30 kwietnia 2014

Szantaż jest zły, szantaż jest brzydki, szantaż jest beeeeee…





Szantaż dziecka jest poważnym błędem wychowawczym, który wywołuje w dziecku poczucie winy, złość i żal do otoczenia, a także negatywnie wpływa na jego rozwój.”



Chciałam napisać coś mądrego, kilka dni chodził  mi po głowie tekst o szantażujących rodzicach i rodzicach szantażowanych. Ale jak się okazuje mam marną wiedzę na ten temat (czytaj: nie wiem nic, jak się okazuje!!!). Bo szantaż jest błędem wychowawczym, wykroczeniem poza rodzicielską władzę, w końcu jest przemocą, słowną. I się zawstydziłam!!! I głupio mi potwornie, bo nieświadomie krzywdzę moje dziecko, czuję się jak członek NKWD albo gestapowiec. Żółcią odbija mi się na samą myśl, że jestem wyrodną matką. Nie oszukujmy się, szantaż stosujemy na każdym kroku.

- Jak przyczepisz półkę, zrobię obiad.

- Jak wyniesiesz śmieci, upiorę ci majtki.

Standardowe sytuacje, a taki, czy podobny szantaż stosowany jest stosunkowo często. I przez takie głupie, codzienne przepychanki słowne moje dziecko będzie miało zaniżone poczucie własnej wartości?


A czy szantażując swoje dziecko, jestem pozbawiona empatii, miłości i podstawowej wiedzy na temat wychowania? Tak, odpowiadają psychologowie. A czy mówiąc do dziecka:

- Nałóż kurtkę, bo pójdziesz do domu!!! Liczę do trzech: raz, dwa…

stosuję szantaż i przemoc, czy jest to już zastraszanie? To, co mi wydawało się maleńkim wykroczeniem, na rzecz spokoju i dopięcia swego, okazuje się przewinieniem, najgorszym z najgorszych!!!

Dlaczego nazywamy to szantażem, a nie negocjacjami. Bo ja mam wrażenie, że ja z dzieckiem negocjuję, rozważam za i przeciw, ona również, rzadko kiedy dochodzimy do porozumienia. Ale w związku z tym toczy się ożywiona dyskusja, wówczas przerzucamy się, najlepszymi, według nas, sposobami wyjścia z impasu.

Mam wrażenie, że szantaż to duże i brzydkie słowo, przecież nie mówimy do dziecka:

- Zjedź owsiankę, bo inaczej skończysz w betonowych trampkach.

- Posprzątaj pokój, bo będziesz wąchał kwiatki od spodu.

- Umyj ręce, bo dostaniesz śniętą rybę, we wczorajszej gazecie.

Nie jestem Vito Corleone, ale zna się te teksty, co??


Przecież czym innym jest szantaż na cukierka czy nową zabawkę, a czym innym straszenie złym panem czy klapsem albo laniem. To pierwsze można nazwać negocjacjami, ale już to drugie to zastraszanie, w czystej postaci. Nikt z nas nie krzywdzi przecież swojego dziecka naumyślnie, specjalnie. A wymuszenie raz czy dwa malutkim szantażykiem na dziecku grzeczności czy zjedzenia surówki, nie jest chyba nadużyciem?

Podobno szantaż daję namiastkę stwarzania fałszywej, złudnej rzeczywistości, którą my rodzice budujemy, rzecz jasna na własne potrzeby, dziecku. Szantaż jest kłamstwem, obłudą, oszustwem. Jest przemocą, a przecież ja przemocą się brzydzę.

Teraz mamy już wytłumaczenie, dlaczego dzieci nas szantażują?

- Jak mi nie dasz na chipsy, przestanę cię kochać!

- Jak nie włączysz mi bajki, znajdę sobie inną matkę!

Powielają wzorce, wynoszone z domu. Jaka góra, taka górka. Jaka matka, taka córka!

całe szczęście, że M. zrobił już te sznury, bo wyglądają szkaradnie!


Miał być lekki i przyjemny tekst, który stanowiłby kwintesencję tego, co mi pisaliście, jak wy „szantażujecie” swoje dzieci, ale wybaczcie mi, z racji tematu i konsekwencji, nie podam przykładów, jeszcze nas wszystkich zamkną, a dzieci oddadzą pod opiekę państwu. A tego bym nie przeżyła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...