13 maja 2014

Mężczyzna też człowiek!!!



Po przeczytaniu wpisu Krystyny Jandy, na jej profilu o kondycji i wychowaniu współczesnych mężczyzn, (CZYTAJ)stwierdziłam, że i ja zabiorę głos w tej ważnej, a jak, sprawie. Dlaczego ważnej?? Bo jak sobie pomyślę, że te dzisiejsze chłopaki, za parę lat będą mężczyznami i któryś na pewno kiedyś zostanie mężem mojej córki, to jakoś ta perspektywa nie nastraja mnie optymistycznie.



Przecież Iga takiego dzisiejszego, wypielęgnowanego, wymuskanego lalusia, zje na pierwsze śniadanie. Jest taka fantastyczna anegdota: „Przychodzą do lekarza dwie mamusi, jedna z 6-letnim synem, druga z 6-letnią córką. Rozmowa w gabinecie lekarskim: „co ci dziecko dolega?” na co córka rezolutnie odpowiada: „boli mnie głowa, gardło…” Ogólnie dziewczynka mówi samodzielnie. Ta sama sytuacja, ale teraz lekarz pyta chłopca, na co matka nie daje dość chłopcu do głosu, rozbiera, go ubiera, ogólnie wyręcza we wszystkim.” Takich historyjek „na faktach” jest mnóstwo, każda oczywiście krytykuje podejście nas, kobiet do kwestii wychowania dziecka-chłopca. W dzisiejszych czasach, abstrahując już od ideologii gender, dziewczynki wychowywane są na silne kobiety, które muszą walczyć, by przetrwać, dziś to do dziewczynki mówimy: nie rycz, nie wypada!!! A chłopcy są tacy delikatni, rozczulają się mamusie w przedszkolnej szatni.
Oczywiście nie generalizuję, znam jednego 5 latka, który śmiga na rowerze w samych majtkach i trampkach i składa mojej córce dozgonne przysięgi wierności i to jest prawdziwy mężczyzna. Na wizyty u mojej córki wkłada strój superbohatera, Iga wskakuje w strój księżniczki i razem jadą na koniu-naleśniku w siną dal, a moje dziecko przez pół nocy nie może zasnąć, bo rozpływa się w zachwytach nad swoim ukochanym: „Mamo, nie martw się – mówi z troską w głosie dziecko – on ciebie też kocha.” No, myślę sobie najważniejsze, to kochać teściową!!! I to jest fantastyczne, taki prawdziwy podział ról w społeczeństwie. Wiem, nie powinnam tego głośno mówić, takie to niedzisiejsze i niepolityczne. Szef Mozilli beknął za takie poglądy, a raczej dostał lekcję tolerancji, żeby mu się raz na zawsze odechciało przyznawać do własnych poglądów. Ale jak widzę w tej, nieszczęsnej, przedszkolnej szatni, że moje dziecko rozbiera się, nawet wie, co po kolei, układa na półkę i nie, nie chwalę się, tylko widzę mamunię, co synusiowi zdejmuje czapeczkę, układa w półce, przyczesuje włoski, później klęka przed hrabiczem i powolutku, bo za szybko, to może książę dozna szoku, rozwiązuje buciku. Tak, wiem, jestem pełna drwiny i sarkazmu, ale serce mnie boli, żołądek odmawia posłuszeństwa, gdy widzę, coś takiego. A my stoimy obie i patrzymy z otwartymi dziobami, jak na małpę w zoo…
I same sobie jesteśmy winne, ja nie jestem lepsza, choć nie mam syna, mam M., któremu przecież nie powierzę ważnej sprawy, bo jeszcze zapomni, bo nie dopilnuje, bo zgubi kartkę, na której wypisałam krok po kroku, co ma zrobić. A jeśli już wychodzi na to, że ma coś załatwić, czuję się jakbym była jakimś chorym stalkerem, dzwonię 35 razy w ciągu 30 minut, wysyłam esemesy, sprawdzam gdzie jest, co robi, jak się sprawy mają, aż w końcu najspokojniej w świecie, przestaje odbierać ode mnie telefony. Co zresztą nakręca mnie jeszcze bardziej i utwierdza w tym, że to jednak JA mogłam zająć się „załatwieniem” tej czy innej sprawy.
Czy znacie kobietę, która czuje się szczęśliwa tylko wtedy, gdy jest potrzebna? Kiedy ma „ręce pełne roboty”? Kiedy lata z „wywieszonym językiem”, a jej koszula „tyłka nie dotyka”? Ja znam, nawet dobrze. Jest dobrą kobietą, o ciepłym sercu, pełna pomocy i miłości, ale zupełnie pozbawioną własnego życia. Czy o to nam, matkom chodzi? Żeby żyć cudzym życiem, nie mając czasu na własne pasje i zainteresowania, już nie mówiąc o wolnym czasie?
Więc jaka jest złota rada, dla nas, matek? Wyluzujmy, odpuśćmy, świat naprawdę dalej będzie bez nas kręcił, a my poczujemy się o wiele lepiej. Bycie idealną jest do dupy!!!

4 komentarze:

  1. Ja sama kiedyś twierdzilam, że jak coś ma być zrobione dobrze - muszę to zrobić sama. Próbowałam to utrzymać po narodzinach dziecka, ale wtedy właśnie zobaczyłam, że nie mam czasu dla siebie, bo latam od dziecka do odkurzacza, do dziecka, do mopa, do dziecka, do kuchni, po dziecko i psa - na spacer, do kończenia porządków, do dziecka, do kolacji, do dziecka (kąpiel, usypianie)... 2 w nocy: yeeee, mogę się wykąpać. Długo nie wytrzymałam. Mąż w sumie nawet zadowolony, że w końcu może mi pomóc, a i dziecku planuję wraz z uplywem czasu dokładać stosowne do wieku obowiązki, bo nawet poskładanie zabawek po zabawie można za obowiązek uznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze to umieć przyznać się do winy :) ja też doszłam do wniosku, że jeśli zajmę się wszystkim sama, to tak naprawdę nic nie zrobię, wszystko po "łepkach" ;)

      Usuń
  2. Ja swojemu czterolatkowi powtarzam, ze facet musi być twardy i odważny ;) A jak ma młodszą siostrę, to jest jj rycerzem ;P A ma młodszą siostrę, wiec na razie skutkuje. Ale znam trzydziestoparolatków, którym mamusie wykraiwały tłuszczyk z szyneczki i odkrajały skórkę od chleba... Znam też pierwszoklasistę, za którego mama uczy się wierszyków do szkoły :/ Szkoda jej tylko, ze nie może ich sama deklamować ;) Ale cos w tym jest, że to w matkach moze leżeć problem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja znam studenta, który przyjeżdza do domu, oddalonego od miejsca nauki o 200 km, by razem z mamą uczyć się do sesji, jeśli nie z mamą to pomaga mu ciocia!!! jak dużo jest takich "strasznych" historii :/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...