25 kwietnia 2014

Bajkowy leksykon




Są bajki, które bawią, uczą, wychowują. Są też takie, które rozśmieszają do łez, inne wzruszają, przypominają lata dzieciństwa. Z innymi mamy miliony przeróżnych wspomnień czy zabawnych sytuacji albo anegdot. Są bajki, które kochamy, które chętnie nadal oglądamy lub takie, których ciągle się boimy (ja mam tak na przykład z Muminkami - nie wiem, czy chodzi o całokształt tej sino-popielatej bajki, czy postaci, takie jakieś z dupy, nigdy do mnie nie przemawiały, raczej przerażały i strasznie dołowały, brrr...). Ale jest też grupa bajek, które najzwyczajniej w świecie, bez owijania w bawełnę, wkurwiają!!! Przepraszam za wulgaryzm, ale inaczej się nie da. 




Jedną z bajek, której nie mogę przetrawić, jest Świnka Peppa, najbardziej irytująca, wkurzająca i egoistyczna świnia we wszechświecie!!! Bardziej denerwującego głosu, nie słyszałam nigdy w życiu i żebym była wrażliwsza, zrezygnowałabym przez tę małą, zadufaną w sobie świńską lizuskę z wieprzowiny.




Mniej znaną bajką, może nie każdy kupuje dzieciom płyty po piątaku w sklepie z przeterminowaną prasą (aha, sama sobie jestem winna, oszczędność przede wszystkim i masz, matko za swoje!!!) jest Bibbi Blocksberg, sama bajka OK, ale głos głównej bohaterki mrozi krew w żyłach, jest tak cienki, że do podcięcia sobie żył nie potrzebna jest już nawet żyletka.




Bajka, która wywołują u mnie delikatny dreszcz przerażenia to Noddy. Ten drewniany pajac z głową na sprężynie przeraża mnie niczym postać Freddy'ego Krueger'a. Dziecko też nie przepada za tą bajką, podobno pojawia się tam straszny clown czy coś w tym guście, więc jedną z okropniejszych bajek mamy z głowy.




Drugą bajką, która nie porwała naszych serc, jest Tomek i przyjaciele, choć nie powiem, kiedyś dziecko wyniosło od swojego kolegi drewnianą kolejkę z podobizną Tomka (mam nadzieję, że ją zwróciłyśmy  zainteresowani wiedzą, o kogo chodzi), jednak nie zostałyśmy miłośniczkami przygód gadających głów na lokomotywach. Od dziecka miałam szczególną niechęć do gadżetów imitujących ludzkie twarz, niektóre były tak realne w szczegółach, iż miała wrażenie, że patrzy na mnie z tej doniczki, którą mi mama przywiozła, gdzieś z dalekich wojaży (taaa, doniczkę), jakiś psychodeliczny zboczeniec. Po dziś dzień mam ciarki na plecach.




"Wiesz, co mamo - powiedziało kiedyś dziecko - najbardziej lubię wątrobę." Zgłupiałam: "wątrobę, o co chodzi?" (i pomyślałam, nie przywiązuj się zanadto do niej, pójdziesz na studia i zobaczysz, że wcale nie jest już taka fajna). "No, normalnie, wątrobę, bo ona jest dobra, ma hormony i etrocyty" - dumne z siebie powiedziało dziecko (pomijam fakt, że musiałam zadzwonić do koleżanki biolożki, żeby dowiedzieć się czy rzeczywiście są tam jakieś etrocyty i okazało się, że tak są i nazywają się erytrocyty) - i to jest pozytywny wpływ bajek z cyklu Było sobie życie, Był sobie człowiek i Byli sobie podróżnicy.


Jest też grupa bajek, które oglądamy chętnie, całą rodziną, może nie są edukacyjne, rozwijające czy wychowujące, ale na pewno świetna jest przy nich zabawa. Spongbob Kanciastoporty wymiata, Pingwiny z Madagaskaru powalają tekstami, Scooby Doo - ogólnie klasyka. Oczywiście są jeszcze filmy animowane długometrażowe, ale może wystarczy  bo w założeniu tekst miał być króciutki, dwa zdania, ewentualnie trzy. A tu się rozpisałam 

Ale do czego zmierzam, do pokazania Wam bajki, którą oglądamy z Igą, płacząc przy tym ze śmiechu. Po kilku odcinkach stwierdziłyśmy, że zapiszemy się na język Maszy (choć to może takie niepolityczne), "mamo, co ona powiedziała?" I ja wtedy, pękając z dumy, w końcu lata nauki rosyjskiego i staro-cerkiewno-słowiańskiego nie poszły na marne, tłumaczę dziecku, język naszych sąsiadów. Polecam, śmiechu co niemiara 


https://www.youtube.com/watch?v=KYniUCGPGLs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...