11 maja 2014

Zmartwienia małe i duże...

źródło: matkawyluzuj.blogspot.com/



Martwię się!!! Martwię się tym, że moje dziecko choruje, ale najbardziej martwię się tym, że panie w przedszkolu powiedzą, że symulujemy razem z dzieckiem, żeby nie płacić, tej nieszczęsnej złotówki za godzinę. Stresuje mnie późniejszy, pochorobowy powrót dziecka do przedszkola, mam wrażenie, że wyglądam na taką, co się o 15 zł wzbogaciła, a teraz wypoczęta chodzi i szpanuje. Ale to tak na marginesie.



Dzieci chorują, dzieci często chorują, niektóre zdaje się, że bez przerwy. Dzieciak naszych znajomych, ma gila koło nosa, odkąd pamiętam!!! Mam tylko nadzieję, że nie jest to ten sam gil. Ale to, co mnie w chorobach najbardziej martwi, to to, że nie zostanie na czas rozpoznana i będzie źle. Taka świadomość mrozi mi krew w żyłach. Ale najbardziej martwi mnie dziwne zachowanie dziecka. Boję się, że okaże się ona trudnym człowiekiem, z trudnym charakterem. A wtedy i ona, i ludzie żyjący w jej otoczeniu będą niezadowoleni. Ciężko jest żyć, idąc pod prąd. Nie, broń Boże, nie chcę, aby była kalką, kserówką. Bardzo bym chciała, żeby była po prostu sobą. Ale od początku uczymy nasze dziecko wyrażać własne zdanie, później każemy dzieciom być miłym i uprzejmym. Wstydzimy się, ja się wstydzę!!!, gdy moje dziecko na cały głos mówi, że pan śmierdzi, ma wielki bebech albo pyta czy ten Murzyn przyjechał z Afryki i żeby go od niej zabrać, bo ona się go boi, bo w Afryce mieszkają dzikie zwierzęta, albo dlaczego ta pani ma takie żółte zęby, na pewno, mamo, ona ich nie myje. Co mam wówczas robić, spalić się ze wstydu, udawać, że nic nie słyszę albo że to nie moje dziecko? Sytuacji niekomfortowych z dzieckiem jest mnóstwo i co gorsza mam wrażenie, że większość ludzi ma dzieci bezproblemowe, które milczą, mówią wtedy kiedy trzeba i co trzeba i patrzą na mnie, jakbym była kosmitką, która pozwala dziecku mówić, tak mówić. Ile razy byliście świadkami tego, jak matka uprzejmie prosiła swoje dziecko, by zamilkło? Na bank myśląc: zamknij gębę, gnojku, bo przynosisz mi wstyd! Ja na swojej drodze spotykam mnóstwo zestresowanych matek, nie w bliskim otoczeniu, bo te wręcz zdają się być na maksa wyluzowane, jak na haju (dziewczyny bez urazy, to jest komplement, bo jesteście zajebiste  ), ale w sklepie, szczególnie spożywczym, w przychodni lekarskiej czy wielu innych życiowych sytuacjach. I to jest przykre, jak mama chce pokazać siebie i swoje dziecko z jak najlepszej strony, a dziecko ma to głęboko w dupie.



Ale wracam do meritum. Od kiedy nasze dzieci zaczęły ładnie się wysławiać, mogą nam słowami zrobić większą przykrość niż piąstkami. „Nie kocham cię”, „Jesteś złą matką”, „Nie lubię cię, wolę babcię” – usłyszeliście kiedyś od swoich dzieci takie antywyznania? Choć wiem, że dziecko zaraz o tym zapomni i poprosi, by bawić się wspólnie lalkami, to mimo wszystko, boli cholernie. Ile wymaga siły ducha i cierpliwości, by nie powiedzieć: „No i co z tego?”, „Ja ciebie też nie kocham!”, czy „Działasz mi na nerwy, zamknij się najzwyczajniej w świecie i daj mi spokój”. Już samo napisanie tego, sprawia, że czuję się jak najgorsza matka we wszechświecie, we wszystkich możliwych galaktykach.

źródło: http://foch.pl/foch/5,133530,14949215,Wszystkie_dzieci_nasze_sa______fochowe_porysunki_Magdy.html?i=4




Martwiąc się o dziecko, martwię się także o siebie. O swój komfort psychiczny. I zastanawiam się dlaczego cies mnie zachowanie córki, gdy dzieli się z innymi dziećmi, gdy jest dla nich miła, uprzejma, gdy ładnie w sklepie powiedz dzień dobry czy dziękuję, pękam wówczas z dumy. A później zastanawiam się, dlaczego cieszy mnie coś, co jest naturalne? Czy bycie miłym, w przypadku mojego dziecka, to coś nienaturalnego? Dlaczego tak bardzo kategoryzuję swoje dziecko i wrzucam ją do worka z tymi niegrzecznymi, wrednymi egoistami? Przecież człowiek z natury jest dobry, moje dziecko też!!! Dlaczego pojawia się tyle wątpliwości, dlaczego nie mogę być zwykłą matką, która podda się intuicji, zaufa swojemu CZI i skupi się na dziecku? Czyli za dużo myślę i analizuję, koniec z tym, od dziś, no może jutra, najdalej od poniedziałku :-)




2 komentarze:

  1. Jak nie lubię poradników wychowawczych, tak fajna jest książka:
    http://ja-pasjomatka.blogspot.com/2014/02/poradnik-dla-rodzicow-pasjomatka-poleca.html
    Czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja droga, mam kilka z tej serii, na jedną o nastolatkach jeszcze za wcześnie, ale wszystkie odziedziczyłam po mamie :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...