15 kwietnia 2014

Sobotni relaks bez M.!!!

Uwielbiam soboty bez żadnych zobowiązań, projektów, korków czy maturzystów. Poranna kawa, prasówka, leniwe śniadanie. Postanowiłyśmy wykorzystać nieobecność M., który kolejny dzień lata po lesie, tapla w się w błocie i cieszy, jak dziecko.Pojechałyśmy szukać wiosny, jeden dzień poślizgu dziecku różnicy nie robi. W końcu matka (czyt. JA) dzień wcześniej spełniała swój obowiązek względem UE i realizowała projekt wśród wiejskiej dziatwy, taka z niej obywatelka, co szanse wyrównuje i aktywizuje. 

Szukanie wiosny:
- Tak, możesz mi zrobić zdjęcie, pod warunkiem, że dasz mi nową gumę miętową, w tamtej zużył się smak.
- Wejdę do tego morza (stawik, bajorko, wielkości Igi pokoju), przecież tu nie ma wody, sama trawa, w dodatku, jakaś zdechła.
- Mamo, to jest Pani Wiosna? Jakaś smutna. Aha, dopiero się budzi, aha, jeszcze zębów nie umyła i dlatego taka nieświeża?
- Mogę wejść na ten mostek, a na ten kamień, a na ławkę mogę wskoczyć, mogę wbiec na tę górę, mogę poleżeć, mogę poskakać po płotku, a wejść na drzewo, a skoczyć z kamieni?
- O Jezusie kochany, chyba się zmęczyłam.
Ufff... Kontynuujemy sobotnie przedpołudnie, udajemy się na wyprawę w celu znalezienia płaskiej, plastikowej, jednocentymetrowej listewki. Odwiedziłyśmy wszystkie możliwe sklepy - listewki brak. M. nie ma, on wiedziałby skąd ją wziąć, ale lata po lesie i gardzi łącznością telefoniczną. Co mam robić? Korzystam, więc z licznych znajomości M. z różnymi, podejrzanymi typami:
- Cześć, jestem żoną M. - mówię do bliżej nieokreślonego człowieka, który z twarzy podobny jest zupełnie do nikogo, a barwy klubu z Podlasia wywołują u mnie delikatny dreszcz przerażenia. Ale kojarzę tego człowieka, z tego, że M. skądś go kojarzy... Dodać należy, że cała sytuacja ma miejsce w bliżej nieokreślonej piwnicy. - Potrzebuję płaskiej, plastikowej, jednocentymetrowej listewki.
- Jaki wymiar? - żadnej kurtuazyjnej gadki, od razu przechodzimy do konkretów. Podaję, cała sytuacja sprawia, że czuję wciąż narastającą konsternację, zaczynam rozglądać się po bokach. W pół ogolona głowa też, nasila się zdenerwowanie.
- Stań na czatach!!! - Żołądek podchodzi mi do gardła.
Wybiegam więc na zewnątrz i zaczynam "stać na czatach", nie bardzo wiem, jak to się robi, więc wyglądam co najmniej dziwnie. Wracam:
- Kolego - wczuwam się - ale po co mam tam stać, mam kogoś wypatrywać?
- Niski i gruby - padła odpowiedź.
Wybiegam, niskich i grubych w okolicy widzę czterech, ale nie ta narodowość. Kurwacka, myślę sobie, jestem kryminalistką, a to miała być tylko płaska, plastikowa, jednocentymetrowa listewka. O Boże, a jak mnie zamkną? Co z dzieckiem, przecież M. lata po lesie? Matko kochana, dziecko w samochodzie, mam nadzieję, że nie patrzy albo nie rozumie powagi sytuacji, zajęta sobą.
Niepewnie wychyla się pól ogolona głowa, kiwa na mnie, więc ja też kiwam: OK z kciukiem do góry i pełnym uśmiechem, w którym pokazałam całe swoje uzębienie, chyba niezbyt profesjonalnie.
- Ile jestem winna? - pytam, chyba z grzeczności, zważywszy na sytuację.
- Na piwo.
Dałam i odjechałam z bijącym sercem. I sprawdziła się reguła, że w Polsce nic nie załatwisz za 5 zł, ale za piwo, wszystko!!! Nic to, Baśka, nic to, że podałam, na bank z nerwów, inny niż potrzebowałam wymiar. Ale wróci M. i skróci, bo już na pewno nie pojadę do pół ogolonej głowy, prosząc o skrócenie. Moje skołatane nerwy i nadszarpnięta psychika, nie wytrzymałyby już takiego stresu!!!
Dla relaksu i uspokojenia postanowiłam umyć okna, którym poświęciłam 4h i wszystkie paznokcie.






1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...