16 marca 2014

Na królika transsyberyjskiego – nowa metoda wychowawcza. Sprawdzona!!!


Wiosenne porządki czas zacząć! Dziecko uśmiechnięta od ucha do ucha biega szczęśliwe po domu.
- Iga, podaj ten worek.
- Tak jest, mamusiu!
- Iga, przynieś, proszę, zmiotkę.
- Już niosę mamo, wybierasz pomarańczową czy różową?
Ze zdziwienia przecieram zakurzone oczy: Czy aby na pewno to moje dziecko???
- Kochanie, przytrzymaj karton.
- Dobrze, mamuniu!
Sprawdziłam dwa razy: ani śladu gorączki, żadnej tropikalnej choroby w przedszkolu nie stwierdzono, ja też przebadana jestem, Boże, na pewno coś przeoczyłam!!!
- Jeszcze tylko te rzeczy wynieś do śmietnika. – muszę się upewnić.
- Proszę bardzo, mamusiu!!!
O Jezusie kochany, podmienili albo zmutowali mi dzieciaka, tylko kto, gdzie szukać winnych??? Patrzę, analizuję i wygląda zupełnie jak moje. Te same długie paluchy, zadarty nos i małe uszy, jak w mordę szczelił! Moje, ale jakby nie moje!!!
- Iga, czy ty aby na pewno dobrze się czujesz?? – pytam niby obojętnie.
- Mamo, przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, służę ci pomocą i jestem do twojej dyspozycji (dopóki nie skończę 13 lat i niestety , ale będę miała cię głęboko w d… - dodaję po cichu) – jak litanię wyrecytowało dziecko.
Tak się domyślałam, że to nie jest zupełnie bezinteresownie. Sielanka skończyła się dosyć szybko.
- To co, mamo, masz ten numer do wielkanocnego królika? Byłam już taka super grzeczna, że chyba, tak myślę, bo gdybym była wielkanocnym królikiem, to na pewno tak bym pomyślała, że zapracowałam już na ten tablet?
- Oj, Iga, królik wielkanocny obserwuje cię codziennie, nie tylko dzisiaj, widzi czy jesteś grzeczna, jak się zachowujesz w przedszkolu (czarne kropy też widzi – na co dziecko wybałusza, już i tak wielkie, ślepia), czy jesz surówki do obiadu. Nie wystarczy jeden grzeczny dzień!
- Weź, mamo, nie żartuj sobie, że niby królik wielkanocny pracuje u Mikołaja i razem mnie obserwują?
- Dokładnie!!! Zacieram ręce, mam ekstra argument, na wszelkiego rodzaju niegrzeczności.
- Kłamiesz!!! – uuuu… zapowiada się afera, a marsowa mina nie wróży nic dobrego, groźnie ułożone ręce na bokach potęgują moje uczucie trwogi, noga wysunięta do przodu jest już tylko kwintesencją nerwów czterolatki. – Że niby wielkanocny królik mieszka u Mikołaja w Japonii (!!!), przecież tam jest śnieg, a elfy zjadłyby mu wszystkie marchewki, aaa… widzisz to, co mi próbujesz wmówić, jest nieprawdą!!! – Z satysfakcją dodaje dziecko.
- A wiesz, że to są króliki transsyberyjskie – nie wytrzymałam – i żyją z Mikołajem w LAPONII i tak, obserwują cię codziennie, a nawet inwigilują, ciebie i twoje koleżanki!!. Aha, te króliki mają skrzydła, głęboko ukryte, o i nawet teraz zagląda nam przez okno – oczy dziecko przypominają spodki , te latające, delikatnie zezujące w stronę okna – nie widzisz, go bo ma pelerynę niewidkę, ale on słyszy wszystkie twoje brzydkie słowa. A swoimi czerwonymi oczyma robi ci miliony zdjęć, do ważnej dokumentacji – zaczynam się nakręcać, bo wkręca mnie mina dziecka, którego rozdziawiona gęba robi się coraz większa – żeby Mikołaj nie przyczepił się do niego, że źle pracuje. A więc jeśli nie chcesz, żeby Mikołaj zwolnił go z pracy, musisz być grzeczna, miła, musisz uśmiechać się, żeby mógł zrobić ci ładne zdjęcia. Pamiętaj, że on pisze na ciebie dłuuugi donos do Świętego i zaznaczy tam, w odpowiedniej rubryce: grzeczna-niegrzeczna, a więc prezent będzie adekwatny do twojego zachowania… - pfff, wypuszczam powietrze, bo się lekko zasapałam…
- O mój Boze… to jest straszne, co ty opowiadasz, wiesz, nie mogę w to uwierzyć, lepiej zasłoń te rolety, nie wiadomo, kto nas podgląda… - ostrożnie spojrzała w okno i poszła do swojego pokoju.
Kłamstwa, groźby, poczucie winy, irracjonalny strach, brak prywatności – oto moje metody wychowawcze. 








1 komentarz:

  1. ej, spoko historia z tym królikiem, może wypróbuje na swoich dzieciakach :) pozdro

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...