21 czerwca 2014

Tylko krowa zdania nie zmienia!!!

źródło: www.foch.pl


Ostatnio miałam bardzo ciekawą rozmowę. Długo myślałam, czy napisać ten tekst. Ale poczułam się w obowiązku. Zderzyły się we mnie skrajne emocje. Bo tak bardzo utożsamiłam się ze swoją rozmówczynią, z tym, co czuła, co czuje. Jednak każda z nas inaczej podchodzi dziś do tego: „co ludzie pomyślą”.


Są kobiety, które nigdy nie chciały mieć dzieci, które nie czuły takiej potrzeby, tykającego zegara czy instynktu macierzyńskiego. Kobiety, która przed ciążą planowaną lub nie, były „nastawione na karierę”. Może to brzmi górnolotnie – kariera, ale zawsze idealnie przygotowane, kompetentne i rzetelne.

Po prawie pięciu latach od porodu mogę śmiało powiedzieć, nie bez wstydu zresztą, ale głośno – nie chciałam mieć dziecka, nie czułam konieczności zostawienia „czegoś” po sobie, kogoś, kto mi na starość poda szklankę wody, przedłużenia swoich genów.

Wtedy myślałam, że potrzebuję wolności i przestrzeni. Nie chciałam, aby coś lub ktoś mnie ograniczało. Mogę nawet stwierdzić: nie lubiłam dzieci. Do dziś odbija się czkawką pewna anegdota, jak w jednym z toruńskich marketów przestraszyłam niewinne dziecko, a później zaczęłam je przepraszać, bo było z baaaardzo przystojnym tatusiem.

Do dziś zresztą, jak słyszę, że ktoś mówi, że kocha dzidziusie, tuli i całuje, i twierdzi, że karmienie piersią jest super, pytam: „co ćpiesz, kobieto?”

Często słyszę od „niedzieciatych” koleżanek, że w takim kraju, jak Polska, kraju bez perspektyw, nie zdecydują się na dziecko. Że dzieci nie lubią, nawet patrzeć nie lubią na te dzieci i wcale nie rozczula ich widok i zapach niemowlaka, a widok kobiety z cycem wywalonym na wierzch w centrum handlowym wywołuje odruch wymiotny. (Ojjj, to jest temat na oddzielny post, bo mnie zawstydza, niczym prawiczka, kobieta karmiąca, nie wiem, gdzie oczy wsadzić i czuję się zażenowana).

Ale… no właśnie, ale… przecież krzyczałam z całych sił, że nie chcę, nie mogę, nie lubię. I co, jestem szczęśliwą matką, która nad życie kocha swoje dziecko. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że mi się dziecko po prostu przydarzyło , bo M. baaaaardzo pragnął dziecka, do tej pory twierdzę, że postawił mnie przed faktem dokonanym J Usprawiedliwiałam się policystycznymi jajnikami i stwierdzoną niepłodnością, która tak bardzo była mi wówczas na rękę. Jednak, gdy 24 grudnia 2008 roku, okazało się, że jestem w ciąży, że to moje pieczołowicie zaplanowane życie będzie wyglądało zupełnie inaczej niż w moich zamysłach, odleciałam. Zwariowałam, zgłupiałam i tak bardzo się bałam, ale tak bardzo, bardzo.  Zresztą wspomniałam Wam o moich ciążowych obsesjach (CZYTAJ).

W czasie tych 9 miesięcy zupełnie zmienił się mój stosunek do wszystkiego, co związane było z MOIM dzieckiem, nie mówię tu o jakiejś spektakularnej metamorfozie, przemianie wewnętrznej, ale małymi kroczkami, powolutku zaczęłam przyzwyczajać się do tej myśli, że już nie jestem JA, teraz jesteśmy MY. I zmienił się mój stosunek, do tematu dzieci, chociaż nadal twierdzę, że nie przewiduję większej ilości dzieci w moim gospodarstwie, ale kto wie…  

Wkurzają mnie dziś takie teksty, które słyszę dosyć często: „A pamiętasz, jak nie lubiłaś dzieci, jak je straszyłaś i na nie krzyczałaś? A pamiętasz praktyki w toruńskim gimnazjum, jak nawrzeszczałaś na dziewczynkę, bo powiedziała, coś nie tak, wszystkim nam zmroziło krew w żyłach, a ty niewzruszona dalej prowadziłaś lekcję? Pamiętasz, jak kazałyśmy ci chodzić po sklepach z odzieżą czy wózkami dziecięcymi, a ty jarałaś fajki pod sklepem i klęłaś pod nosem, i nie tylko, na czym  stoi?? A teraz tak się trzęsiesz nad swoją Iga, jednak ludzie się zmieniają, co?” No tak, kurwa, tylko krowa się nie zmienia. Pamiętam te słowa i traktuję je dzisiaj, raczej, jak zabawne wspomnienie, kolorową przeszłość, historię, którą można opowiedzieć „przy okazji” w towarzystwie, bo ja w ogóle uwielbiam takie anegdoty.

