19 maja 2014

A jak ambicja cz. 2

źródło: manufaktura-radosci.blogspot.com

Mam nadzieję, że widzieliście mój felieton w prasie lokalnej, jeśli nie, zapraszam do lektury. Pierwszy z cyklu felietonów. I jak na alfabet przystało, zaczyna się na A, żadne odkrycie J A jak ambicja.

Starałam się skupić ( w sensie dosłownym też, bo zostałam ograniczona do 2500 słów, co w moim przypadku jest raczej niewykonalne), na tym czym jest ambicja i jak wpływa na przyszłe życie. Nie tylko nasze, ale także naszych dzieci.



Według mnie (umówmy się, że nie jestem zwolenniczką poradników i tego typu książek, więc w większości teorie, które Wam prezentuje są moje albo moich koleżanek, ewentualnie podejrzane u anonimowych rodziców) ambicję należy rozpatrywać w dwóch aspektach: porażka i sukces. I tak jak wspomniałam porażka, to „mały pikuś”, bo wówczas mamy możliwość wykazania się jako rodzice, pokazania, jak powinno się „przegrywać z dumą”. Pocieszamy, podbudowujemy, przytulamy, możemy poczuć się, jak prawdziwi, mądrzy i odpowiedzialni rodzice. Tacy z prawdziwego zdarzenia, tacy potrzebni. I to jest tak bardzo potrzebne, przede wszystkim nam, rodzicom. Czuję się wtedy, jak matka pełną gębą!!!
Jednak jak sprawić, żeby dziecko po porażce nie straciło wiary w siebie, by nadal wierzyło, że kiedyś osiągnie sukces. Ale jak tego dokonać, nie wmawiając mu przy tym, że jest pępkiem świata, który leży u jego?

źródło: www.motywujsie.pl

Jeśli chcemy pracować nad zdrową ambicją, która nie przekracza możliwości dziecka, to po „porażce” spójrzcie czy dziecko zrobiło coś najlepiej, jak się dało w tym momencie. Jeśli tak, to przecież nie wolno mówić o porażce. To jest sukces na miarę dziecka!
Są lepsi? To nie ma znaczenia, nie zmieni to wyniku dziecka. Jeśli dziecko mogło coś zrobić lepiej, to można tutaj mu na to zwrócić uwagę, choć nie zapominając o tym, co wyszło dobrze, bo na samych błędach każdy człowiek się zniechęci.

źródło: demotywatory.pl


I tu zaczynają się przysłowiowe schody. Co zrobić, gdy dziecko wygrywa? Rozpiera nas duma, krzyczymy głośniej niż inni rodzice, gdy to nasze dziecko strzeli decydującego gola do bramki, klaszczemy mocniej, gdy nasze dziecko najpiękniej wygra szopenowską etiudę. Łza kręci się w oku. Pochwało i wychwalaniu nie ma końca. I co??? Robimy z gęby cholewę!!! Do tej pory mówiliśmy, że nie ważne, kto wygrał, kto zajął pierwsze miejsce, że nie ważna jest rywalizacja. I nagle zaprzeczamy sami sobie, chwaląc i prześcigając się w pochwałach. A co czuje dziecko?? Że to nam sprawiło przyjemność, widzi jak dużą frajdę nam zrobiło to, że pokonało innych i dobrze to zapamięta. Potem możemy mówić przy porażkach co innego, ale ono pamięta, z czego się cieszyliśmy.
I tu, ja rodzic, staję przed dylematem: jak nie podkopać wiary we własne siły dziecka, jak wychować je, by jego głównym celem życiowym nie było parcie i rywalizacja?




Oczywiście rywalizacja, jest zjawiskiem tak powszechnym, że nie sposób ochronić przed nią dziecka. Jest też dobra rywalizacja, taka dzięki której dziecko ma chęć piąć się do góry, stawać w konkury i sprawdzać siebie i swoje możliwości. Istotne jest tu nastawienie dziecka, ważne, żeby miało silne poczucie swojej wartości, żeby wiedziało, na co je stać, znało swoje talenty i je rozwijało. Warto zapamiętać, że dziecko nie jest ani najlepsze, ani najgorsze w grupie. Ale to, co robi, niech stara się robić tak dobrze, jak umie. „Tak dobrze, jak umie” na miarę dziecka, które ma prawo do zabawy, odpoczynku czy robienia różnych rzeczy. Czasem rodzicowi tylko się wydaje, że dziecko potrafi jeszcze lepiej. Zdrowy rozsądek i do przodu, moi drodzy J

4 komentarze:

  1. Przypomniałaś mi tym tematem ciężki temat rozgraniczenia tego, kiedy dziecko realizuje swoje ambicje, a kiedy rodzica. Boję się popełnić błąd w tej kwestii, bo sama, przez krótki okres życia, realizowałam ambicje mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba każdy z nas przez jakiś czas realizował ambicje rodziców, to moim zdaniem jest nieuniknione, smutne, ale ja mam nadzieję, nie dam się zwariować (choć wybrałam już kierunek studiów, no i oczywiście miasto), dobrze, że zdajemy sobie z tego sprawę :)

      Usuń
  2. Wszystko przede mną, dopiero raczkujemy jako rodzice -dwójeczki. Myślę że od przedszkola w ten temat mocniej wejdę. Ale powiem Ci, że wychowywanie dzieci- WŁASNYCH, co innego cudzych jest CHOLERNIE DUŻYM WYZWANIEM. Nie wiedziałam, że aż takim.
    AAAA jak obiecałam kupiłam Różności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po kolejne zapraszam w ten piątek :)
      a ja muszę stwierdzić, że w przedszkolu mam duże poczucie niedowartościowania mojego dziecka, wiem, że jako rodzice uważamy, że nasze dzieci są najzdolniejsze, ale dziwnie się składa, że moje dziecko (przynajmniej na lekcjach otwartych) zna odpowiedzi na wszystkie pytania, a panie ją jawnie dyskredytują i ostentacyjnie omijają, mam wrażenie, że swoją niechęć do mnie przelewają na dziecko, to też jest przejaw chorej ambicji?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...