeka, kiedy będzie mógł wejść do wody, przebiera nóżkami, wyrywa się.

- Krzysztofie, powtarzam po raz ostatni, jak się nie uspokoisz, nie wejdziesz do wody. Krzysztofie, czy ty mnie rozumiesz, Krzysztofie? Uspokój się Krzysztofie!!!

(swoją drogą znienawidziłabym swoje imię, słysząc je dziennie pewnie z milion razy)

Ale to nie koniec tej historii, bo gdy mam już przyodziała Krzysztofa w odpowiednie osprzętowanie i puściła go do wody, nie, nie samego, za rękę z dwiema ciociami. Sama zaczęła ubierać córkę, osprzęt ten sam: kapok, rękawki i koło ratunkowe. Niestety, dziewczynka, 2-3 latka, w przeciwieństwie do brata, nie ma w ogóle ochoty wchodzić do wody. Płacze, krzyczy, wyrywa się.

- Katarzyno*, przyjechaliśmy na plażę, więc musisz wejść do wody, mamusia nauczy cię pływać. Idziemy, Katarzyno do wody!!!

- Nieeeeee, nie chceeeeeeee…

Dziewczynka płacze, zanosi się, zapiera nogami, wyrywa się, ale mama ma cel: nauczyć dziecko pływać. Teraz gapię się na bezczelna, usiadłam nawet, żeby wszystko lepiej widzieć. Na kocu została babcia i instruuje Izabelę (matkę), jak ma trzymać i kierować dzieckiem, by je nauczyć. Izabelę asekuruje oczywiście druga ciocia. Katarzyna płacze, zachłystuje się wodą. Ale te kobiety zdają się nawet tego nie zauważać, więc mówię niby do siebie, ale na głos, bo już normalnie nie wytrzymałam:

- Wrzuć ją kobieto z pomostu do wody, wtedy nie będzie miała innego wyjścia, nauczy się pływać bankowo!!!

Babcia spojrzała na mnie, jakbym  co najmniej pokazała cycki i jadła dodatkowo kozy z nosa. Skarciła mnie spojrzeniem, przywołała do rzeczywistości i patrzę, rozglądam się, szukam wzrokiem moich własnych dzieci. I co widzę. Iga bierze rozpęd z połowy plaży, wskakuje do wody, na pomost, hop do wody. Przeszczęśliwa, mokra, samodzielna. I kamień spadł mi z serca, mam szczęśliwe dziecko J



* Imiona celowo zmienione na potrzeby bloga, ale zdradzę tyle, że też zaczynały się na K.

9 komentarzy:

  1. O matko, to się działo naprawdę?... :O Brak słów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a najlepsze było to, że gapiłam się na nią nie tylko ja, ale inni plażowicze też, a one bez najmniejszych zahamowań, panosiły się, jak u siebie!!!

      Usuń
  2. hehe :) uśmiałam się... wczoraj moje 23 miesięczne dziecko, które pływać nie umie w samym stroju kąpielowym w jeziorze grało z rodzicami w piłkę, bez kapoka, rękawków, koła ratunkowego.... co myśmy sobie myśleli hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja czułam się, jak wyrodna matka, która 5latce pozwala wchodzić samej do wody, również bez odpowiedniego sprzętu, dobrze, że na pogotowie rodzinne, czy jak mu tam, nie dzwoniła ;)

      Usuń
  3. Ja bym na bank sie odezwala :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Ty jedna, o ile ze śmiechu na etapie "Krzysztofa" byłabym w stanie wydobyć z siebie jakieś słowa. ;D

      Usuń
    2. leżałam z rozdziawioną gębą i gapiłam się, bo stwierdziłam, że jak sie odezwę zburzę im całą harmonię zaplanowanego przedsięwzięcia, no i oczywiście byłam ciekawa, co jeszcze wymyślą :)

      Usuń
  4. Hehheehhe..padłam ;) Z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej micha mi się śmiała ;)

    U siebie na blogu zrobiłam klasyfikację matek-plażowiczek.. ale tą z Twojej opowieści nawet nie wiem do czego przypisac ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja pewnie skomentowałabym tą sytuacje tak jak Ty, chociaż za pewne na początku bym zwróciła uwagę o nie dotykanie moich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...