6 marca 2014

Uczniowski światopogląd ratuje polonistkę z opresji…

 Prawdą jest, że szkoła, w której przyszło mi uczyć, nie jest szczytem moich marzeń. Zawsze myślałam o sobie, jak o polonistce, rozkochującej młodzież w literaturze pięknej, przygotowującej tłumy młodych, ambitnych, inteligentnych ludzi do matury, prowadzącą fantastycznie zorganizowane koło teatralne, alternatywny klub filmowy, z grupą dyskusyjną. Młodości dodaj mi skrzydeł!!!
Miałam takie plany, że ohhhohooo... No sorry, ale mamy też rzeczywistość. I to zderzenie z nią najbardziej bolało. Przepraszamy, ale sama Pani rozumie, niż demograficzny, restrukturyzacje, zwolnienia, przykro mi, ble, ble ble... Ale dziwnym trafem, właśnie w tej szkole, wśród tej społecznie niedostosowanej młodzieży, wśród tych wykluczonych i zepchniętych na margines młodych ludzi, odnalazłam siebie. Jako to ja, z dobrego domu, kochających rodziców, wychowana podobno bezstresowo, mogłam tam właśnie znaleźć swoją przystań? A no tak. Nie, no ty to tam sobie radzisz, Kaśka, kto, jak kto, ale ty, pfff, zjadasz ich pewnie na śniadanie... Nie wiem, dlaczego zawsze, za każdym razem słyszę takie uwagi, jak mówię w jakiej szkole uczę? 

Podejrzewam, cholera jasna, co się będę oszukiwała, ja to wiem, że gdyby nie taka kiepska sytuacja wśród nauczycieli, zwłaszcza tych prowincjonalnych, wcale bym na nią nawet nie spojrzała, zresztą pewnie nawet nie miałabym ochoty na nią spojrzeć, przecież każdy wie, jaka jest obiegowa opinia o "takiej" młodzieży, trudnej. Sama, w czasach głębokiej podstawówki, tak o nich myślałam: łobuzy i kryminaliści, gdy po mojej, jakby się zdawało, bezpiecznej przestrzeni, poruszały się takie ciemne typki.  Wydawało mi się, że są oni z zupełnie innej rzeczywistości, że przeszli z ciemnej strony mocy, po dziś dzień tak zresztą myślę. 




Przez pierwszy miesiąc pracy nie mogłam wyjść z ogólnego szoku, dopiero wtedy zauważyłam ten niewidoczny klosz, który rozpostarli nade mną rodzice. Zupełnie nie wiedziałam, jak mam ich „ugryźć”, jak mam rozmawiać z ludźmi, których albo się boję, albo cholernie żałuję. A z doświadczenia wiem, że takie uczucia, to kiepscy doradcy.Rozczulała mnie praktycznie każda historia: o tym, że nie ma prądu, bieżącej wody, węgla, że w dwóch pokojach za najniższą krajową, żyje 11-osobowa rodzina, że matka uciekła i zostawiła dzieci, zamknięte w domu bez ogrzewania, na kilka dni, bez jedzenia, rzecz jasna. Wkurzało mnie to, że te dzieciaki pozostawione same sobie, marnują swoje życie, ale jak im wytłumaczyć, żeby postępowały inaczej: Pani, matka, nie pracuje, ojciec nie pracuje, mamy zasiłek, węgiel gmina da i ksiądz pomoże, po co pracować za 1100? Pani Kasiu, przecież to się nie opłaca z domu wychodzić, nie mówiąc o kupieniu biletu!!! Najpierw żal, no tak, mają ciężko, później nerwy, jak tak można, cale życie na pasożycie, później chęć niesienia pomocy, ja współczesna Stasia B., pomogę, wyciągnę, pokażę, że tak nie można. I choć pracuję tu 5 rok, jedno jest pewne, nie ma rutyny, nadal żałuję, wkurzam się, krzyczę. I słyszę: Nie odzywaj się do Pani Kasi, bo to prawdziwa wariatka. I wiem, że w ustach tych dzieciaków to ekstra komplement :)

          



Najgorsze w tej pracy jest to, że  nerwy siadają dużo szybciej niż w innej, a powinno być na odwrót,nie mogę dać się sprowokować, powinnam być pierdoloną oazą spokoju, co w moim przypadku jest równoznaczne z przebiegnięciem maratonu. Wpis miał być o czymś innym, o tym jak dałam się sprowokować, o tym, że zrobiłam coś, przez co nie mogłam spojrzeć sobie w twarz, przez dobrych parę dni, ale zarzuciłam tamten temat, chyba stchórzyłam, wstyd mnie obleciał i tyle. To, co mnie ochroniło przed prawnymi konsekwencjami tego, co zrobiłam, to stereotyp, jakim się kierują, ten kto idzie na policję, strzela z d..., to konfident, czyli postrzeganie policji przez moich "studentów". Ale dzięki tej całej, okropnej sytuacji, miałam możliwość zrobienia rachunku sumienia, przemyślenia kilku spraw, jak doprowadziłam do czegoś, czego teraz tak bardzo się wstydzę? Idę do przodu, działam, prowadzę koło teatralne, może nie tak ambitne, jak chciałam na początku, może sztuki "nie są na poziomie", ale świetnie się bawimy i mam świadomość, że sprawiam tym dzieciakom radość. A to chyba najważniejsze!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...