25 maja 2014

Szuflada bez dna…


M. - jego szuflady, jego królestwo, jego zdjęcie :) 

W związku z tym, że praktycznie cały weekend oddawałam się mojej ulubionej czynności, jaką jest sprzątanie (tu powinien zabrzmieć sarkastyczny ton, którego jestem mistrzynią), naszła mnie taka mała refleksja. Konkretnie przyjrzałam się kondycji mojej rodziny przez pryzmat… szuflady J


Podobno w każdym domu jest taka szuflada, do której wrzuca się rzeczy niepotrzebne, ale jeszcze przydatne. Takie, które można wyrzucić, ale kto się na to odważy? Szuflada rzeczy niezbędnych zajmuje u nas w domu miejsce honorowe. Choć z początku była to tylko jedna szufladka, jednak teraz, dzięki ekspansji M., zajmuje już cały pion. Przez nią reklamówki-jednorazówki dostały eksmisję i samotne szukają nowego lokum, błąkając się bez celu po kuchni (reklamówki zdają się żyć własnym życie albo jest ich tyle, że nie wiadomo, co z nimi robić, albo nie ma ani jednej, wtedy kiedy najbardziej są potrzebne).

A to zdjęcie, wydało mi się tak bardzo urocze, że nie mogłam się powstrzymać :)


Taka szuflada jest miejscem specyficznym. I choć w naszej kuchni szuflad jest bez liku i gdy mówimy: „śrubokręt jest w szufladzie”, każdy wie, o jaką szufladę chodzi. Dawno temu, zapewne w przypływie rozgoryczenia, nudy i wysokiej gorączki, oglądałam angielską wersję Perfekcyjnej Pani Domu i gdy ta wymuskana pani, pokazując zaniedbanym babom, jak należy dbać o dom, otworzyła taką szufladę o mało nie zeszła. Nie wiem, dlaczego Perfekcyjna była taka zdziwiona? Ja osobiście bardzo lubię takie miejsca, nie tylko we własnym domu. Choć teraz, zważywszy na wiek i nabytą kulturę osobistą, nie mam już możliwości przeglądania u innych takich szafek czy szuflad. W naszym pionie szuflad rzeczy niezastąpionych, można znaleźć wiele: nie do końca zużyte baterie, niedopalone świeczki urodzinowe, wypisane długopisy, mnóstwo gwoździ, śrubek i cała masa rzeczy zepsutych, które M. ma w planach naprawić.

Pewnego dnia M. z żalem w głosie zapytał, gdzie jest jego pokój: „ty swój masz, Iga też, jest sypialnia i salon, a mój gdzie?” Spojrzałam mu prosto w oczy: „a ty, mój kochany, masz szuflady, cztery (!!!) i piwnicę, nie wiem dlaczego jeszcze narzekasz!” Nie wyglądał na usatysfakcjonowanego taką odpowiedzi. Ale zamknął temat…


Wydaje mi się, że takie szuflady oddają kondycję rodziny. W naszej jest wszystkiego po trochu. Są instrukcje idealnie uporządkowane, gwarancje w alfabetycznym porządku,  rachunki w koszulkach i teczkach, wszystkie świadectwa i szkolne i pracy, ułożone imiennie i chronologicznie. Są też wszelkiego rodzaju gumowe rybki i zanęty, haczyki, gwoździe, połamane metrówki i latarki bez żarówki, pojedyncze kolczyki i pojedyncze fleki, są też samotne ręce i rolki bez pary. Zupełnie jak w życiu J

3 komentarze:

  1. Też mam taką szufladę, tylko dlaczego akurat w szafce nocnej? ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. bo te szuflady po prostu lokują się tam, gdzie im wygodniej :) i zawsze kryją w sobie skarby, lubię to :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też mamy taką szufladę w kuchni.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...