Skoro w wieku 20 lat twierdziłam, że nie chcę mieć dzieci i tych dzieci nie lubię, a dziś to zdanie zmieniłam, nagięłam, to znaczy, że jestem złym człowiekiem bez zasad i kręgosłupa moralnego, że jestem przysłowiową chorągiewką? Przecież nawet Agnieszka Chylińska, wytatuowana rockmenka, prowadząca raczej nieustabilizowane życie, została pogodną matką szukającą Boga i piszącą książki dla dzieci. Czy to znaczy, że powinniśmy spalić ją na stosie jak Joannę d’Arc?

Wiem, skoro tak bezczelnie zmieniłam zdanie, powinnam poddać się samobiczowaniu, najlepiej na oczach bezimiennej gawiedzi!!!

Zresztą, czy jest się czym przejmować? Czy to, co mówią inni, nawet ci, na których nam zależy, jest dla nas takie ważne, skoro się z tym nie zgadzamy? Przecież to moje życie (banał, jakich mało). Oczywiście, nie generalizuję, są sytuacje, w których zdanie innych jest ważne, żyjemy w społeczeństwie, obowiązują nas pewne zasady. Ale jeśli zaczynamy żyć pod dyktando i dyktaturę innych, by się komuś przypodobać, tracimy cały sens i treść życia. Kurcze, mam ochotę krzyknąć: „Jesteś silna, jesteś twarda, inteligentna i przebojowa, dlaczego dałaś się zapędzić w czarną dziurę, dlaczego myślisz o sobie przez pryzmat innych? Może kiedyś byłaś skupioną na sobie egoistką, to teraz najważniejsze dla ciebie jest dziecko. Jesteś przede wszystkim matką i żyjesz tak, by to twojemu dziecku było dobrze, Twoje potrzeby schodzą na dalszy plan. To, co kiedyś było dla ciebie ważne i wartościowe, co stanowiło sens twojego życia, dziś niewiele znaczy, jeśli nie jest dobre dla twojego dziecka. Nawet praca i kariera schodzą na drugi plan, bo czy mogą konkurować  z obserwowaniem, jak rozwija się i rośnie dziecko?” Czy tak nie jest? Dlaczego musimy walczyć z tym, dlaczego musimy wstydzić się tego?

Dziś lubię dzieci, no może nie wszystkie, bo niektóre koncertowo działają mi na nerwy, ale w większości lubię, toleruję i nie czuję się z tym źle. Nie czuję się także winna, bo nic złego nie zrobiłam!!! Wyszalałam się, zrobiłam całe mnóstwo głupot, prawie niczego nie żałuję, jestem bogatsza o milion przeróżnych doświadczeń. I teraz jest czas na w miarę ustabilizowane życie rodzinne i odrobinę spokoju. 

9 komentarzy:

  1. Dziecko wszystko zmienia :) Tekst bardzo dobry!
    Ja tez nie krowa i kiedyś uwielbiałam karmienie piersią, przy drugim mnie to obrzydzało, a np. teraz myslę, że gdyby kiedys miało byc trzecie to karmiłą bym. A z tym zażenowaniem prawiczka to prawdę mówiąc mam identycznie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej jest zmieniać zdanie i umieć się do tego przyznać, co według mnie jest rozwojem, niż zamknąć się w jakimś stwierdzeniu i stać w miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też jestem tego zdania, jak możesz czegoś nie lubić, powtarzam córce, skoro nie wiesz, jak to smakuje, co to jest ten balet i tak samo było ze mną, nie miałam pojęcia, czym jest macierzyństwo i mówiłam, tak jak czułam, w tamtym momencie...

      Usuń
  3. Każdy ma prawo zmienić zdanie, zwłaszcza, jeśli sam do tej zmiany dojrzał. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nigdy nie rozważałam innej opcji niż karmienie piersią i pierwszym powodem była wygoda.
    Jestem zbyt leniwa i nazbyt bardzo cenią sobie swój sen aby w nocy zrobić coś więcej niż podnieść bluzkę do góry :)
    A to że zmieniamy zdanie to chyba norma, podobno co 7 lat zmienia się charakter człowieka. To co myślała 20 latka nie bedzie na pewno tym co sądzi prawie 30 latka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog. Będziemy zaglądać częściej.

    Zapraszamy do Nas na smerfny konkurs. http://tadekniejadek.blogspot.com/2014/07/smerfy-i-wielka-mucha-bzz-recenzja-i.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...