5 czerwca 2014

Stara jestem. I już...




Jakiś czas temu, przy okazji zakupów, w jednym z supermarketów nabyłam książkę. Sytuacja standardowa, lubię kupować książki, a już na pewno w dobrej cenie. A jeszcze takie, na które czekam albo które zaskakują mnie swoją premierą, to już w ogóle czuję się jak w siódmym niebie. 

Szczerze powiem, że kupiłam tę książkę z nadzieją, że znów poczuję się jakbym była w III klasie ogólniaka, miała w głowie fiu-bździu i była spontanicznie głupkowata. Złapałam, więc odważnie książkę i do kasy. Już w myślach szykowałam wieczorny relaks: kąpiel z olejkami, ciepła pidżama, herbata i kocykowanie. Przy kasie nerwowo przeskakiwałam z nogi na nogę (nie, wcale nie chciało mi się siusiu – z podniecenia). Tak, totalny relaks i fajna książka. Cichutko podśpiewuję sobie:

https://www.youtube.com/watch?v=NGrLb6W5YOM

i czuję się jak gówniara, jakbym wsiadła do wehikułu czasu i cofnęła się jakieś parę (taaak, parę, proszę nie kwestionować!) lat! Szybki ruch kartą i już jestem w drodze do domu. Wyjątkowo szybko „obrobiłam” się z dzieckiem: kąpiel, spanie, całus, dobranoc.



Książka ładnie wydana, papier niczego sobie, literki też odpowiednie do mojego słusznego już wieku. No czegóż mogę chcieć więcej. Sięgnęłam po Szalejąc za facetem Helen Fielding. Mądre głowy na okładce przekrzykują się:

VOGUE:
"Wróciła, ona powróciła! Nasza ukochana bohaterka powraca po ponad dziesięcioletniej przerwie i od razu musi się zmagać z dwójką swoich dzieciaków, perspektywą romansu z młodym chłopakiem, wyniosłością zadowolonych z siebie wiekowych małżeństw, zbuntowaną techniką i rodzącymi się na naszych oczach mediami społecznościowymi".
ELLE:
 "Komediowe talenty Fielding - a nade wszystko jej wrażliwość na wszystko, co w naszej współczesnej kulturze staje się właśnie modne i potencjalnie, począwszy od Twittera, a skończywszy na internetowych portalach randkowych - po raz kolejny dochodzą tu do głosu. Książka niesie w sobie pozytywną energię nadzwyczaj rzadką we współczesnych powieściach".
Reszty nie będę podawać, ponieważ nie różnią się w wymowie. Prześcigają się jedynie w peanach na cześć kunsztu pisarskiego Fielding, jej formy i nowego archetypu literackiej postaci kobiecej (wyobrażacie sobie, że nawet na maturze ustnej, przy okazji omawiania  literackiego wizerunku kobiet, dziewczyna wzięła postać Bridget Jones, ale czemu ja się dziwię? Mając 18 lat też pewnie tak bym zrobiła, skoro w wieku 30 kupuję tę szmirę i jaram się, jak małe dziecko).

Po pierwszych stronach stwierdziłam, że coś tu jest nie halo, że to chyba nie jest ta stara Bridget, którą znałam i kochałam. Dobra, nie zniechęcam się, czytam dalej. Po kolejnych kilkudziesięciu stronach, stwierdzam, że to może jednak nie jest już ta sama Bridget. Po kolejnych straciłam złudzenia. To nie jest ta sama Bridget. Może pozostała głupkowata, infantylna, lekko nierozgarnięta, ale kurcze, fajne to było jak miała 30 lat. Było nawet zabawne, ale teraz??? Miałam poważny niesmak. Stara baba z dwójką dzieci desperacko szukająca faceta i te niby zabawne rozmowy na Twitterze. I prośby by wszyscy obserwowali ją na Twitterze. I cale życie skomentowane gównianymi żartami. Częściej czułam konsternację niż rozbawienie. Niestety nie podam Wam zakończenia, bo nie dałam rady dojść, nawet nie zaczęłam szczytować. 


I tak pomyślałam, zaczyna się usprawiedliwianie, ale nie siebie, książki i autorki:
1. na pewno w oryginale lepiej się czyta
2. sprawdziłam, zmienili się tłumacze, a od nich tez wiele zależy
3. najsmutniejsze: może po prostu się zestarzałam, wyrosłam już z takich książek, nie bawi mnie humor w wydaniu Bridget Jones, już nie mam 18 lat, nie jestem szalona i beztroska, mam pełen bagaż doświadczeń i wiem, że życie nie wygląda, jak londyńska taksówka. 


No nie polecam, nie, nie, zdecydowane NIE!!! Nawet po intensywnym dniu, kiedy nie masz ochoty na nic skomplikowanego, ta książka nie da Ci upragnionego wytchnienia!!!


7 komentarzy:

  1. Kiedy czytałam Bridget, to od razu robiłam się głodna ... ;) Czaiłam się na tę nową część, ale skoro mówisz, ze nie najlepsza, to sobie zamówię ostatni kryminał Chmielewskiej ;) Ja dochodzę do wniosku, że jestem stara, jak słucham rozmów licealistów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może ja po prostu miałam za duże oczekiwania względem tej książki, ale dialogi, są tak kiepskie i sztywne, że aż paraliżują swoją tandetą, nie warto, myślę, że ekranizacja będzie lepsza (taką mam nadzieję) :)

      Usuń
  2. Niestety, zazwyczaj druga, trzecia część to takie odgrzewane kotlety, ciężkostrawne dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tu zgadzam się w 100% kotlet nie dość, że odgrzewany, to jeszcze z nieświeżego mięsa :)

      Usuń
  3. Ja sobie kiepskimi tłumaczami próbowałam wytłumaczyć "Zmierzch", który był dla mnie bolesnym przeżyciem. Najgorsza książka jaką czytałam w ciągu całego życia, nudna, słownictwo jak w pamiętniku gimnazjalistki (może celowe), do tego niemal całkowity brak fabuły jak na tę ilość stron. Potem jeszcze się dowiedziałam, że to nasi tłumacze uczynili tę powieść "nawet strawną", bo w oryginale język jest jeszcze bardziej prymitywny. No cóż, widać nie mi zrozumieć jej fenomen i niesamowitą popularność skutkującą błyskawiczną ekranizacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ani nie oglądałam, ani nie czytałam i widzę, że niewiele straciłam :)

      Usuń
    2. Ja nawet nie próbowałam oglądać, bo na co niby można przerobić książkę, w której akcji jest może na 1/10 książki, reszta to "wielka miłość" głównych bohaterów.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...